czwartek, 22 maja 2014

Nowy członek - Alex,Wataha Światła

 Jako wilk:

 Jako człowiek:
http://www.zdjecia.biz.pl/zdjecia/duze/elf-kobieta-spojrzenie-1.jpeg
Imię: Alexa (Alexsandra)
Płeć: Wadera (samica)
Wiek: Od zarania świata (nieśmiertelna)
Stanowisko: Samica Alpha
Żywioł: Światło, psychika
Moce: rozbłysk światła, zmienianie nocy w dzień, strzała światła (nigdy nie chybia i uśmierca od razu), oślepianie, widzenie w ciemności
Talizman:
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgqLR0BVgicrCJ8FUqpNdjvovxmmRD0zquSkXVjd5MDyd8pEe1aa3BsU16Efi0javtnmYie8uQ1Fl9XX5s-PHEnVWjEVyG1ye_h-yMExt5PIOBISQF0OhhYRyZsGFD5uYC43C3_TbHvLX-a/s1600/talizman+lodu.jpg




















Charakter: poważna, odważna, ponura, cicha, zamknięta w sobie
Rodzina: Nigdy nie miała, powstała jako jeden z żywiołów
Partner/Partnerka: Szuka
E-mail: pilami42@gmail.com (pilami42 skype)
Poziom: 0
Towarzysz

http://th.interia.pl/51,bee7cb6a54011144/yashi.jpgImię: Nightmare
Płeć: Wadera (samica)
Wiek: Około 5000 lat
Moce: Zadra mroku (zabija), latanie, diamentowe pazury, widzenie w ciemności, zionie niebieskim ogniem.
Właściciel: Alexa
 

wtorek, 1 kwietnia 2014

Nowy członek-Kasumi,Wataha Ognia


Jako człowiek:



Imię: Kasumi(Kas)
Płeć:Wadera(Samica)
Wiek: 150 lat<Nieśmiertelna>
Stanowisko: Samica Alfa
Żywioł: Wilk Wody i Ognia,ale potrafi też coś tam zdziałać z Żywiołem Nocy.
Moce:Tworzenie ognistego kręgu wokół ofiary,ciskanie kulami ognia jak i wody,teleportacja,lot bez skrzydeł,ma wszystkie zmysły bardzo mocno wyostrzone,może zmieniać fazy księżyca,potrafi wywołać tsunami,chodzić po wodzie i ją kontrolować,ma zdolność spalania przedmiotów,uff...Dużo tego jeszcze jest...
Talizman: Po co mi?!
Charakter:Jest spokojna,ale jeśli wybuchnie,lepiej trzymać od niej dystans.Czasami smutna z byle powodu,wtedy woli posiedzieć sama.Jest nieufna,tajemnicza,skryta w sobie,czasami wredna.Bezczelna i bojowa.Ma wielkie poczucie chumoru,ale tylko niekiedy to okazuje.Niekiedy jest złośliwa i uparta.Nie płacze nad tzw. ''Rozlanym mlekiem''.Phi!-W ogóle nie płacze.Jest honorowa.Nie jest naiwna.Potrafi nawet młodszemu od siebie dać w ''mordę''.Nie zawsze potrafi dać drugą szansę osobie,która ją zdradziła.
Rodzina:Nie obchodzi mnie...
Partner/Partnerka:Nie szuka


Towarzysz: 
Imię:Loneris
Wiek:250 lat
Rodzaj:Lis 
Specjalizacja:Ogień
Moce:Jest naprawdę szybka,potrafi stworzyć barierę z ognia,strzela kulami ognia,a także nimi uzdrawiać(xD).Gdy Kasumi coś się stanie,Loneris także to odczuwa.
Inne:Gdy biegnie,wudać tylko smugę światła.

Właściciel: madzia12345678910(Howrse)
Poziom: -

czwartek, 20 lutego 2014

Po przerwie. :D

Witajcie! Bardzo przepraszam Was, za moją długotrwałą nieobecność... obiecuję, że teraz nadrobię WSZYSTKIE zaległości i zmobilizuje resztę członków bloga. Ponieważ niektórzy narzekają na niedosyt po moich opowiadaniach postaram się pisać co najmniej 2 razy w tygodniu. :)
Miłego czytania :P
~Margo

niedziela, 12 stycznia 2014

(Wataha Powietrza) Od Ahri

Kiedy wreszcie dotarliśmy do naszej groty od zamku Czartów, usłyszeliśmy dziwne dźwięki wewnątrz. Wyczuliśmy zapach Black Soul. Wbiegliśmy szybko do jaskini, w której leżało na podłodze kilka ciał demonów. Na nasz widok Yoko westchnęła z ulgą.
- Co tu się stało?! - wykrzyknęła Aulida - Yoko? Nic ci nie jest?
Zanim dziewczyna zdążyła coś powiedzieć, biały wilk, którego wcześniej nie zauważyliśmy, wystąpił krok naprzód.
- Ekchem - odchrząknął. - Ja też tutaj jestem.
- Kim jesteś i co tutaj robisz? - odezwałam się ciekawa.
- Aulida wie kim jestem i to jej wystarczy. A jestem tu, gdyż potrzebuję waszej wyroczni.
- A czy to przypadkiem nie jest próba uprowadzenia - ozwał się Danny i podszedł do wadery.
- Kochaniutki, gdyby to była próba porwania, to nie byłabym taka miła - powiedziała słodkim melodyjnym głosem.
- Miła?! Wparowujesz do naszej jaskini bez pozwolenia podczas naszej nieobecności i urządzasz nam tutaj masakrę. - Zmienił się w człowieka i zbliżył czubek miecza do gardła białego wilka.
- Naprawdę jesteś na tyle odważny by zaatakować nieuzbrojonego? A więc próbuj.
Po chwili Danny podniósł z ziemi leżący nieopodal miecz i rzucił waderze.
- Łap! - warknął. - Broń się jeśli potrafisz - powiedział opryskliwie i rzucił się na białego wilka.
Z ust Aulidy wydarł się stłumiony okrzyk. Ja i Yoko patrzyłyśmy na tą zdziwione. Nagle zaatakowana wadera wytrąciła Danny'emu miecz z ręki, a później wyrzuciła swój.
- Nie potrzebuję twojego miecza, mam dość własnej broni - powiedziała i podeszła do niego. Dalej już nic nie słyszałam z ich rozmowy.
Po chwili wadera skierowała się w stronę Alfy.
- Więc jak będzie z tą wyrocznią, Aulida? - rzekła przyglądając się swoim paznokciom.
- Kim jesteś? - ponowiłam pytanie ciekawa odpowiedzi.
Wadera westchnęła ciężko.
- Aulida? Oświecisz towarzyszy?
- Issis, alfa mrozu - powiedziała przez zęby.
- Więc jak?
- Skąd mam pewność, że nic jej się nie stanie i że do mnie wróci?
- Skąd twoja niepewność?
Zamarła w bezruchu i nie odezwała się ani słowem.
- Właśnie przed chwilą obroniłam twoją przyjaciółkę przed pewną śmiercią. Gdyby nie ja, z pewnością znaleźlibyście ją martwą razem z rozszalałą hordą demonów panoszących się po waszej jaskini. Czy to nie wystarczający argument, że jestem w stanie zadbać o jej bezpieczeństwo?
Aulida zacisnęła usta. Nikt nic nie mówił. Po chwili usłyszałam w głowie głos Danny'ego.
- Jak myślisz, można jej wierzyć?
- Nie mam pojęcia. Chyba tak... W końcu pomogła Yoko.
- Racja. O coś się dzieje!
Głos umilkł w mojej głowie, a zaraz Aulida odezwała się do Issis.
- Niech będzie - rzekła poważnie - Ile potrwa jej nieobecność?
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- No. Czyli dobiłyśmy targu. Tydzień potrwa sama podróż. Dam jej parę dni na zaaklimatyzowanie się w lodowcu. Po wypowiedzeniu przepowiedni z pewnością będzie musiała parę dni poświęcić na regenerację. Ten czas spędzi w pałacu siostry. A potem obmyślimy jak odesłać ją do domu.
- Nie da się tego jakoś skrócić?
- To najkorzystniejsza dla obydwu stron opcja.
Aulida spojrzała na nas, a my pokiwaliśmy głowami.
- Niech więc będzie, ale jeśli tylko coś jej się stanie...
- Nie mam zamiaru narażać się na wasz gniew - przerwała Aulidzie.
Yoko podeszła do nas i przytuliła bardzo mocno.
- Żegnam więc - powiedziała skłaniając się nisko - Bywajcie.
Po tych słowach wyszły z jaskini głównym wejściem.
- To było szybkie... - mruknęłam niepewnie.
