sobota, 4 stycznia 2014

(Wataha Powietrza) Od Yoko

Po obrzydliwej kolacji, czy też może śniadaniu, wreszcie mogłyśmy wsiąść na konie. Podjechałam stępem do Issis, by się o coś spytać:
- Tak właściwie, to one mają jakieś imiona? - skoro już miałam większość czasu spędzić na grzbiecie mojego czarnego wierzchowca, wolałam jakoś na niego mówić.
- Konie? - wybuchnęła śmiechem - to byt tymczasowy, po co nazywać coś, co po wypełnieniu swojej misji i tak ma być unicestwione?
- Aha... - powiedziałam speszona - A mogę swojego... nazwać? - spytałam.
- Jak dla mnie możesz go sobie nawet zostawić. Wszystko zależy od siostry.
- Naprawdę? - uśmiechnęłam się. Może jeszcze się polubimy z Issis.
- Naprawdę - powiedziała i ruszyła kłusem na wschód. Ruszyłam za nią, rozmyślając nad tym jak nazwać mojego konia. Neptun? Chyba powinien być bardziej niebieski. Kasztan? Pasuje tylko do brązowego konia... Danny?... Szybko pokręciłam głową. Nazywać konia imieniem przyjaciela? Ukradkiem zauważyłam, że Issis zaczęła się na mnie dziwnie patrzeć. Uśmiechnęłam się do niej, a ona szybko odwróciła głowę. Nagle wpadłam na idealne imię dla konia. Tornado! Może niezbyt pomysłowe, ale pasuje jak ulał. Albo i nie... Nie mogłam wybrać imienia między Tornadem, a Danny'm. Jednak to drugie. Będzie dodawało mi sił w wędrówce i nie będę czuła się samotna.
- Ojej, o czym ja myślę... - wzniosłam wzrok do nieba.
- Dobrze się czujesz? - zapytała niespodziewanie Issis.
- Co? Ja?
- Tak, ty - westchnęła.
- Jasne, świetnie się czuję - na mojej twarzy pojawiły się wymuszony uśmiech, lecz chyba mi nie wyszedł, bo Alfa Mrozu jeszcze dziwniej na mnie spojrzała. Po chwili jednak odpuściła. Znów nastała długa cisza. W końcu postanowiłam ją przerwać.
- Już mam imię dla konia.
- Naprawdę? Jakie? - w głosie Issis słychać było nutkę zainteresowania, jak i udawania.
- Jego imię to... - na chwilę zapomniałam, które w końcu wybrałam. - Ymm... Jego imię...
- Hmm? - dziewczyna zaczynała się już mną irytować.
- Danny! - krzyknęłam cicho.
- Ale pomysłowe... - Issis przewróciła oczami.
- Nie, nie o to mi chodziło. W krzakach zauważyłam Danny'ego!
- Przecież to niemożliwe - prychnęła. - Jesteśmy już daleko od waszych terenów.
Nie odpowiedziałam, lecz dalej patrzyłam w te krzaki. Nic tam się nie poruszyło.
- Masz rację, pewnie mi się przewidziało... A wracając do tego imienia... Nazwałam go Tornado.
Issis nic nie odpowiedziała i dalej jechałyśmy w ciszy.
- Właściwie to już niedaleko jest Góra Żywiołów? - nie mogłam wytrzymać zbyt długo bez rozmowy.
- Ech... Yoko my dopiero zaczęłyśmy naszą podróż. Nie przejechałyśmy nawet Zachodniej Równiny - pierwszy raz zwróciła się do mnie po imieniu.
- Aha... - powiedziałam smętnie. Przy Issis zawsze czułam się nic niewiedzącą istotą, która nic nie potrafi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz