sobota, 30 listopada 2013

(Wataha Powietrza) Od Yoko

Po wygranej walce z Black Soul i zaopatrzeniu Ahri, zostałam przy niej razem z Aulidą i zastanawiałam się nad moją wizją. Ujrzałam ją, gdy prowadziłam Ahri na pole bitwy. Widziałam w niej, że moja koleżanka zostanie ranna, a Black Soul pochwycą jedną z nas. Na szczęście to drugie się nie zdarzyło i raczej już nie zdarzy. Długo myślałam, aż w końcu zasnęłam. Rano, gdy się obudziłam Aulidy już nie było, a na biurku leżał liścik. "Idę przeszukać teren i zobaczyć czy nikt tu się nie kręci. Nie wychodzcie z groty, a Ahri niech zostanie w łóżku. Aulida". Po przeczytaniu spojrzałam na łóżko, w którym powinna odpoczywać ranna. Patrzyłam na nie przez chwilę i nagle się przeraziłam. Dopiero teraz spostrzegłam, że pod kołdrą nikogo nie ma. Zerwałam się na nogi i pobiegłam przeszukać grotę.
- Ahri! Ahri! Gdzie jesteś? - krzyczałam, lecz nikt nie odpowiadał. Zaglądałam po kolei do każdego pomieszczenia. Gdy dotarłam do mojego pokoju usłyszałam śmiech.
- Pokaż się! - powiedziałam. Nigdy nie lubiłam gry w chowanego, bo nie mogłam nikogo znaleźć. Odwróciłam się i tym razem usłyszałam śmiech w pokoju Ahri. Wbiegłam do niego, ale pomieszczenie było puste.
- Dobra, poddaję się. Możesz wyjść? - spytałam. 
- Nie jesteś zbyt dobra w szukaniu, co? - usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Ahri.
- Gdzie ty byłaś? - spytałam zaskoczona.
- Cały czas za tobą - odpowiedziała uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłam jej uśmiech, bo w końcu miała rację. Nie umiałam szukać.
- Lepiej wracaj do łóżka. Aulida kazała ci się nie przemęczać - powiedziałam, ciągnąc Ahri za ręke w stronę pokoju. Kiedy upewniłam się, że dziewczyna spokojnie leży pod kołdrą, odetchnęłam z ulgą siadając w fotelu.
- Właściwie to co mi się stało? - zapytała się po chwili milczenia. Opowiedziałam jej o wszystkim co się wydarzyło. 
- Może teraz chciałabyś poczytać książkę albo coś zjeść? - spytałam.
- Chętnie bym coś poczytała - popatrzyła się na mnie proszącym wzrokiem.
- Ech, dobra. Jaką chcesz książkę?
- Byle jaką, tylko żeby nie była o kosmosie - odpowiedziała. Podniosłam się powoli z krzesła, myśląc dlaczego Ahri nie lubi kosmosu. Poszłam do swojego pokoju, przynieść książkę. Miałam tam małą biblioteczkę zapełnioną po brzegi. Wyciągnęłam jedną z powieści. Szłam wpatrzona z zainteresowaniem w książkę. Doszłam do drzwi, przestąpiłam powoli próg i nagle na kogoś wpadłam. Dalej nie podnosząc wzroku powiedziałam:
- Miałaś nie wychodzić z łóżka. Nie możesz ciągle uciekać.
- Już więcej od ciebie nie ucieknę - odparł nieznany mi głos. Przestraszona spojrzałam do góry i napotkałam duże, czarne oczy patrzące wprost na mnie. Stałam przez chwilę jak zaczarowana. Nagle uświadomiłam sobie, że to może być wróg. Momentalnie odsunęłam się od wysokiego chłopaka.
- Kim jesteś? - zapytałam, przybierając jak najgroźniejszą minę. To mi raczej nie wyszło, bo on się zaśmiał i powiedział:
- Nie martw się, nie zrobię ci krzywdy. Jestem Danny - uśmiechnął się do mnie szelmowsko.
- Witaj, jestem Yoko - odpowiedziałam dalej nieufnie. Nagle Danny ujął moją dłoń i pocałował ją delikatnie.
- Miło mi cię poznać - ukłonił się lekko. Czułam, że się rumienię. Niespodziewanie usłyszałam stłumiony chichot.
- Ahri, jesteś tu? - odwróciłam się w kierunku, z którego dobiegał śmiech. Nikt tam nie stał. 
- Jest tutaj ktoś jeszcze? - spytał Danny.
- Ja jestem - usłyszałam głos Ahri z innego miejsca.
- Nie wygłupiaj się! - przestrzegłam ją. Zaczynałam się coraz bardziej denerwować. I rumienić. W końcu chłopak cały czas przede mną stał. Nagle wydawało mi się, że coś błysnęło w jednym z pomieszczeń, a po chwili wyszła z niego Ahri.
- Hej, Danny - powiedziała trochę nieśmiało.
- Cześć - odparł, uśmiechając się swoim zniewalającym uśmiechem. - Ty zapewne jesteś Ahri.
- Tak, to ja... - uśmiechnęła się również uroczo. Stałam zaczerwieniona pomiędzy nimi i nie wiedziałam co powiedzieć. Po chwili znów przypomniałam sobie, że nadal nie wiem zbyt dużo o chłopaku.
- Jak nas znalazłeś? - spytałam.
- Ach, to było proste - odparł, a my stałyśmy zaskoczone. Jaskinia była bardzo dobrze ukryta. - Mówiłyście tak głośno, że nie dało się was nie słyszeć.
Popatrzyłyśmy się na siebie. Musiał mieć bardzo dobry słuch, bo nie mówiłyśmy głośno. Chyba...
- Mieszkacie tu? - zapytał nagle. Ahri skinęła głową i już otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale zdążyłam ją wyprzedzić, by nie powiedziała nic głupiego:
- Wybacz nam, Danny, ale muszę koniecznie pomówić z Ahri - uśmiechnęłam się przepraszająco, po czym zaciągnęłam dziewczynę kilka metrów od chłopaka.
- Co zrobimy z Danny'm? - spytałam cicho.
- Nieładnie byłoby, gdybyśmy go wyrzuciły - szepnęła czarnowłosa. - Przede wszystkim musimy o nim więcej wiedzieć. On jest tylko jeden a nas dwójka, więc nic nam nie zrobi.
- Masz rację - byłam zadowolona z tego, że moja przyjaciółka tak mądrze mówi.Wreszcie skończyłyśmy i podeszłyśmy do niego z uśmiechem na twarzy.
- A ty się zgubiłeś? - zaczęłam powoli.
- Szczerze mowiąc to nie... - odparł Danny.
- To jak się tu znalazłeś?- zapytała zaciekawiona Ahri. Opowiedział nam, jak odszedł z domu, a my byłyśmy zdziwione. Ja nigdy bym nie odeszła z domu, chyba żebym musiała.
- A chciałbyś tu zamieszkać? - spytałam, a Ahri spojrzała na mnie piorunującym wzrokiem. Może i umawiałyśmy się, by nie zrobić czegoś głupiego, ale chłopak był tak zaskakująco miły i fajny, że nie wyobrażałam sobie kolejnych dni bez niego.
- Hmm... No gdybym mógł, to pewnie bym tu został - uśmiechnął się do nas niepewnie, ale według mnie każdy jego uśmiech był powalający. Stałam zamyślona, co by tu odpowiedzieć, ale na szczęście wyprzedziła mnie Ahri:
- To zobaczymy dopiero, gdy przyjdzie Aulida, nasza alfa.
- A w tym czasie może opowiesz jeszcze coś o sobie? - wtrąciłam szybko. Chciałam, jak najwięcej uszłyszeć o Danny'm.
- No mogę... - i zaczął nam opowiadać. Później po kolei opowiadałyśmy o sobie, kompletnie zapominając o możliwym niebezpieczeństwie. W końcu mogło okazać się, że chłopak to kłamca i chcę nas po prostu udobruchać. Jednak postanowiłam przetrzymać go tu, aż do powrotu Aulidy, od której zależało czy Danny będzie członkiem naszej watahy, czy też nie. Po około pół godzinie nieustannej rozmowy nasza przywódczynia wróciła i musiała podjąć decyzję. Właśnie z takiego powodu, nigdy nie chciałam zostać alfą...