- Ufasz jej, Aulida? - zapytał Danny.
- Nie za bardzo, ale pomoc wyroczni jej często potrzebna. O ile dobrze wiem, na razie tylko Yoko jest nią na tych terenach.
- Aha - powiedział chłopak i ruszył do swojego pokoju. Spojrzałam na Aulidę, która dalej stała na środku. Wzruszyłam ramiona i poszłam śladami Danny'ego. Kiedy byłam w swoim pokoju, niespodziewanie zauważyłam na kamiennej półce trzy drewaniane skrzynie. Zdjęłam jedną z nich i otworzyłam. W środku była mała buteleczka z zielonym płynem.
- A co to jest? - zapytałam siebie. Na dnie ujrzałam karteczkę. Podniosłam ją i przeczytałam: "Eliksir Wytrzymałości, daje odporność na ataki." Postanowiłam pokazać elksir Danny'emu. Kiedy przechodziłam obok pokoju Yoko, usłyszałam mnóstwo hałasów. Stanęłam w progu i ujrzałam wyrocznię.
- Jeszcze nie poszłaś? - zapytałam zdumiona.
- No tak... Nie mogę znaleźć mojej ulubionej książki. Widziałaś ją?
- Taka z czerwoną okładką?
- Tak...
- Wczoraj była w kuchni na stole - Yoko poderwała się szybko, by tam iść.
- Czekaj chwilkę, mam coś dla ciebie... - powiedziałam i wręczyłam jej, bez zastanowienia, znalezioną buteleczkę.
- Co to jest? - spytała.
- Eliksir Wytrzymałości. Gdy wypijesz co najmniej łyk, stajesz się odporna na wszelkie ataki i tak dalej...
- Jej... Dzięki - uśmiechnęła się do mnie szeroko i przytuliła. Po tym szybko wybiegła do kuchni. Wróciłam do swojego pokoju, by zajrzeć do innych skrzyń. Znów zdjęła jedną z nich i otworzyłam. Tym razem moim oczom ukazał się złoty pierścionek z małym, błękitnym diamentem w środku.
- Hmm... Ciekawe - powiedziałam i założyłam pierścionek. Postanowiłam go teraz nosić cały czas, bo mi pasował. Zajrzałam głębiej do wnętrza skrzyni i ponownie znalazłam kartkę. "Ten pierścionek, potrafi powiedzieć właścicielowi, kiedy ma wokół siebie samych przyjaciół lub wrogów." Chciałam od razu go przetestować. Pobiegłam do Danny'ego i spojrzałam na pierścionek. Nic się nie zmieniło. Już miałam wybiec z pokoju Dann'ego, gdy zatrzymał mnie jego głos.
- Ahri, co ty robisz? - spytał.
- Testuje.
- Co? - podszedł do mnie ciekawy.
- Pierścionek - Danny popatrzył na mnie zdziwiony.
- Jak można testować pierścionek? Sprawdzasz jego wytrzymałość? A może czy ktoś na niego zwróci uwagę?
- Nie - zaśmiałam się. - Sprawdzam, co on o tobie powie.
- Aha... No tak, czemu ja na to nie wpadłem? - zapytał, śmiejąc się.
- Ech, zaraz ci wyjaśnię o co chodzi, tylko pójdę najpierw do Aulidy - szybko wybiegłam z jego pokoju i skierowałam się do głównej groty. Aulidy dalej w niej była i sprzątała zabite Black Soul. Nagle kolor zmienił się na niebieski.
- Pomożesz mi? - zapytała dziewczyna, odrywając mnie od patrzenia się w diament.
- Ach, jasne! - przestałam patrzeć na pierścień i zaczęłam sprzątać. Gdy grota była już czysta, kolor diamentu zmienił się na błękitny.
- Co tam masz? - spytała Aulida, podchodząc do mnie i wskazując na pierścień.
- Znalazłam pierścionek. Potrafi zmieniać kolor - odpowiedziałam.
- Ładny - uśmiechnęła się do mnie.
- Dzięki - odwzajemniłam uśmiech. - To ja już lecę.
I szybko wróciłam do swojego pokoju, by zajrzeć do następnej skrzyni. Gdy ją otworzyłam, znalazłam wewnątrz trzy butelki. Do tego były trzy karteczki. "Eliskir Telepatii - potrafisz rozmawiać telepatycznie", "Eliskir Telekinezy - potrafisz przenosić przedmioty za pomocą myśli", "Eliskir Nieba - potrafisz latać". Spojrzałam na butelki, lecz nie było na nich żadnych oznaczeń. Wewnątrz każdej z nich płyn miał żółty kolor. Nawet gdybym chciała, któregoś z nich użyć, nie wiedziałabym, który z nich to który. Westchnęłam i odłożyłam butelki z powrotem do skrzyni. Nagle przypomniałam sobie, że miałam wyjaśnić Danny'emu moje zachowanie. Skupiłam się i teleportowałam do jego pokoju. Zaskoczony chłopak wstał i zapytał:
- Umiesz się telportować?
- Tak, ale miałam ci powiedzieć o pierścieniu.
- Ach, tak...
Usiedliśmy na łózku, a ja zaczęłam opowiadać...

sobota, 4 stycznia 2014

(Wataha Powietrza) Od Yoko

Po obrzydliwej kolacji, czy też może śniadaniu, wreszcie mogłyśmy wsiąść na konie. Podjechałam stępem do Issis, by się o coś spytać:
- Tak właściwie, to one mają jakieś imiona? - skoro już miałam większość czasu spędzić na grzbiecie mojego czarnego wierzchowca, wolałam jakoś na niego mówić.
- Konie? - wybuchnęła śmiechem - to byt tymczasowy, po co nazywać coś, co po wypełnieniu swojej misji i tak ma być unicestwione?
- Aha... - powiedziałam speszona - A mogę swojego... nazwać? - spytałam.
- Jak dla mnie możesz go sobie nawet zostawić. Wszystko zależy od siostry.
- Naprawdę? - uśmiechnęłam się. Może jeszcze się polubimy z Issis.
- Naprawdę - powiedziała i ruszyła kłusem na wschód. Ruszyłam za nią, rozmyślając nad tym jak nazwać mojego konia. Neptun? Chyba powinien być bardziej niebieski. Kasztan? Pasuje tylko do brązowego konia... Danny?... Szybko pokręciłam głową. Nazywać konia imieniem przyjaciela? Ukradkiem zauważyłam, że Issis zaczęła się na mnie dziwnie patrzeć. Uśmiechnęłam się do niej, a ona szybko odwróciła głowę. Nagle wpadłam na idealne imię dla konia. Tornado! Może niezbyt pomysłowe, ale pasuje jak ulał. Albo i nie... Nie mogłam wybrać imienia między Tornadem, a Danny'm. Jednak to drugie. Będzie dodawało mi sił w wędrówce i nie będę czuła się samotna.
- Ojej, o czym ja myślę... - wzniosłam wzrok do nieba.
- Dobrze się czujesz? - zapytała niespodziewanie Issis.
- Co? Ja?
- Tak, ty - westchnęła.
- Jasne, świetnie się czuję - na mojej twarzy pojawiły się wymuszony uśmiech, lecz chyba mi nie wyszedł, bo Alfa Mrozu jeszcze dziwniej na mnie spojrzała. Po chwili jednak odpuściła. Znów nastała długa cisza. W końcu postanowiłam ją przerwać.
- Już mam imię dla konia.
- Naprawdę? Jakie? - w głosie Issis słychać było nutkę zainteresowania, jak i udawania.
- Jego imię to... - na chwilę zapomniałam, które w końcu wybrałam. - Ymm... Jego imię...
- Hmm? - dziewczyna zaczynała się już mną irytować.
- Danny! - krzyknęłam cicho.
- Ale pomysłowe... - Issis przewróciła oczami.
- Nie, nie o to mi chodziło. W krzakach zauważyłam Danny'ego!
- Przecież to niemożliwe - prychnęła. - Jesteśmy już daleko od waszych terenów.
Nie odpowiedziałam, lecz dalej patrzyłam w te krzaki. Nic tam się nie poruszyło.
- Masz rację, pewnie mi się przewidziało... A wracając do tego imienia... Nazwałam go Tornado.
Issis nic nie odpowiedziała i dalej jechałyśmy w ciszy.
- Właściwie to już niedaleko jest Góra Żywiołów? - nie mogłam wytrzymać zbyt długo bez rozmowy.
- Ech... Yoko my dopiero zaczęłyśmy naszą podróż. Nie przejechałyśmy nawet Zachodniej Równiny - pierwszy raz zwróciła się do mnie po imieniu.
- Aha... - powiedziałam smętnie. Przy Issis zawsze czułam się nic niewiedzącą istotą, która nic nie potrafi.