(Wataha Powietrza) Od Danny'iego

Szedłem przed siebie najszybciej jak się dało. Postanowiłem odejść z mojego aktualnego miescja zamieszkania. Chciałem czegoś nowego, a tu było codziennie takie samo. Po za tym byłem tutaj sam, więc nikt za mną nie płakał. Nigdy nie chciałem dołączyć do watahy, bo nie tolerowałem tamtejszych reguł. Teraz przejrzałem na oczy i postanowiłem, że do jakiejś dołączę. Albo stworzę własną. Każdy musiałby mnie szanować, a ja rządziłbym wszystkimi. Wiedziałem jednak, że bycie alfą nie jest takie proste. Trzeba dźwigać cały ciężar, odpowiada się za każdy błąd. Czyli stworzenie watahy odpada. Zostało, więc znalezienie innej. Wygląda na proste zadanie, ale kiedy zamierzasz je wykonać, zaraz okazuje się, że jest trudniejsze, niż się wydawało. Szedłem, żegnając stare miejsca, znajome drzewa i krzewy. Po upływie godziny nareszcie wyszedłem poza znany mi obszar. Teraz wszystko zależało od mojej intuicji. Skierowałem się na północ. Postanowiłem przyszpieszyć, więc zamieniłem się w wilka i pobiegłem przed siebie. Po chwili ujrzałem przed sobą wzgórze. Nie było zbyt duże, więc z ciekawości postanowiłem je obejść. Jak się okazało, górka nie była, aż taka mała. Trochę się zmęczyłem, ale kiedy w końcu udało mi się ją całą okrążyć, spostrzegłem za drzewem ledwo widoczne wejście. Podszedłem bliżej, by zajrzeć do jaskini. Po krótkiej chwili usłyszałem czyjeś wołanie.
- Ahri! Ahri! Gdzie jesteś? - po głosie można było odróżnić dziewczynę. Po kilku minutach nawoływania ustały, jednak zaraz rozpoczęła się rozmowa. Postanowiłem, że dopiero za chwilkę wejdę do środka. W tym czasie obmyślałem, co powiem tamtym osobom. Gdy cały plan miałem w głowie, powoli wkroczyłem do groty. Zajrzałem do pierwszego pokoju, lecz nikogo tam nie było, w nastepnym też nic. W kolejnym pomieszczeniu zauważyłem przy małej biblioteczce białowłosą dziewczynę. Żeby zrobić na niej dobre wrażenie oparłem się o ścianę i przybrałem przypadkową pozę. Gdy dziewczyna się odwróciła, myślałem, że się przestraszy na mój widok, lecz ona patrzyła na książkę w ręcę. Poczekałem chwilę, aż w końcu podniesie wzrok, ale ona się uparła i nie spojrzała na mnie. Przeszła powoli kilka kroków. "Zaraz na mnie wpadnie i dopiero wtedy się dowie, że nie jest sama" pomyślałem. Po krótkiej chwili, tak jak przewidziałem, dziewczyna weszła we mnie.
Ku mojemu zdziwieniu nie spojrzała w górę.
- Miałaś nie wychodzić z łóżka. Nie możesz ciągle uciekać - powiedziała ślicznym głosem. Postanowiłem rzucić coś takiego, by w końcu mnie zobaczyła.
- Już więcej od ciebie nie ucieknę - odparłem z uśmiechem. Dziewczyna przestraszyła się, gdy mnie ujrzała. Jednak dopiero po chwili odsunęła się i zapytała:
- Kim jesteś? - zaśmiałem się, bo zrobiła bardzo poważną minę. Uspokoiłem się trochę, po czym odpowiedziałem.
- Nie martw się, nie zrobię ci krzywdy. Jestem Danny - uśmiechnąłem się do niej. Dopiero teraz zobaczyłem, jaka ona ładna. Jej biało niebieskie włosy leżały bezwładnie na ramionach, a błękitne oczy spoglądały na mnie z lekkim niepokojem.
- Witaj, jestem Yoko - odpowiedziała dalej nieufnie. Postanowiłem ją trochę ośmielić, więc zagrałem dżentelmena. Ująłem jej dłoń i pocałowałem lekko.
- Miło mi cię poznać - ukłoniłem się lekko. Niespodziewanie usłyszałem stłumiony chichot.
- Ahri, jesteś tu? - spytała Yoko i odwróciła się w kierunku, z którego dobiegał śmiech. Nikt tam nie stał. 
- Jest tutaj ktoś jeszcze? - zapytałem.
- Ja jestem - odpowiedział dziewczęcy głos.
- Nie wygłupiaj się! - warknęła Yoko. Po chwili z pokoju obok wyszła czarnowłosa dziewczyna.
- Hej, Danny - powiedziała trochę nieśmiało.
- Cześć - odparłem, uśmiechając się do niej. - Ty zapewne jesteś Ahri.
- Tak, to ja... - odwzajemniła mi uśmiech. Staliśmy wpatrzeni w siebie, aż do następnego pytania Yoko.
- Jak nas znalazłeś? - spytała.
- Ach, to było proste - odparłem, a one patrzyły na mnie zdumione. - Mówiłyście tak głośno, że nie dało się was nie słyszeć.
Spojrzały na siebie, a po ich twarzach można było odczytać niedowierzanie.
- Mieszkacie tu? - zapytałem głupio, tylko by zmienić temat. Ahri skinęła głową i już otworzyła usta, by coś powiedzieć, gdy Yoko szybko jej przerwała:
- Wybacz nam na chwilę, Danny, ale muszę koniecznie pomówić z Ahri - uśmiechnęła się do mnie przepraszająco, po czym zaciągnęła dziewczynę kilka metrów ode mnie. Szeptały do siebie, a ja się dziwnie czułem, bo co chwila słyszałem swoje imię. Wreszcie Skończyły i podeszły do mnie z uśmiechem na twarzy.
- A ty się zgubiłeś? - zaczęła powoli Yoko.
- Szczerze mowiąc to nie... - odparłem zgodnie z prawdą.
- To jak się tu znalazłeś? - zapytała zaciekawiona Ahri. Opowiedziałem im, jak odszedłem z mojego domu, a one dziwiły się, że przyszło mi to z taką łatwością.
- A chciałbyś tu zamieszkać? - spytala Yoko, a Ahri dziwnie na nią popatrzyła.
- Hmm... No gdybym mógł, to pewnie bym tu został - usmiechnąłem się do nich niepewnie. Dziewczyny zastanawiały się chwilę, aż w końcu czarnowłosa powiedziała:
- To zobaczymy dopiero, gdy przyjdzie Aulida, nasza alfa.
- A w tym czasie może opowiesz jeszcze coś o sobie? - wtrąciła szybko Yoko.
- No mogę... - i zacząłem im opowiadać. Później one opowiadały o sobie i tak czekaliśmy, aż do powrotu tajemniczej Aulidy...

piątek, 29 listopada 2013

(Wataha Mroku) od Margaret

Leżałam w mojej grocie usiłując osiągnąć pożądany stan umysłu. W głowie kłębiły się przeróżne myśli. Czarne, przerażające wizje plątały się z miłymi wspomnieniami (których i tak jest bardzo nie wiele)... traciłam orientację, nie wiedziałam na co zwrócić uwagę... Na moment wszystko zniknęło.  Usilnie próbowałam otworzyć oczy, wybudzić się z tego morderczego stanu, ale nie mogłam... już coś zdążyło zawładnąć mną, oplątać mnie ramionami, tak mocno, że nie byłam w stanie się uwolnić. Kilkakrotnie otwierałam usta, ale gdy tylko jakiś dźwięk chciał wydostać się z zaciśniętego gardła, one ponownie się zamykały... potem przebłysk światła i znowu ciemność. Następnie zobaczyłam armię. Spowitą mgłą i dymem, otoczoną wrzaskami ofiar... w sekundzie, wszystko się zatrzymało. Stałam nieruchomo w centrum walk ze zwieszoną głową. Nogi zaczęły mięknąć z wyczerpania, powoli zaczęłam tracić oddech, choć nie kosztowało mnie to ani trchę wysiłku fizycznego. Płuca piekły niemiłosiernie, zupełnie straciłam kontrolę. Poczułam jak spadam, błogi stan wziął nade mną górę, a ciało zupełnie przestało mnie słuchać. Spadałam w otchłań bez końca... wiedziałam, że nie powinnam tego robić, ale nie było innego wyjścia. Żyłam 3 000 lat, żeby zginąć za kawałek ziemi... żałosne... widocznie taki mój los... przegrany... bez sensu... lecz nie mogę tak tego zostawić. Ostatkiem sił zebrałam wszystkie swoje myśli i już prawie wypowiedziałam słowa... które miały zadecydować. O życiu i śmierci... O moim zgonie, ale życiu tysięcy, może nawet milionów istot. Ale czy... to jest tego warte? Nie mam pojęcia czy będę musiała udać się do podziemi Hadesu na wieczną wizytę u mojego starego "przyjaciela", czy wystarczy mi sił, aby po tym co zaraz zrobię jeszcze kiedyś stanąć na nogi... nie mówiłam o tym nikomu, Syriusz odczytał moje zamiary i ostro protestował, lecz ustąpił gdy obiecałam, że będzie ze mną nawet w zaświatach... i mam taką nadzieję, bo jest moim jedynym wsparciem, jedynym stworzeniem, które mnie rozumie. Na chwilę odzyskałam jasność umysłu, język gadów jest moim prawie że rodzinnym językiem... zacisnęłam pięści i szepnęłam...*Sekass...eksamenn...savuor...* te słowa niosły się po mojej głowie przeraźliwym echem... ciągnęły się, stawały coraz głośniejsze, coraz częstsze. W końcu pisk... wrzask cierpienia, płacz i szept zagubionych dusz.
Cisza...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ocknęłam się, nie mam pojęcia gdzie, nie wiem jak, nie jestem świadoma, jak długo byłam nieprzytomna. Świat spowity był całkowitą ciemnością, czułam tylko obecność Syriusa. Podniosłam się na łokciach, ale zaraz z powrotem znalazłam się na ziemi. Jęknęłam z bólu. Na nodze miałam paskudne, otwarte złamanie, włosy posklejane krwią i poharataną twarz... dłonie mokre od czarnej, lepkiej cieczy, no i piekący ból pod klatką piersiową. Odsłoniłam roztargany materiał. Widniał tam wypalony znak wyglądem przybliżony do japońskiego symbolu bożka śmierci. Był zniekształcony przez liczne zadrapania i rany kłute zdobiące moje ciało. Zacisnęłam powieki usilnie próbując przypomnieć sobie zdarzenia z ostatniego czasu. Miałam nieliczne przebłyski pamięci... po chwili przed moimi oczami zaczął pojawiać się tylko jeden motyw... czarnowłosa, młoda dziewczyna o zmasakrowanym ciele i zabójczym wzroku. Gdy ponownie otworzyłam oczy moja wizja stała się rzeczywistością. Na początku jej głowa była spuszczona...sprawiała wrażenie martwej, całkowicie bezwładnej. Co jakiś czas podnosiła się powoli, ale płynnie, aż w końcu jej wzrok spoczął na mnie. To był przerażający widok. Teraz ona... miała puste oczodoły, z otwartych ust nieprzerwanym strumieniem ciekła czarna ciecz przypominająca krew, którą przed chwilą zauważyłam na moich rękach. Już kiedyś słyszałam o martwych damach, ale nie wiedziałam, że rzeczywiście mogą one istnieć. Objęłam rękami złamanie na nodze i drżącym głosem wypowiadałam zaklęcie, aby rana się zarosła. Kobieta powolnym, ociężałym krokiem ruszyła w moją stronę. Kość na nodze zaczęła się zrastać, ale nadal nie byłam zdolna do ucieczki. Za dziewczyną ciągnęły się ślady krwi i odbicia bosych stóp, pozbawionych niektórych palców... Kiedy noga była już sprawna wstałam i zaczęłam powoli się wycofywać. Widmo nie przerywało marszu, nadal podążając w moim kierunku... przybrałam wilczą postać i chciałam zaatakować, ale kobieta z zabójcza prędkością wyciągnęła oschłe, blade zamię i chwyciła mnie w locie. Mój kark był w uścisku jej lodowatej dłoni, palce zaciskały się coraz mocniej. Szarpałam się, warczałam, chwilami skowyczałam z bólu spowodowanego wbijaniem się jej czarnych szponów do mojego gardła. Próbowałam chwycić w uścisk szczęk jej rękę i uwolnić, ale nie byłam w stanie. Grymas cierpienia na twarzy kobiety powoli przeradzał się w szyderczy uśmiech stworzony z kłów nienaturalnych rozmiarów... już miałam ponieść straszliwą śmierć z ręki zniekształconego widma, kiedy pojawił się Syriusz. W postaci smoka rzucił się na poczwarę pozbawiając ją resztek życia... po wygranej walce opadł z sił i runął na ziemię. Zaczął drżeć, jak zwykle przy transformacji, ale tym razem temu, towarzyszyła blada mgła...
Zatkało mnie... na jego miejscu leżał czarnowłosy młodzieniec o krwisto czerwonych oczach... potrzebowałam krótkiej chwili, aby pojąć całą tą sytuację... nigdy nie dawał po sobie znać, że umie przybrać taką postać, no ale w końcu dla niego nie ma rzeczy niemożliwych... klęczałam nad jego wątłym ciałem uleczając obrażenia jakie odniósł w czasie walki. Gdy otworzył oczy, ku mojemu zdziwieniu... przemówił...
-Margo... wszystko w porządku? - usiadł chwytając mnie za ramiona. Milczałam ze zdziwienia, nie mogłam pojąć, że mój najlepszy przyjaciel, któremu z wszystkiego się zwierzałam w pełni mnie rozumiał...
-Syriusz? Nie wiedziałam...
-Ja sam nie wiedziałem...- przerwał mi uśmiechając się i uważnie przyglądając swoim rękom.
-Udało nam się?
-Na to wygląda... cmentarzysko jest bezpieczne. Zmarszczył brwi widząc wypalony znak.- Czy to nie... znak Layonga?
-Taka była cena... albo stać się jednym z nieumarłych, albo oddać swój los w ręce Layonga... ryzykowałam, bo mógł sprawić, że stanę się bezpańską duszą błąkającą się po lasach Darkving... widocznie jeszcze kiedyś będę mu potrzebna.
-Po co ta cała szopka z Tavalą?- spytał obsypując czarnym pyłem swoje głębokie, paskudne rany.
-To próba. Jest ich kilka... co jedna trudniejsza i bardziej mordercza... jak się z tond wydostać?
-Górą.
-Myślałam, że po przemianie w człowieka stracisz swoje zdolności...
-Nie, ale wydaje mi się, że umiejętność zamiany w to interesujące stworzenie jest nietrwała i po pewnym czasie, po prostu minie...-Wytłumaczył cierpliwie, a na końcu wypowiedzi wzruszył ramionami. Muszę powiedzieć, że jest bardzo przystojny, ale nie mogę zakochać się w kimś kto za chwilę znów będzie wężem, czy czarną panterą...
-Margo, ja też bardzo cię lubię, znam cię na tyle, że także spokojnie mógłbym się w tobie zakochać... a urodą też nie grzeszysz, więc będzie ciężko...- znowu uśmiechnął się uroczo, zadowolony siebie. Upsss... wygląda na to, że czytania w myślach też nie zaniechał... zaśmiałam się cicho po czym oznajmiłam:
-Ruszajmy, przed nami długa droga...- uśmiechnęłam się i z gracją stanęłam na nogach.

Nowy członek - Danny, Wataha Powietrza


Jako wilk

Jako wilk
Imię: Danny
Płeć: basior
Wiek: 19
Stanowisko: obrońca
Żywioł: powietrze
Moce: Telepatia, telekineza, bezszelestne poruszanie się, niewidzialność, odporny na magię. Potrafi skopiować każdy atak fizyczny i magiczny, a później je używać.
Talizman: malutki medalion w kształcie księżyca, dzięki któremu właściciel w księżycową noc może być jeszcze szybszy i zwinniejszy, niż zazwyczaj.
Charakter: odważny, lojalny wobec przyjaciół, zadziorny, zwłaszcza w stosunku do dziewczyn, zabawny, przyjacielski, inteligentny, cierpliwy.
Rodzina: dawno zginęła.
Partner/Partnerka: szuka.
Właściciel: 
konrad9
Poziom:0 ( uzupełnia alfa)

(Wataha Eteru) od Avril

Zima-najgorsza pora roku jaka mogła nastąpić. Dla Issis taka pogoda to pewnie raj, ale dla mnie do prawie ciągłe siedzenie w pałacu. Chyba jestem jedyną osobą która ma w tej krainie pałac, choć i siostra ma nietypową jaskinie bo w lodowcu. Reszta ma jaskinie i chyba trochę im zazdroszczę. Na dworze szaleje burza śnieżna i na dwór ani rusz. Eh... No trudno. Mam nadzieje że wiosna szybko nadejdzie. A wtedy chyba wszyscy będą szczęśliwi, no może oprócz Issis bo ich jaskinia zacznie się troszkę roztapiać. Gdybym jeszcze żyła też byłoby to dla mnie utrapieniem... Jednak pałacowe wygody nie dają martwić się chwilowymi humorkami siostry. Rozkoszując się smakiem wybitnego nektaru  z ciekawości przeczesałam umysłem tereny podlegające niegdyś władzy naszego rodu (Ach to były piękne czasy...) i z ciekawością stwierdziłam, że zainteresowanie nimi wciąż wrastało. Coraz więcej ciekawych osobliwości kręciło wokół nich. Jedna nawet odważyła się podejść niebezpiecznie blisko terenów siostry... nie było to zbyt roztropne posunięcie. Natychmiast przeniosłam się do świata siostry tracąc przy tym trochę swych zwykłych właściwości, chociażby stan, w którym poruszając się nic przez ciebie nie przepływa... Ech nienawidzę tego uczucia, to tak... łaskocze... Przeniosłam się od razu do jaskini siostry i łagodnie się uśmiechając przemówiłam prosto do jej umysłu:
~Witaj siostro...
Nawet nie racząc na mnie spojrzeć bezczelnie mi przerwała wzdychając:
- Czego chcesz Avril? Nie możemy normalnie pogadać, tylko musisz się ciągle bawić w te swoje anielskie czary-mary?
 - Racja, wybacz czasami się zapominam... Przejdźmy do rzeczy, ktoś bezprawnie szwenda się po naszych terenach.
- Taaa... i pewnie chcesz żebym go sprzątnęła tak? Będzie nowa osóbka w niebie... - powiedziała szczerząc szereg białych ostrych zębów, a ja nagromadziłam w sobie wystarczająco dużo energii by zmaterializować dłoń i przypadkiem wprowadzić ją w kolizję z jej tworzą.
- Niech ci będzie, nazywaj to jak chcesz, w każdym razie ma zniknąć - powiedziałam przeniosłam się do siebie oburzona zachowaniem siostry. Gdy znowu byłam w swojej komnacie pstryknęłam palcami, a instrumenty zaczęły grać cichą relaksującą muzykę. Położyłam się na łóżku i zamknąwszy powieki trochę się zdrzemnęłam.
Ze snu wyrwało mnie przerażająco głośne pukanie. O ile pukaniem można było to nazwać. Wstałam zgorszona i ruszyłam w stronę drzwi. Otwierając ciężkie wrota zobaczyłam drobnej postury wyraźnie silną istotkę.
- Witaj. Jestem wojowniczką z krainy Wiecznych Jezior. Niedawno zostałam pokonana z decydującym starciu i odkąd przeniosłam się na ten świat wędruję w poszukiwaniu towarzystwa. Wyczułam twoją obecność tutaj i zwracam się z pytaniem, czy mogłabym do ciebie dołączyć? - jej słowa ani wyraz twarzy nie zdradzały żadnych większych uczuć, a zdania były dosyć zwięzłe i oschłe, jednak dało się wyczuć prawdziwość jej intencji.
- Ależ jasne, wejdź i rozgość się - powiedziałam z ciepłym uśmiechem - wybierz komnatę, która ci najbardziej odpowiada, zamek spełni twoje wszystkie oczekiwania i pragnienia, wystarczy że o nich pomyślisz. Ja tym czasem udam się na spoczynek.
- Dziękuję, pani - odpowiedziała delikatnie się kłaniając.
Chociaż dalej nie wkładała zbyt wiele wysiłku, aby wyrazić swoje uczucia, wiedziałam że w głębi duszy się raduje. Słyszałam kiedyś o ludzie Wiecznych Jezior. Wilki głównie wody i ziemi, wspaniali wojownicy. Jak widać, teorie że nie są zbyt wylewni się potwierdzają, mam nadzieję, ze ich niezłomny duch walki i oddanie przywódcom również jest prawdziwe. Zamknęłam drzwi za wilczycą i przeniosłam się do swojej komnaty. Delikatnie opadłam na łoże. Instrumenty znowu zaczęły grać, kiedy do pokoju wpadła Issis. Ogień gwałtownie zgasł, zamroziła instrumenty i roztrzaskała je ruchem ręki. Poczułam na sobie jej zimny oddech.
- Chce do nas dołączyć - powiedziała bez ceregieli - Mam lepszy pomysł, niż zabijanie jej. Jeśli strzygi jej nie rozszarpią, dowiedzie że jest godna posiadania tych terenów. A i przy okazji, tutaj kręci się więcej wilków niż twierdziłaś. Wszystkie takie ciepłe i rodzinne... - mówiąc to, trochę przesadziła z ironią - chcą pozakładać watahy - mówiła dalej udając idiotkę - Nie mam nic przeciwko, tylko zrób te swoje abra-kadabra i wyjaśnij im zasady, nie chciałabym żeby zbyt szybko dowiedzieli się o prawdziwej naturze tego miejsca. Zbyt długo i zbyt skutecznie ukrywałyśmy swoją przeszłość, widocznie czas się ujawnić.
Wyszczerzyła ostre zęby w szyderczym uśmiechu i zniknęła. Westchnęłam ciężko, no cóż, czas zebrać naradę i wrócić do życia w stadzie.
***