piątek, 3 stycznia 2014

(Wataha Mrozu) od Issis

- A mogę jeszcze coś wziąć? - spytała się ostrożnie
 - Niech ci będzie... Tylko nie obciążaj się za bardzo, bo przed nami długa droga. - westchnęłam, a dziewczyna zmieniła się w wilka i pobiegła ku wlotowi jaskini.
Oparłam się o najbliższe drzewo i zadzierając głowę do góry wlepiłam swój wzrok w mrugające gwiazdy. Gdzieś tam na górze jest pałac siostry, mam nadzieję, że właśnie kończy tworzyć konie. Minęło jeszcze sporo czasu, zanim Yoko wybiegła zdyszana i zarumieniona z jaskini. No nie powiem, jak na jedną rzecz, to sporo jej się zeszło, zaczynałam powoli myśleć, że zejdę pod tym drzewem z nudy.
- Czemu tak długo? - spojrzała na ją przeszywającym wzrokiem.
- Szukałam czegoś... - spuściła wzrok, boi się albo szanuje - dodałam w myślach. - To co teraz?
- Czekamy na konie - wydusiłam z siebie i z impetem siadłam na jednej ze skał będących w pobliżu jaskini.
Dziewczyna poszła za moim przykładem i po chwili również usiadła patrząc się pusto przed siebie. Widać było, że ewidentnie jej się nudzi. W końcu postanowiła przerwać ciszę:
- Czyli jesteś alfą mrozu, tak?
 - Tak - odparłam chłodno, przecież to było oczywiste.
- A tam jest bardzo zimno? - spytała ponownie.
- Dla ciebie pewnie będzie bardzo chłodno. - zadawane przez nią pytania wydawały się bezsensowne.
- Aha - mruknęła i znowu zapadła głucha cisza przerywana wesołym cykaniem świerszczy.
 - To jak jest z tymi twoimi wizjami? - zapytam, by upewnić się, że wszystko pójdzie po naszej myśli.
Odwróciłam gwałtownie głowę. Słyszałam tętent kopyt, a w dali majaczyły dwie rozmazane plamy. Widziałam w ciemności znacznie lepiej niż zwykły wilk,a i słuch miałam nieprzeciętny.
- W sumie to sama nie wiem... - mówiła w międzyczasie Yoko -  Potrafię widzieć przeszłość i przyszłość, jednak nie wiem co dzieję się podczas trwania wizji. Nie pamiętam co się w niej stało ani co wtedy mówiłam.
Pokiwałam ze zrozumieniem głową. Tętent przybierał na sile i stawał się coraz głośniejszy, w końcu dało się poznać, że i moja towarzyszka go usłyszała. Sylwetki koni już wyraźnie rysowały się na horyzoncie i były coraz bliżej. Wstałyśmy i zatrzymałyśmy je. Potężne, silne i wytrzymałe wierzchowce, wręcz konie bojowe, widać, że siostra się postarała. Jeden był czarny jak smoła, z jego chrap buchała para i wszystkie mięśnie pozostały napięte. Pomimo tego nerwowego wyglądu, jego oczy były pełne spokoju i zaufania. Drugi zaś biały jak śnieg. W jego przepięknych niebieskich oczach można było dostrzec tą niepowtarzalną iskrę, zdradzająca nieprzeciętny temperament. Od razu dało się poznać, dla kogo były przeznaczone, jednak przez wrodzoną grzeczność wolałam zapytać:
- Którego chcesz z nich?
- Chyba wybiorę karego... - tak jak myślałam, w końcu był dla niej przeznaczony...
- Jak chcesz - powiedziałam z udawaną obojętnością i płynnym ruchem wskoczyłam na konia.
Dziewczyna stała chwilę osłupiała, ale w końcu podeszła ostrożnie do zwierzaka. Przywitała się z nim i niepewnie zbliżyła się do jego grzbietu. Chwilę się wahała, ale w końcu niezgrabnie wgramoliła się na grzbiet konia. Od początku wiedziałam, ze będą z nią problemy...