Następnego dnia obudziłam się koło południa, no pięknie. Zebranie jest na niecałą godzinę, a ja jeszcze pod kołdrą. Dlaczego muszę być aż takim śpiochem? Przebrałam się w jakieś inne ciuchy i spróbowałam rozczesać swoje kudły. Po skończonej czynności założyłam kurtkę, a zaraz po tym usiadła mi na ramieniu Nike i wyszłam na tereny pozostałych watah. Skierowałam się w stronę miejsca gdzie miało być to zebranie. 
 Jak to zebranie, bardziej opierało się na jedzeniu niż na omówieniu niektórych spraw, choć chyba te nawet ważne zostały omówione. . Wszystkie alfy były hm...nawet miłe ale Akatsuki był trochę nie znośny, ale da się przeżyć. Nawet siostra zaszczyciła nas swoją obecnością, chociaż cały czas milczała nasłuchując rozmów innych i dosyć szybko się ulotniła. Siedziałam koło Alfy Ziemi, Philera jak dobrze pamiętam. Gdy raz na niego zerknęłam zobaczyłam że patrzy się na Margo. Chyba...on...nie ważne. Pewnie okaże się po jakimś czasie. 
 Po zebraniu poszłam się przejść po lesie, zimowym lesie. Opuszczone tereny znów tętniły życiem. Przeklęte ziemie były ruchliwe i radosne jak nigdy. Zmaterializowana mogłam w pełni cieszyć się urokami zimy. W pewnej chwili usłyszałam za sobą ciche, prawie niesłyszalne kroki. Odwróciłam się gwałtownie. Niebieska wilczyca o trzech ogonach skinęła mi głową na powitanie.
- Witaj, jestem Rivenna. Szukam swojego miejsca na świecie, a kiedy wyczułam, że mieszkają tu tacy ja od razu zapragnęłam tu mieszkać.
- Wyglądasz na strudzoną podróżą. Zwą mnie Avril, jestem pierwszą panią Eteru - wypowiadając te słowa, ukazałam się jej w pełnej krasie, czyli postaci anioła - Rozgość się na naszych teren, wybierz terytorium najbardziej odpowiadające twoim wymaganiom. Czuć od ciebie aurę wody, myślę, że mogłabyś zostać alfą wszystkich wilków wody, jakiekolwiek i kiedykolwiek tutaj przybędą - powiedziałam odpowiadając jej tym samym, na pytanie,które miała zamiar zadać.
- Dziękuję, czy mogłabym wiedzieć gdzie mogę cię spotkać?
- Wezwij moje imię, a pojawię się, kiedy tylko zechcesz. - rozpłynęłam się w powietrzu, wędrując w postaci delikatnej mgiełki ku mojemu królestwu.

czwartek, 28 listopada 2013

Nowy członek - Rivenne, Wataha Wody

Wilk (gdy jest w wodzie)
 http://magicznestado.blog.onet.pl/wp-content/blogs.dir/1082860/files/blog_ev_4436776_6520892_tr_woda.jpg
Wilk (gdy wyjdzie z wody):
 http://th.interia.pl/51,b3b7339254050741/17.jpeg 
Jako człowiek:
http://www.tapeta-dziewczyna-woda-kwiaty-1.na-pulpit.com/zdjecia/dziewczyna-woda-kwiaty-1.jpeg 
Imię: Rivenne (w skrócie Riv)
Płeć: wadera 
Wiek: około 200 lat, choć nie ma pojęcia, po co się go liczy 
Stanowisko: samica Alfa 
Żywioł: woda 
Moce: Szybko pływa i biega, panuje nad wodą (może stworzyć ją znikąd, uformować z niej co chce, oddychać pod nią, a nawet zmienić bieg rzeki). Jeśli ktoś ją zdenerwował na tyle, że odbiera go jako wroga, może latami skrywać nienawiść, a gdy już wróg wejdzie do morza czy innych wód – topi go. Potrafi także wyczarować nad daną osobą wir, w którym zacznie się szybko obracać, aż z niego wypadnie – to dość drastyczna forma przemieszczania się. Gdy natomiast chce miękko wylądować, przywołuje z ziemi gejzer, który ją ochroni przed upadkiem. Może w ten sposób tworzyć też zjeżdżalnie wodne. 
Talizman: Nosi na sobie w wodzie, natomiast na lądzie jest on niewidoczny. Jej towarzysz podarował jej go, gdy uratował wilczycy życie podczas napadu dzikich stworzeń. Z tej okazji talizman daje jej też moc swobodnego rozmawiania z towarzyszem oraz schronienie dla niego. 
Charakter: Miła, przyjacielska, jeśli trzeba – stanowcza, pełna życia, lubi taplać się w gejzerach, kreatywna, wrażliwa, odważna, czasem nieśmiała, przyjacielska, chowa urazę do wrogów dopóki się nie zemści, zazwyczaj łagodna, uwielbia pływać, a nade wszystko kocha swoich najbliższych i jest gotowa zrobić dla nich wszystko. 
Rodzina: Gdy była, jeszcze jako człowiek młoda i głupia, jak to określa, poszła z siostrą na spacer. Gdy wróciła do rodziny, zastała jeden wielki chaos. Młodsza siostra przeraziła się i uciekła, ale ona pobiegła wprost do centrum zamieszania. Miała okazję zobaczyć jeszcze, jak najeźdźcy mordują jej dobrych, kochanych rodziców. Odwrócili się w jej stronę i już mieli ją zabić, gdy nadleciał smok, przepędził morderców i został najlepszym przyjacielem dziewczyny. Od tego czasu przebywała wśród złych ludzi, którzy chcieli ją utopić, a ona bała się pływać. Jednak pewnego razu dobrowolnie skoczyła do wody i stwierdziła, że nie chce niczego innego, jak pływać na wieki. Jej życzenie zostało wysłuchane, a że nie umiała oddychać pod wodą, przemieniła się w magicznego wilka i zemściła na niedobrych dla niej ludziach. Ma nadzieję, że jej siostra była szczęśliwsza niż ona. 
Partner: Może kiedyś na kogoś trafi… 
Towarzysz
http://th.interia.pl/20,b658aa74a3103438/51smok6yz.jpg
Imię: Latissa 
Wiek: 199 lat 
Rodzaj: smok 
Specjalizacja: woda 
Moce: Rozmowa z właścicielką (tylko z nią), latanie i pływanie, chowanie się do amuletu na szyi Rivenne (nawet gdy jest niewidoczny), kiedy ktoś ją zrani fizycznie - nieodparta siła wciąga go do wody, oddychanie pod wodą, co jakiś czas musi się zanurzyć w wodzie, aby zregenerować siły, jej rogi ciemnieją, jeśli wyczuwa wroga, nadzwyczajny wzrok pod wodą, a nad nią – słuch.
Inne: Nad wodą wygląda jak zwykły smok, lecz pod taflą wody można odnieść wrażenie, że jest stworzona z piany morskiej. 
Właściciel: magdzias18 (howrse.pl)
Poziom: 0

(Wataha Ziemi) od Philera

-Dorwę cię jeszcze!!! Nie uciekniesz od kary za kradzież!!!- słyszałem daleko za sobą biegnąc z workiem pełnym jabłek.
Wybiegłem poza moje dawne miasto. Teraz może się tam źle dla mnie skończyć...
Ach zapomniałbym się przedstawić.
Jestem Oz, a raczej teraz Philer... pochodzę z dość bogatej rodziny Vessalius... jednak nikt już o nich nie pamięta, bo zginęli w pożarze...przeżyłem tylko ja, bo gdy najeźdźcy podpalili nasz dom byłem w akademii w innym mieście.
Z czasem uznałem ,że lepiej będzie jeśli pomyślą ,że zginąłem wraz z rodziną, zmieniłem nazwisko i mieszkałem jak dawniej moi poddani...
Lata mijały i zacząłem być kim innym, zabierałem różne cenne rzeczy bogaczom i oddawałem moim biedniejszym przyjaciołom.
Wszyscy żylibyśmy spokojnie gdyby mnie pewnego dnia nie dorwał chłopak, który miał te samą zdolność szybkości co ja.
Chłopak mnie nie wydał, uznał mnie za zaginionego brata.
Zabrali mnie poza rodzinne miasto, chłopak nazywał się Kevin,był księciem i synem króla państwa. Nauczył mnie czarów i jak rozwijać umiejętności. Niestety pewnej nocy zaatakowano nasz zamek i musiałem uciekać... Nie dziwię się, bo mam nadzwyczaj nieludzką umiejętność zmiany w wilka...i to moje znamię...zostało rozpoznane gdy walczyłem z jednym z wrogów, wielkie ,,S'' na moim ciele...
Wykorzystałem nieuwagę przeciwnika i odbierając mu miecz zabiłem.
Wybiegłem z zamku, zmieniłem się w wilka, użyłem super prędkości i uciekłem. Po długiej tułaczce przez krainy znalazłem Watahę Niebieskiej Krwi.
Nie ujawniałem obecności, jak oni mogłem zmienić się w wilka.
Mieszkałem jakiś czas w watasze mroku i udawałem obrońcę.
Jednak po pewnym czasie alfa się zorientowała, musiałem się ujawnić...
- Nie jesteś jednym z nas prawda?- powiedziała piękna alfa watahy mroku Margo...
-Nie, pochodzę z zupełnie innej krainy. Wybacz mi kłamstwo...- powiedziałem i zacząłem uciekać, pobiegła za mną krzycząc:
- Hej czekaj! Nie wyganiam cię ,ale mrok nie jest chyba twoim żywiołem ,ale ziemia ,bo to widać po mocach! Zaczekaj!!!

(Wataha Mrozu) od Issis

W nocy obudziły mnie potworne hasały. Z każdą nocą narastają i stają się coraz częstsze. Spojrzałam na bok widząc chodzącego w kółko tygrysa. Widać i jej mocno dawały się we znaki. Biedne kocisko. Chodząc warczała i prychała chcąc jakby pokonać niewidzialnego wroga, niemiłosiernie się przy tym tłukąc. Ofiarą jej szału padł już mój ulubiony misternie zdobiony wazonik, którego odłamki leżały od paru godzin na podłodze. Spojrzałam jeszcze raz na tygrysa i słysząc bicie bębnów połączone z jękami  i okrzykami wojennymi, od niechcenia machnęłam ręką, sprawiając, że tygrys padł. Wsadziłam głowę pod poduszkę i wydałam z siebie stłumiony krzyk. Owszem nie potrzebuję zbyt dużo snu, odrobina wystarczy, chociażby odrobina, jednak wygląda na to że sobie nie pośpię. Nie jestem w stanie opisać mojego delikatnie ujmując zaawansowanego stanu irytacji, w którym się obecnie znajdowałam. Godząc się z wizją kolejnej bezsennej nocy próbowałam uporządkować myśli. W ciągu ostatnich dni wiele się zmieniło. Jakoś nie docierało do mnie,  że będę musiała się dzielić z innymi moimi dawnymi terenami. To że mieszkałam w lodowcu nie znaczy, że nie jestem związana z resztą terenu. Wręcz przeciwnie, więcej wiąże mnie z resztą WNK, niż z tym lodowcem. Kiedyś żyła tu wspaniała wataha, wilki różnych żywiołów, najbardziej wpływowe rody rody. Potężni władcy, niezrozumiała i nieuchwytna dla zwykłego śmiertelnika wiedza spisana w opasłych tomiszczach ksiąg ukrywanych w najgłębszych i najbardziej niedostępnych miejscach tych terenów. Zapieczętowana wiedza przeciętnego maga czy chociażby kapłana lub uzdrowiciela mogłaby po prostu zabić. Nie bez powodu chowano ją w przesiąkniętych magią podziemnych bibliotekach. Te tereny skrywają naprawdę dużo tajemnic, chociażby skomplikowany system korytarzy sięgający każdego skrawka terenu naszych ziem i wkraczający daleko poza ich granice. W głębi ducha miałam nadzieję, że upłynie sporo czasu zanim moi nowi towarzysze odkryją chociażby namiastkę cennych sekretów. Przynajmniej wystarczająco tyle, żebym mogła im zaufać. Z gracją wyskoczyłam z łóżka i podeszłam do jednej z ścian, starannie wypolerowanej gładkiej jak szkło lodowej powłoki służącej mi za lustro. Przypatrywałam się swojemu odbiciu ciągle widząc tę samą pustkę  w oczach, której od tylu lat wciąż nie mogę wypełnić. Poczułam lekkie ukucie w podeszwie stopy. Zrobiłam nieznaczny krok do tyłu i podniosłam szklany odłamek wazonu. Jeszcze raz spojrzałam w lustro i bez zastanowienia przecięłam szkłem wewnętrzną część dłoni. Poczułam narastający ból i zobaczyłam wypływającą z rany błękitną ciecz. Westchnęłam i zdałam sobie sprawę, jak bardzo pragnę, aby w najbliższym czasie nie stoczyć zadniej bitwy u boku towarzyszy. Wyszeptałam krótką frazę, oczy zaszły mi na chwilę delikatnie świecącą mgiełką, a krew jakby instynktownie popłynęła prosto do zwierciadła. Przeszła przez taflę polerowanego lodu i zaczęła rozpływać się niczym w wodzie. Tworzyła piękne skomplikowane wzory, zanim wpłynęło jej wystarczająco dużo, żeby mógł wyłonić się z niej obraz, który tak bardzo chciałam zobaczyć. Wielka osada, rozwinięta cywilizacja, miasta pełne wilków, czasy w których ludzie i wilki byli największymi sprzymierzeńcami. Niedawno powstała rasa, pozwalająca połączyć atuty dwóch pozostałych rozwija się i ukazuje że jesteśmy dobrym połączeniem. Szczeniaki i dzieci beztrosko się bawią, alchemicy i magowie pracują nad swoimi największymi, kiedy nagle słychać wielki wybuch. Cała kraina w mgnieniu oka staje w niemożliwym do ugaszenia ogniu, pochłaniającym jedynie to co czuje. Wszędzie słychać szyderczy śmiech Ismeny, Pallasa oraz innych potępionych. Z lasu graniczącego z Ziemiami Zakazanymi wybiegają dwie, stosunkowo młode w porównaniu z nieśmiertelną resztą, przerażone wadery. Widząc makabryczny widok, cierpienie i złość malują się w ich oczach. Wyraźnie wyczuwalna od nich aura mrozu pozwala Ismenie zrozumieć jak wielki błąd popełniła. Przecież da dni temu sama namówiła je na wyprawę przez Ziemie Zakazane, skazując je na pewną śmierć, a teraz stoją przed nią rządne zemsty i jej krwi. Tym razem przecież miało się udać, nikt miał jej nie przeszkodzić podstęp był doskonale zaplanowany! A jednak... Bez wahania rusza aby je unicestwić. Reszta potępionych już plądruje krainę. Nagle zewsząd rozlega się przerażający jęk. Uważny obserwator zauważyłby delikatny błysk w oku jednej z wader i jej delikatnie poruszające się wargi. Szeptała zaklęcie. Potężne zaklęcie pozwalające na zawsze powstrzymać potępionych. Jeszcze nie wiedziała z jak potężnymi siłami zadarła i jaką poważną klątwę na siebie ściągnęła. Niebawem będzie się miała okazję o tym przekonać. Potępieni zaczęli jakby zapadać się w sobie, ich ciała gniły i niszczały w błyskawicznym tempie. Wątłe ciała zbliżone wyglądem do zombie pochłonęła ziemia. Nad miejscami, gdzie jeszcze niedawno było widać rozpaczliwie wymachujące ręce wyrosły mogiły, ze znakiem sugerującym, aby się nie zbliżać. Stworzenia nazwano nieumarłymi, a miejsce Cmentarzem Nieumarłych. Chociaż spoczywają głęboko pod ziemią, wiem, że w każdej chwili są gotowi aby się wybudzić. Margo też wie. A jak na razie widać, nic większego nie robi, aby powstrzymać gobliny nieuchronnie zbliżające się do cmentarza. Co prawda wieczorem obłożyłyśmy miejsce zaklęciem, ale najwidoczniej już się przebiły przez jego bariery. Spojrzałam jeszcze raz w lustro przyglądając się spanikowanym waderom i padłam z wyczerpania.




wtorek, 26 listopada 2013

Nowy członek!- Kamilla Wataha Mroku, witaj w watasze :)

W postaci wilka : 


Wilk 05



Wcielenie człowieka :

Imię : Kamilla
Płeć : Kobieta 
Wiek : 6000000000000 
Stanowisko :Samica Beta 
Żywioł: Mrok 
Moce: zaklina cienie, rozmawia ze zmarłymi, rozumie magiczne istoty i zamraża.
Talizman : Błękitny pierścień znajdujący się w tajemnym świecie 
Charakter : neutralna, dążąca do celu, ma poczucie humoru, jest okropnie uparta, chwilami wredna.
Rodzina : Magiczne istoty z innego wymiaru porwali ich i zrobili z ich mózgów koktajle... :/
Partner : Wciąż poszukiwany ten jedyny ...
Właściciel : kontakt przez Julciek098 < howrse.pl >