- Właściwie to jest pewien problem... - spojrzałam na nią pytająco. - Jak się tym jeździ?
- Nie martw się koń sam ruszy. Ty musisz tylko utrzymać się w siodle.
- No to jedziemy? 
Skinęłam twierdząco głową i wydarłam ostrym galopem w stronę południowych lasów.
Tuż przed świtem, po całej nocy nieustannej jazdy zatrzymałam konie i zsiadłam ze swojego, następnie pomagając zsiąść dziewczynie z jej wierzchowca. Puściłyśmy konie luzem i chodź ich boki po morderczym wysiłku niespokojnie falowały, wiedziałam ze tak naprawdę bardzo się nie zmęczyły. Nie odezwawszy się słowem do dziewczyny zebrałam trochę suchego drewna i przyzwałam do niego ogień. Kupka chrustu w net buchnęła niebieskim płomieniem. Yoko wytrzeszczyła oczy ze zdumienia.
- Zostań tu i się ogrzej - powiedziałam odwracając się od niej - musisz wypocząć, wyruszamy zaraz po wschodzie słońca. Ja idę poszukać śniadania i zacząć zbierać zapasy.
Kiwnęła głową ze zrozumieniem.
- Pilnuj koni - rzuciłam jeszcze zanim naciągnęłam kaptur na głowę i zniknęłam za ścianą lasu.
Chociaż wiedziałam, że gdyby tylko chciały uciec, bez wątpienia nawet jej najszczersze intencje i kolosalne wysiłki na nic by się nie zdały. Po prostu by uciekły. Mimochodem uśmiechnęłam się pod nosem. Chciałabym wtedy zobaczyć jej minę.
Zmieniłam się w wilka i z nosem przy ziemi ruszyłam przed siebie w poszukiwaniu zwierzyny. Lasy, w których się znajdujemy bardzo w nią obfitują. Tak jak myślałam już po chwili złapałam trop. Mmm... dziki. Miało być skromne śniadanko, a będzie cała uczta. Pobiegłam truchtem za świeżym jeszcze zapachem. Jeden dzik z pewnością nam wystarczy, ale przydało by się upolować parę zajęcy, czy królików - są mniejsze i łatwiej nam będzie zabrać je na konie. Byłam coraz bliżej zapachu, którego zwietrzyłam, a gdy wychyliłam się zza krzewu leszczyny, przez iglaste gałązki jałowca mogłam dostrzec kilka kandydatów na moje śniadanie. Zmieniłam postać na ludzka i nałożyłam strzałę na cięciwę łuku. Przyciągnęłam dłoń do policzka i wycelowałam w dorodnego odyńca. Cięciwa brzdąknęła i strzała z cichym świstem poszybowała ku zwierzynie. W jednej chwili las napełnił przeraźliwy, pełny bólu kwik. Aż otworzyłam usta ze zdziwienia. Chybiłam! Pierwszy raz w życiu chybiłam! Odyniec, zamiast prosto w serce dostał w łopatkę i moje przerażone śniadania zaczęło uciekać. Zmieniłam się w wilka i wyskoczyłam zza jałowca. Rzuciłam się w pogoń za stadkiem dzików, trafiony osobnik biegł na czele. Cholera, nie dość że mi uciekło śniadanie, to jeszcze nie odzyskam strzały. Wściekła rzuciłam się na dzika biegnącego tuż przede mną. Straszne chucherko, ale może się najemy. Rozgryzłam mu krtań i zwierzę w końcu się wykrwawiło. Zamaskowałam jego ciało gałęziami i przygniotłam kamieniem, a sama udałam się szukać zajęcy. Zamiast zapachu przekąseczek czułam wszędzie woń krwi, którą niewątpliwie miałam na łapach jak i na pysku. Nie będzie teraz łatwo. Na szczęście chyba bogowie nade mną czuwali, gdyż znalazłam królicze norki. Nie mam ochoty uganiać się za maluchami, więc poczekam, aż same wylizą. Zaczaiłam się w gałęziach i ustawiłam pyskiem do wiatru, tak by nie czuły mojego zapachu.Cały czas czujnym wzrokiem obserwowałam każdą z dziur w ziemi. Już zaczynało świtać, muszę się śpieszyć.  