(Wataha Powietrza) Od Ahri

Rano, gdy się obudziłam, wyszłam zaspana z mojego pokoju. Przed sobą ujrzałam Aulidę i nową dziewczynę. Domyśliłam się, że ona teraz też należy do watahy. Szybko wróciłam do swojej groty, by się poprawić, bo nie chciałam wywrzeć złego wrażenia na nowo przybyłej. Po krótkiej chwili postanowiłam, że pójdę do jej pokoju. Przeszłam przez "przedpokój" i zajrzałam do jej pokoju. Dziewczyna właśnie zakładała niebieski naszyjnik.
-Witaj! Jestem Ahri - przedstawiłam się. Chyba ją trochę przestraszyłam, bo podskoczyła i upuściła wisiorek. Szybko rzuciłam się na podłogę, by go podnieść. Wzięłam go ostrożnie do rąk i podałam nowej, mówiąc do niej:
- Och, przepraszam. Nie chciałam Cię przestraszyć.
- Nic nie szkodzi - powiedziała, lecz nie patrzyła mi w twarz. - Ja jestem Yoko. Miło cię poznać.
- Mi ciebie też! - odpowiedziałam szybko, uśmiechając się do niej. - Ładny naszyjnik, skąd go masz?
- Był mojej mamy... - zaczęła, ale w tym samym momencie usłyszałam w myślach głos Aulidy. Powiedziała, żebyśmy się przygotowały, bo zaraz idziemy zwiedzać nasz teren.
- Świetnie! Przynajmniej są jakieś atrakcje - ucieszyłam się. Yoko popatrzyła się tylko na mnie, a po chwili spytała:
- Ty też jesteś tutaj od niedawna?
- Tak, dokładnie to od wczoraj wieczorem - powiedziałam. Dziewczyna uśmiechnęła się i zaczęła przygotowywać rzeczy.
- Nic nie bierzesz? - zapytała. Nagle przypomniałam sobie, że miałyśmy iść, więc czym prędzej pobiegłam do swojego pokoju i wzięłam picie, gdyby po drodze nie było żadnego źródełka. Zwiedzanie zajęło nam cały dzień. Kto, by pomyślał, że te tereny są tak ogromne! Dziwiłam się, jakim cudem znalazłam naszą grotę. W końcu była dobrze ukryta. Po powrocie poszłam do swojego pomieszczenia, by tam poczytać książkę. Po krótkiej chwili znudziło mi się czytanie. Potrzebowałam świeżego powietrza, więc wyszłam cichutko z groty. Na zewnątrz zamieniłam się w wilka i stałam się niewidzialna, tak na wszelki wypadek. Pobiegłam bezszelestnie na pobliską łąkę. Gdy tam dotarłam, przpomniałam sobie o tajemniczej postaci, która śledziła mnie poprzedniego dnia. Postanowiłam ją odnaleźć. Przeszłam kilka kroków w stronę lasu, lecz się zatrzymałam. W pobliżu unosił się dziwny zapach. Nagle niedaleko mnie przemknęło kilka dziwnych, dymiących się, czarnych wilków. Na początku, przestraszyłam się, ale poszłam za nimi. Po chwili dostrzegłam, że one zmierzają w kierunku ukrytej groty. Wyprzedziłam je szybko, ale bezszelestnie i wbiegłam do groty. Znów stałam się widzialna i już w postaci człowieka pobiegłam do pokoju Aulidy. Powiedziałam jej o czarnych wilkach. Dziewczyna kazała mi i Yoko wziąć miecze i po krótkiej chwili już stałyśmy zaczajone w krzakach. Aulida celnie wypuściła strzałę i trafiła w jednego z wilków. My też szybko rzuciłyśmy się na nie z naszymi mieczami. Zazwyczaj nie walczę mieczem, lecz magią, ale postanowiłam nie tracić zbyt dużo sił na rzucaniu zaklęć. Usłyszałam, jak nasza przywódczyni szepcze coś i po chwili potwory zaczynały znikać. Od razu podbiegłyśmy do Aulidy, spytać co to za stwory.
- Black Soul.
- Co?- zapytała Yoko.
- Zagubione demony, które no cóż... Nie zrozumiecie.
- No powiedz! - krzyknęłyśmy obie naraz.
- To są Opętańce!
Spojrzałyśmy na nią jak na jakąś dziwaczkę.
- To są dusze wilków, które pozostały na ziemi i z czasem straciły zmysły i po prostu zmieniły się w demony.
- Aaaa... - jęknęłyśmy
- Teraz radzę wam iść się umyć - powiedziała. My przytaknęłyśmy i poszłyśmy do groty. Odłożyłam miecz na jedną z półek i postanowiłam naprawdę wziąć prysznic. Po umyciu się, wróciłam do czytania książki. Był tak nudny fragment, że strony odwracałam za pomocą magii z moich ogonów. Tak mi się to spodobało, że odłożyłam powieść i zaczęłam podnosić wszystkie rzeczy w pokoju. W końcu doszłam do łóżka, na którym siedziałam. Spróbowałam go podnieść magią, lecz się nie udało. Zeszłam z niego i znów spróbowałam. Udało mi się je podnieść o kilka centymetrów do góry. Nagle odkryłam coś niespodziewanego. Pod łóżkiem była klapka, a gdy ją podniosłam, okazało się, że to skrytka. Weszłam tam, by zobaczyć jej pojemność. Bez problemu zmieściłyby się w niej dwa wilki lub jeden człowiek. Niespodziewanie usłyszałam czyjeś kroki. Szybko wyszłam ze skrytki, zamknęłam klapkę, a łóżko opuściłam na dół. Dokładnie w tym momencie do mojego pokoju weszła Yoko.
- Cześć, mogę ci przeszkodzić? - spytała.
- Jasne! I tak nie mam nic do roboty - ucieszyłam się na jej widok, bo trzeba mieć dobre relacje w grupie. Później przez cały czas rozmawiałyśmy o swoich zainteresowaniach. Tak upłynęła nam godzina. Zorientowałyśmy się jak już późno, więc pożegnałyśmy się i Yoko poszła do siebie. Po jej odejściu ułożyłam się wygodnie na łóżku, po czym zasnęłam. Miałam dziwny sen. Śniło mi się, że na naszą grotę napadła inna wataha, a my nie mogłyśmy się bronić. Nagle wpadłam na pomysł, by schować się w skrytce pod łóżkiem. Pobiegłyśmy do mojego pokoju, ja podniosłam łóżko, a Yoko i Aulida zamieniły się w wilki, po czym weszły do kryjówki. Zamknęłam klapkę i opuściłam łóżko. Stałam się niewidzialna i zakradłam się pod grupkę wrogów.
- Gdzie one są? - warknął jeden z wilków.
- Nie mogły uciec! Wszystkie wyjścia są zastawione - odparł drugi.
- Na pewno nie! Obszukać cały teren jeszcze raz! - zdenerwował się ten pierwszy. Wyglądał na alfę, bo był większy od wszystkich innych i cały czas się rządził. "Na szczęście są dobrze ukryte..." pomyślałam. W tym samym momencie poczułam mocne szarpnięcie i obudziłam się. Nad łóżkiem stała wystraszona Yoko.
- Szybko! Wstawaj! - krzyknęła.
- Coś się stało? - zapytałam zaspana.
- Black Soul znów zaatakowały, ale ze zdwojoną siłą! - po słowach Yoko natychmiast się poderwałam i pobiegłam w stronę wyjścia.
- Mówiłaś Aulidzie? - zapytałam w biegu.
- Tak. Powiedziała, żebym cię obudziła i szybko przyprowadziła - mówiąc to, Yoko nagle się zatrzymała i jakoś dziwnie wyglądała.
- Nic ci nie jest? - spytałam przestraszona.
- Nie, nic - opowiedziała po chwili. - Dalej, pośpieszmy się!
Kiedy wyszłyśmy na pole, ujrzałam walczącą Aulidę i mnóstwo Black Soul. Natychmiast zaczęłam rzucać w nie kulami powietrza. Po chwili nieustannej walki, poczułam mocny ból głowy. Zorientowałam się, że coś mnie uderzyło. Nie zważając na ból, dalej rzucałam zaklęciami. Lecz znów poczułam uderzenie. Stałam jeszcze przez chwilę, po czym upadłam na ziemię, tracąc przytomność.

niedziela, 24 listopada 2013

(Wataha Powietrza) Od Aulidy

- Oczywiście- odpowiedziałam uśmiechając  się do nowo poznanej towarzyszki. Była to kobieta z siedmioma lisimi ogonami. Muszę przyznać, że całkiem poważnie wyglądała, ale  i tak nie miałam do niej ograniczone zaufanie. Pokazałam jej grotę po czym sama poszłam do swojej spać.
Nastał piękny, ciepły poranek. Przeciągnęłam po czym poszłam do mojego prywatnego źródełka.  Obmyłam się po czym ubrałam się. Kiedy wyszłam za mojej "łazienki" wyczułam, że w powietrzu unosi się zapach  nowego wilka. Byłam zaniepokojona, a mój strach wyczuła Flow. Podeszła do mnie opierając swój pysk na moim ramieniu. Wzięłam głęboki wdech i wyszłam. Przed grotą stała młoda kobieta. Widać nie widziała mnie więc użyłam mojej zdolności podnoszenia  siłą woli. Jednak Flow stanęła mi na drodze. Widać, że sama chciała powitać gościa. Użyła swojej zdolności iluzji i spowodowała, że w okół kobiety powstały małe kolibry. Wyglądała na lekko  zdezorientowaną. Wtedy klacz dała mi znać aby ją obezwładnić. Ponownie wzięłam wdech i użyłam mojej zdolności telepatii. Starałam się zrobić poważną minę, ale świetnie wiedziałam, że to mi nie wychodzi. Wyszłam a ona patrzyła na mnie jak na jakiegoś potwora. Zaczęłam:
- Kim jesteś i czego tu szukasz?
- Nazywam się Yoko, i szukam watahy.
- To trafiłaś w świetne miejsce- powiedziałam, przy czym postawiłam kobietę na ziemię.
- Dzięki, zakładam, że jesteś alfą?
- Tak, z miłą chęcią cię przyjmę.
- Dziękuje, a może wiesz co to za kolibry, bo wiesz pojawiły się tak nagle.
- To sprawka mojej przyjaciółki Flow- powiedziałam pokazując na jednorożca.
- Aha.
- Jest do mnie przywiązany więc chce mnie chronić.
Dziewczyna przytaknęła. Zaprowadziłam ją do jej groty, a właśnie w tej samej chwili wyszła lekko zaspana Ahri. Dziewczyna była lekko zaskoczona widokiem nowej przybyszki. Ja kiwnęłam, że to nowa członkini a ona zrozumiała o co chodzi i weszła z powrotem do swojej groty.  Kiedy obie weszły do swoich "pokoi", poszłam do biblioteczki gdzie szukałam księgi z zaklęciami umysłowymi. Usiadłam przy biurku po czym zaczęłam czytać. Zaklęcia były w języku łacińskim. Całe szczęście umiem biegle ten język. Nagle mi się przypomniało, że muszę oprowadzić nowe członkinie. Wzięłam ze sobą mapę krainy i wyszłam. Myślami przekazałam im wiadomość. Po chwili obie były gotowe do "wyprawy". Kazałam Flow zostać aby pilnowała po czym poszłam przodem. Zwiedzanie zajęło nam cały dzień, na noc wróciłyśmy do jaskini. Była w sprytnym miejscu bo drzewa ją zasłaniały więc ktoś o sokolim wzorku mógłby ją tylko zauważyć.  Dałam dziewczyną po mapie po czym sama dalej wróciłam do nauki zaklęć. Nad księgą spędziłam ok. 2 godzin . Moją naukę przerwała Ahri. Powiedziała, że przed naszą grotą kręci się kilka dziwnych dymiących się czarnych wilków. O nie, znowu Black Souls...
Powiedziałam jej, żeby obie z Yoko przygotowały sobie miecze. Ja wzięłam łuk. Stałyśmy zaczajone w krzakach. Ja strzeliłam w jednego centralnie w głowę.  Zazwyczaj nie walczę ale jeśli chodzi o więcej niż jedno życie muszę.  Jego kompani nas zauważyli i ruszyli w naszą stronę. Powiedziałam im żeby postarały się ich nie dotknąć bo to są demony. One przytaknęły a ja mówiłam zaklęcia odsyłające. Po chwili potwory zniknęły  a obie do mnie podbiegły zmachane i Ahri powiedziała:
- Co to za stwory?
- Black Soul.
- Co?- zapytała Yoko.
- Zagubione demony, które no cóż..... nie zrozumiecie.
- No powiedz!- krzyknęły obie naraz.
- To są Opętańce!
Obie spojrzały na mnie jak na jaką dziwaczkę.
- To są dusze wilków, które pozostały na ziemi i z czasem straciły zmysły i po prostu zmieniły się w demony.
- Aaaa.....- obie jęknęły.
- Teraz radzę wam iść się umyć- powiedziałam zaciskając zęby.
Przytaknęły. Ja usiadłam na kamieniu po czym zapatrzyłam się w zachód słońca.

(Wataha Burzy) od Waverly

Szum rzeki w całości ogarnął mój umysł. Owszem, zdarza mi się być odprężoną. Zazwyczaj ten błogi stan trwa zaledwie kilka minut, więc staram się go wykorzystać jak najdłużej.
-Wiesz co ja o tym myślę?
"I po spokoju" westchnęłam w myślach. Otworzyłam oczy a jasność dnia przyprawiła mnie o ból.
-Nie wiem, ale chętnie się dowiem - odparłam sarkastycznie.
-Uważam, że dołączenie do tej dwójki to najgorsza z rzeczy, którą mogłaś teraz zrobić - powiedziała Weslee, wykręcając przy tym swój mokry ogon.
-I nie mogłaś zaczekać z tym, aż wrócę na brzeg? Nie wyglądasz na zadowoloną z faktu, iż pomoczyłaś futerko.
-Przynajmniej dobrze, że tym razem usadowiłaś się na większym kamieniu- odpowiedział Locotik wylewając wodę ze swych ogromnych uszu.-Wave, ja nie zartuje.
W oczach Weslee było widać troskę i przestrach. Czyżby małej kulce futra zależało na mnie bardziej niż można się było spodziewać? Poklepałam się po kolanie, dając znak, iż może na nim usiąść. Zwinna bestyjka bez wahania (a może bojąc się, że zmienię zdanie) wskoczyła na moją nogę, a następnie wspięła się na kark i opatuliła mą szyję niczym puszysty szalik. Będąc pewna, iż Wes dobrze się trzyma, wróciłam na brzeg, uważając aby żadna z wyskakujących ryb mnie nie przewróciła. Na lądzie wysuszyłam nogawki. Słońce ogrzewało moje nagie stopy, gdy usłyszałam szmer. Odruchowo przemieniłam się w wilka. Z krzewów wyszedł Akatsuki.
-Tutaj jesteś! Znalazłem coś cie...- nie dokończył, wybuchając śmiechem.
Poirytowana, zaczekałam aż jego nadmiar radości w końcu uleci.
-Co cię tak rozbawiło, jeśli mogę spytać?
-Twój nowy image-odpowiedział, ocierając łzy.
Zrobiłam zdziwioną minę a wtedy on wskazał na Weslee.
-Coś ty zabiła na ten szalik? Wygląda jak puszysty dywan!- w tej samej chwili "puszysty dywan" opuścił moją szyję, aby zamieszkać na twarzy Akatsuki'ego. Wilk wylądował na grzbiecie.
-Radziłabym to odszczekać- podpowiedziałam z szyderczym uśmieszkiem.
-Dobra, dobra! -odkrzyknął, próbując strącić Locotik'a z głowy-Przepraszam!
Z trudem odciągnęłam rozwścieczoną Wes od lica Alfy.
-Jesteś pewna, że nie ma wścieklizny?-zapytał, oceniając powagę obrażeń.
-Kto to wie...-uśmiechnęłam się w duchu na widok przerażonej twarzy Akatsuki'ego-Chciałeś czegoś ode mnie?
 -Tag. Niedaleko stąd znalazłem pewną sporą grotę...
-W takim razie prowadź-odparłam, przechodząc obok.
Kilka minut razem z Akatsuki'm biegliśmy w kierunku, który wyznaczał. Byłam zadowolona, iż trzymał się na dystans. Weslee potrafi wywalczyć to, co do niej "należy".

czwartek, 21 listopada 2013

(Wataha Powietrza) Od Yoko

Uciekałam z lasu najszybciej jak się dało. W moich oczach lśniły łzy. Dlaczego to akurat mnie spotkało? Godzinę wcześniej miałam straszną wizję. Było tam pokazane, że wataha do której należę, zostanie napadnięta przez dziwne stwory. Wszyscy zginą podczas ratowania młodszych osobników i nikt nie zostanie przy życiu. Oprócz mnie. Opowiedziałam wizję alfie, lecz on uważał, że nic takiego się nie stanie. Dlatego poszłam do ustronnego miejsca, by tam opanować myśli. A jeżeli to prawda? Wszyscy zginą? Co będzie? Moje myśli przerwało pohukiwanie sowy. Spojrzałam na nią, a ona na mnie. W jej oczach było widać przerażenie. Po chwili uświadomiłam sobie, że sowy w dzień śpią. Coś ją musiało zbudzić. Przestraszona pobiegłam w stronę jaskini watahy. Wszyscy byli żywi, uśmiechali się. Uspokojona usiadłam na kamieniu. Nagle uświadomiłam sobie, że alfa kazał mi znaleźć jakiś krzew, z cennymi owocami. Poszłam, więc w głąb lasu. Mijały kolejne minuty, a krzewu nigdzie nie było widać. Kiedy dalej szukałam, niespodziewanie usłyszałam wycie wilków. Szybko biegłam w stronę naszej siedziby, jednak gdy do niej dotarłam, zobaczyłam straszny widok. Cała jaskinia została zdemolowana, a wokół leżały martwe wilki. Nikt z watahy nie uważał mnie za swojego przyjaciela, ale byłam szanowana. W tej chwili nie miałam ochoty dalej oglądać jaskini i moi znajomych, więc szybko wybiegłam. Zamieniłam się w wilka, by móc szybko znaleźć ślady winnych. Po chwili je zobaczyłam. Były wszędzie, jakby te stwory rozłączyły się. Pobiegłam za jednym ze śladów. Biegłam, biegłam i biegłam. Wydawało mi się, że minęły godziny. Słońce powoli zaczynało zachodzić i robiło się ciemno. Niespodziewanie poczułam zapach wilka. Ucieszyłam się, bo jest możliwość, że to ktoś z moich znajomych. Śledziłam go przez chwilę. Stąpałam najciszej, jak mogłam. Nagle zobaczyłam coś, co przykuło moją uwagę. Przechodziłam właśnie obok krzewu, którego wcześniej szukałam! Niestety, uświadomiłam sobie, że liście tego krzewu miałam zanieść uzdrowicielowi, który teraz leżał nieżywy w grocie watahy. Posmutniałam i straciłam przez to z oczu wilka. Przeszłam kilka kroków niezbyt cicho, szukając wzrokiem postaci i niespodziewanie ją znalazłam. Rozglądała się wokół, pewnie usłyszała, jak idę. Po chwili ruszyła dalej, a ja zrobiłam tak samo. Nagle zaczęła biec. Zaraz zobaczyłam o co jej chodziło. Nareszcie było widać wąski pasek światła. Przemieniłam się w człowieka i powoli zaczęłam iść w jego kierunku. Kiedy dotarłam, zobaczyłam ogromną łąkę, a na niej jakąś dziewczynę. Wyglądała pięknie. Na tle zachodzącego słońca, jej dziewięć śnieżnobiałych ogonów połyskiwało w promieniach światła. Wolno szła przed siebie. Wyszłam do przodu, by się z nią przywitać, lecz przypomniałam sobie, że jej nie znam. Szybko wycofałam się za drzewo. Dziewczyna chyba tego nie zauważyła, bo była zapatrzona w coś na ziemi. Po chwili poszła dalej. Odczekałam, aż całkowicie zniknie z pola widzenia i dopiero wtedy wyszłam z kryjówki. Zamieniłam się w wilka i szybko pobiegłam za postacią. Usłyszałam jak dziewczyna mówi coś do siebie, a po chwili wchodzi do ukrytej jaskini. Zastanawiałam się przez chwilę, czy to może nie jest grota jakiejś watahy, ale po chwili postanowiłam co zrobię.
- Raz kozie śmierć - powiedziałam i weszłam do środka. Po chwili uświadomiłam sobie, że co najmniej dwie osoby w środku jaskini są pogrążone we śnie. Postanowiłam ich nie budzić, więc kulturalnie i cichutko wyszłam z pomieszczenia. Znalazłam ukryte miejsce pod krzaczkiem, ułożyłam się wygodnie, po czym zasnęłam.

(Wataha Powietrza) Od Ahri

Obudziłam się w wilgotnym lesie. Wstałam powoli i otrzepałam się z gałązek. Rozejrzałam się wokół, lecz nie poznałam niczego co mogłabym pamiętać. Wszędzie były tylko drzewa. 
- Ciekawe, gdzie ja wylądowałam... - powiedziałam. Ostatnia teleportacja mi się nie udała i przez nią straciłam przytomność. Byłam wyczerpana i ledwie chodziłam. 
- Muszę się rozejrzeć po terenie - pomyślałam. Zamieniłam się w wilka i wolno szłam przed siebie. Nagle usłyszałam szelest. Odwróciłam się w tamtą stronę, ale nic nie zobaczyłam. Podeszłam bliżej, lecz teraz coś zaszeleściło z innej strony. Nie podobało mi się to. Ruszyłam, więc dalej nie zważając na różne, dziwne dźwięki. Zazwyczaj nie bałam się niczego, ale w tym momencie byłam zbyt zmęczona, by co chwilę sprawdzać, co to za hałasy. Kiedy wreszcie ujrzałam z daleka wąski pasek światła, natychmiast pobiegłam w tamtym kierunku. Po chwili byłam już na łące. Wiał tutaj tylko lekki wiatr, lecz ja i tak poczułam się w swoim żywiole. Przemieniłam się w człowieka i delektowałam się każdym podmuchem, ponieważ w lesie nie było dostępu do tego powietrza. Kiedy schyliłam się, by poobserwować biedronkę na listku, kątem oka zauważyłam jakiś cień kryjący się za drzewem. Udawałam, że go nie widzę, jednak wiedziałam, że to coś mnie obserwuje. Czułam na sobie jego wzrok. Po chwili biedronka odleciała, a ja powoli ruszyłam przed siebie. Ukryta postać nie mogła wyjść poza las, bo na łące nie było kamieni, drzew, za którymi byłaby kryjówka. Wykorzystałam to i przyśpieszyłam kroku. Byłam już daleko od lasu i od tamtej osoby.
- Oby w pobliżu była jakaś jaskinia lub grota. Chętnie bym odpoczęła. Szczęściem byłoby znaleźć na tym terenie jakąś watahę, do której mogłabym dołączyć - znowu zaczęłam mówić do siebie. Muszę z tym przestać. Przecież każdy może to podsłuchać. Dalej szłam szukając miejsca do noclegu i nagle je znalazłam. Było to niewielkie wejście do jaskini, ledwo widoczne, bo zasłonięte wielkim drzewem. Weszłam tam powoli i zawołałam:
- Jest tu kto? - nic mi nie odpowiedziało, więc poszłam dalej. Zobaczyłam kilka pomieszczeń wyglądających na pokoje, ale nie zamieszkałe. W każdym z nich było po jednym łóżku i kilku półkach.
- Halo? - spróbowałam znowu. W końcu nie możliwe, żeby taką piękną grotę zostawić na pastwę losu. Znów nikt mi nie odpowiedział, więc zaczęłam przygotowywać łóżko do spania. Nagle poczułam, że podnoszę się do góry. Odwróciłam się w powietrzu i ujrzałam młodą, czarnowłosą dziewczynę. Tuż za nią stał piękny jednorożec.
- Kim jesteś i czego chcesz? - spytała odważnie, jednak cała się trzęsła.
- Cześć, jestem Ahri - przedstawiłam się. - Zgubiłam się i chciałam gdzieś przenocować, więc znalazłam jaskinię.
- Och, przepraszam - rzekła dziewczyna, opuszczając mnie na dół, na ziemię - Ja jestem Aulida. A to jest Flow - wskazała na jednorożca.
- Miło mi - uśmiechnęłam się do niej. - Czy mogłabym tutaj przenocować, jeśli Ci to nie przeszkadza?
- Oczywiście! - odpowiedziała szybko. - A jak się zgubiłaś?
Opowiedziałam Aulidzie, jak się tutaj znalazłam, omijając fakt o idącej za mną postaci. Po chwili powiedziała do mnie:
- Właściwie to założyłam watahę, lecz niestety jestem jej jedynym członkiem. 
- A mogłabym do niej dołączyć? - spytałam podekscytowana.
- Oczywiście! - uśmiechnęła się do mnie. Odwzajemniłam jej się tym samym. Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, a później poszłyśmy do swoich pokoi i zasnęłyśmy.