W końcu w jednej z norek ukazał się malutki ruchomy nosek, a potem para niezwykle czujnych uszu. Zamarłam w bezruchu i czekałam. W końcu z norki wyszła parka królików i cztery maluchy. Nie mam już czasu cackać się z nimi pojedynczo, więc zamroziłam je. Zwierzęta padły bezgłośnie, a mnie na chwilę zamroczyło. Oczy przesłoniły mi czarne plamy, a w uszach zadudnił głuchy odgłos, jakby ktoś włożył mi na głowę metalową beczkę, a potem zaczął w nią uderzać. Oj tak... polowanie magią nie jest najprostsze...  Gdy w końcu doszłam do siebie powiązałam króliki sznurem tuż za uszami i przerzuciłam go sobie przez ramię. Wróciłam się do dzika i również przerzuciłam, go przez ramię, choć był znacznie cięższy. Skierowałam się w stronę obozowiska,a kiedy dotarłam rzuciłam łupy przed Yoko. Zmieniłam się wilka i zaczęłam pożerać dzika. Dziewczyna dalej siedziała nieruchomo
- Jedz - zachęciłam ją
Skrzywiła się z obrzydzeniem.
- A nie lepiej tego najpierw upiec?
Przewróciłam oczami. Zmieniłam się w człowieka i odrąbałam przy użyciu noża wyjętego z buta udziec zwierzęcia. Rzuciłam jej i powiedziałam z ironią:
- Masz, piecz sobie.
Dokończyłam swoją część dzika i przybrawszy ponownie postać ludzką zabrałam się do dzielenia mięsa i patroszenia królików. Wyrocznia nadal piekąc mięso patrzyła na to z jeszcze większym obrzydzeniem i jakby trochę pobladła.
 - Jesteś wilkiem - przypomniałam jej - ten widok powinien wzbudzać w tobie nieprzełamany apetyt, a nie mdłości.
- Wybacz, ale jakoś tak mam...
Podbiegła do najbliższych krzaków i chyba zwróciła tam wczorajszą kolację...
- Mięso ci się spali - burknęłam i zaczęłam zawijać nasze zapasy w kawałki wygarbowanej skóry.
Dziewczyna wróciła chwiejąc się na nogach i poczęła z niesmakiem jeść olbrzymi udziec. Uśmiechnęłam się pod nosem i poklepałam ją po ramieniu.
- Dobra dziewczynka - szepnęłam do niej i podeszłam do koni, aby przymocować zapakowane zapasy do siodeł.
Kiedy skończyłam przysiadłam się do wyroczni kończącej już swój posiłek.
- Zjadłaś?
Pokiwała głową.
- No to ruszamy.
Zwinęłyśmy swoje rzeczy, zgasiłam ognisko i wskoczyłam z powrotem na konia. Yoko również dosiadła swoje wierzchowca i chodź nie wyglądało to najlepiej, to i tak wyszło jej znacznie lepiej niż ostatnio. Podjechała do mnie stępem.
- Tak właściwie, to one mają jakieś imiona?
- Konie? - wybuchłam śmiechem - to byt tymczasowy, po co nazywać coś, po wypełnieniu swojej misji i tak ma być unicestwione?
- Aha... - powiedziała speszona - A mogę swojego... nazwać? - spytała nieśmiało.
- Jak dla mnie możesz go sobie nawet zostawić. Wszystko zależy od siostry.
- Naprawdę? - na jej twarzy zagościł uśmiech.
- Naprawdę - powiedziałam i ruszyłam kłusem na wschód.

czwartek, 2 stycznia 2014

(Wataha Powietrza) Od Aulidy

Po tym całym zamieszaniu z Issis i Yoko postanowiłam posprzątać trochę grotę bo nikt o nią za bardzo nie dbał. Kiedy chciałam już zacząć zamiatać podszedł do mnie Danny:
- Odpowiesz mi na moje pytanie?
Wzięłam głęboki wdech, po czym kazałam basiorowi usiąść. W końcu jestem alfą a on chyba powinien znać prawdę.
- Posłuchaj Danny, ja nią byłam ale nie wiedziałam,że przybędą tutaj Ci Czarci. Masz prawo by się na mnie rozgniewać ale jednego musisz być świadom.... robiłam to by was chronić.
Basior wzdychnął ale widać było po jego oczach,że odczuwa ulgę jak i gniew. Skinął głową po czym wyszedł. Ja po tym całym harmiderze w końcu zaczęłam zamiatać. O prócz kurzu znajdowałam jeszcze jakieś zęby ( pewnie potwora). Po godzinie wszystkie pomieszczenia były zamiecione. Teraz wzięłam się za umycie podłogi w kuchni bo było na niej mnóstwo krwi. Wysprzątanie całej groty zajęło mi cało południe. W tym czasie wysłałam Ahri aby poszła coś upolować.
Poszłam do swojego pokoju. Musiałam się przebrać.  Obejrzałam swój bok. Rana się zrosła więc oznacza,że mogę już walczyć na pełnych obrotach. Wyjęłam z szafy jakąś wełnianą suknie po czym padłam na łóżko. Chociaż moim żywiołem jest Noc to i tak odczuwam zmęczenie. Muszę jednak poczekać na Ahri bo nie wiadomo czy coś się jej nie stało. Dzisiaj nie musiałam za bardzo dbać o nocne niebo bo dzisiaj w nocy ma być pochmurnie. Czekałam aż w końcu przyszła w postaci wilka jednak ze spuszczonym łbem. Nic nie złowiła. Pocieszyłam ją po czym odesłałam. Sama upadłam na łóżko jak martwa i usnęłam kamiennym snem...
< Sorry,że takie nudne ale nie miałam zbytnio weny xD>

środa, 1 stycznia 2014

(Wataha Eteru) od Avril

 Po rozmowie z Margo wróciłam do siebie. Pozostaje mi wymyślić jak stworzyć te konie dla Issis i tej wyroczni. Wiem! Trzeba pójść do chamber of matter.  Przeszłam się dość dłuuugim korytarzem, aż w końcu doszłam do wielkich drzwi. Były ozdobione wzorkami, co dla mnie było napisem, ale niestety inne wilki widzą je jako jakieś znaczki na drzewach. Czy to takie trudne czytać średniowiecze runy? Właśnie czy tak trudno zajrzeć do kilku ksiąg i sobie poczytać? Nie, więc czego innym się nawet zadu ruszyć nie chce i pójść na przykład do 'mła' i sobie je pożyczyć? Eh....lenie z nich i tyle. 
 Otworzyłam drzwi, zaskrzypiało tak, aż rozniosło się echem  po korytarzu. Weszłam, zamknąwszy za sobą drzwi, można było dostrzec lekkie przebłyski w powietrzu. Materia. W końcu wzięłam się do roboty. Zebrałam wokół siebie mnóstwo materii i się skupiłam na utworzeniu silnego oraz potężnego ogiera. Wymagało to dość dużo mojej energii, ale czego się nie robi dla 'uratowania świata'. Skupiłam się na utworzeniu wierzchowca, co wynosiło sporo mojego wysiłku. Po chwili skupisko materii zaczęło tworzyć jakiś konkretny kształt. Wreszcie, po minięciu tych kilku minut stał przede mną kary rumak. Stał w dumnej postawie, mięśnie miał napięte. Ładny, silny ogier. Tylko o takich śnić. Dotknęłam jego chrapy dłonią, na co z jego nozdrzy wydobyła się para. Ostatkiem sił uśmiechnęłam się do niego, po czym przewróciłam się na podłogę. Ogier wsunął lekko swój kary łeb pod moją rękę i pomógł mi wstać.
- Dziękuje. - powiedziałam na niego, a jego odpowiedzią było prychnięcie. 
 Gdy nabrałam z powrotem wystarczająco siły, zaczęłam tworzyć drugiego wierzchowca. Znów ta sama przygoda co z poprzednim tworzeniem. Tym razem ogier był śnieżnobiały. Na pewno przypadnie do gustu siostrze, pomyślałam. 
 Wyprowadziwszy je z poza pałacu, pocwałowały przez równiny do przekazanych im właścicielek. Ja natomiast wróciłam do swojej komnaty i zasnęłam głębokim snem. Mam nadzieję, że uda im się bezpiecznie przedostać przez Servię...