środa, 20 listopada 2013

(Wataha Burzy) od Akatsuki 'ego

Oprowadziłem pokrótce Anabellę i Wawerly, a następnie udałem się na spotkanie Alf, na które jakimś dziwnym zrządzeniem losu przyszedłem "spóźniony", jeśli można to tak określić, ponieważ nie była ustalona konkretna godzina. Wszyscy już tam byli i zdążyli już ze sobą pogawędzić. Mówili o swojej przeszłości i muszę przyznać, iż niektórzy mieli bardzo ciekawą, jednak... Gdy ktoś mnie zapytał o moją (dosyć łatwo wkręciłem się do rozmów - wrodzona gadatliwość) przeszłość wyjątkowo milkłem, a po chwili kwitowałem z machnięciem ręki słowami "Nieważne, długa historia", "Pewnie, byś się zanudziła słuchając tego", "Może opowiesz coś o sobie, bo o mnie nie ma zbyt dużo do mówienia" i różne podobne teksty. Muszę, jednak przyznać, że to jest kłamstwo, ale z drugiej strony... Nie widziałem powodu, by im ją opowiadać. Nie znam jeszcze tych osób, więc oni nie muszą wiedzieć o mnie wszystkiego. Może kiedyś... Może w przyszłości im opowiem, pod warunkiem, iż zajdzie taka potrzeba.
Wkrótce potem wróciłem do watahy i zajrzałem wgłąb jaskini. Była fajnie urządzona, wydawało się, że jest tam wielki korytarz wokół którego są wyrzeźbione większe, bądź mniejsze groty, niczym pokoje. Od razu bez wahania poszedłem na sam koniec tego podłużnego tunelu i odnalazłem wejście do ciemnej groty. Było ciemno, ale ciemność nie była dla mnie zbyt dużym problemem, przecież wilcze oczy są przystosowane do widzenia w niej, jednak wbrew temu wyciągnąłem rękę z której błysnęło kilka iskier, które wystarczyły, by oświetlić pomieszczenie.
Były w nim zatęchłe meble i książki. Dużo książek. Małe, schludne posłanie w kącie przesłonione czymś w rodzaju czerwonej zasłonie, która przypominała pajęczą sieć. Oprócz tego stało kilka skrzynek o niezidentyfikowanej zawartości i małe biureczko z dwoma prostymi krzesłami i stara komoda wypełniona ubraniami.
Ktoś tu dawniej mieszkał... - stwierdziłem. - Ale sądząc po warstwie kurzu i jakości tych mebli było to BARDZO dawno temu. Będzie je trzeba w przyszłości wymienić, bo nie mam zaufania do tych staroci.
Kątem oka zauważyłem jedno miejsce... Nie wiem dlaczego akurat tam, bo światło nie docierało i nie oświetlało tego fragmentu groty. Było ciemniejsze, niż reszta. Zainteresowany podszedłem i odkryłem krótki spadzisty tunel, którego podstawę zdawały się tworzyć nierówne małe i niewygodne schodki. Nagle koło 35 schodka potknąłem się i omal nie zwichnąłem kostki. Zakląłem pod nosem, lecz niestrudzenie ruszyłem dalej. W końcu chyba gdzieś około 120-130 schodka (zgubiłem rachubę) dotarłem do kolejnego poziomu jaskiń z wielkim jeziorkiem, które dalej przeradzało się w wolno płynącą rzekę.
 - Duża wanna, chociaż nie z hydromasażem - podsumowałem z cieniem uśmiechu. Rozejrzałem się dalej. Daleko, gdzieś stała zacumowana mała łódeczka z wiosłami o pozłacanej powierzchni, a ze sklepienia jaskini zwieszały się piękne i ostre stalaktyty, czasami łączące się ze stalagmitami w stalagnaty. To miejsce wydawało się na swój sposób magiczne.
Wydostałem się z jaskini na tych schodkach, które były pełne pułapek w postaci ubytków i nierówności, a potem postawnowiłem odnaleźć Waverly, by dowiedzieć się, gdzie zamieszka.
Pomyślałem chwilę również o przejrzeniu zawartości innych grot i utworzeniu wspólnej biblioteki w jednej z nich, ale odłożyłem to na później.

(Wataha Burzy) od Waverly

-Jesteś pewna, że idziemy w dobrą stronę?- zapytałam, będąc pewna iż mijamy to samo drzewo po raz piąty.
-Przecież dobrze znasz mnie i moją orientację w terenie-odparła z uśmiechem Weslee.
"Właśnie tego się obawiam" westchnęłam w myślach. Las wydawał się nader spokojny. Wiatr mknął wśród koron drzew, rozwiewając dookoła liście. Jesień tego roku była wyjątkowo piękna. W oddali dało się słyszeć chórki rozśpiewanych ptaków oraz chlupot dość szerokiego strumyka.
"Zaraz... rzeka? Przecież Wes mówiła coś o stadzie..."
Przyśpieszyłam kroku zachodząc drogę mojej towarzyszce.
-W co masz zamiar nas wpakować tym razem?- na mojej twarzy malował się gniew.
-Tak jak obiecałam, prowadzę cię do stada...-odparła zdziwiona, próbując mnie wyminąć. Nie poddałam się tak łatwo.
-Stada czego?- czułam, że odpowiedź może wywołać kolejną falę gniewu, która zadecyduje czy w końcu nie uduszę tej futrzanej kulki.
-Pstrągów oczywiście!-odpowiedziała poirytowana- Nie słyszysz potoku?
-Czy ty naprawdę nie znasz, do cholery ciężkiej, określenia "ławica"?!-wykrzyknęłam, uwalniając choć część wzbierającej we mnie wściekłości.
-Ławica, stado... jedno i to samo- rzekła, wzruszając ramionami.
Nie wiedząc czemu ręce zaczęły mnie świerzbić. Weslee była pierwszym stworzeniem, które zdobyło mą sympatię po opuszczeniu watahy. A raczej tego co z niej zostało... Nadal dziwię się dlaczego nie przerobiłam jej na szaszłyk kiedy miałam okazję.
-Radziłabym zmienić formę na czas przejścia przez wodę, chyba że chcesz stracić pół dnia na suszeniu ubrań.
"Albo na dodatkowe spieranie śladów krwi pewnego sporego gryzonia" pomyślałam uśmiechając się pod nosem. Ale czy mogę mówić w tym wypadku o gryzoniu? Wes jest zadziwiającą mieszanką smoka i nietoperza. Nawet nie chcę wiedzieć kto wpadł na pomysł połączenia tych dwóch stworzeń. Bez zbędnych komentarzy zrzuciłam swą ludzką powłokę. Po kilku minutach marszu Weslee zatrzymała się, przycupnęła i zaczęła skrobać znaki w ziemi przy pomocy swych drobnych szponów.
-Czyżby mistrzyni nawigacji zgubiła swój ślad?-zapytałam pogardliwym tonem.
Z koleii Locotik (albowiem tak nazwano ten rodzaj mieszanki organizmów) przewrócił swymi, mogło zdawać się ślepymi oczami i odgarnął krzewy malin po swej lewej stronie. Moim ślepiom ukazał się strumień, z którego co chwila wyskakiwały spore ryby, aby po chwili znów zanurkować w błękitnej wodzie. Jeden z piękniejszych widoków tego roku.
Podeszłyśmy do rzeki, przez co mogłam zobaczyć swe odbicie w spokojniejszej cieczy. Pokręciłam z politowaniem głową i wkroczyłam w rzekę, zakłócając przy tym jej nurt. W połowie drogi na drugą stronę zorientowałam się, iż nie słyszę żadnych docinek na temat jak mało futra zostaje na moim ogonie po zamoczeniu go. Weslee zawsze traktowała to jak czarną magię. Odwróciłam się i ujrzałam szary kłębek futra machający do mnie z linii brzegu. Wymawiając pod nosem większość przekleństw, które znałam zawróciłam. Będąc pewna, iż tym razem towarzyszka usadowiła się na moim grzbiecie, rozpoczęłam drugie podejście. Przechodząc przez strumień często dostrzegałam kątem oka ryby wyskakujące z wody.
-Tak wiem, na moim ogonie zostaje mało futra-powiedziałam na dźwięk otwierających się szczęk Locotik'a.
Jednak jako odpowiedź otrzymałam słodką woń krwi. Gdy tylko wkroczyłam na brzeg Weslee zeskoczyła ze mnie i z dumą wyciągnęła przed siebie rybę, która przez chwilę przebywała w jej zaciśniętym pyszczku.
-Zachowaj to dla siebie- powiedziałam. Uśmiechnęłam się gdy zdobycz zniknęła w paszczy Wes.
Po chwili zaniepokoiłam się, nastroszonym szarym futerkiem na jej grzbiecie, myśląc iż przekąska mogła być nie do końca dobrym pomysłem.
-Zaczekaj tutaj- rzuciła tylko i na czterech łapach popędziła w stronę lasu.
"Oby to nie było nic groźnego..." przeleciało mi przez myśl gdy odprowadzałam swą przyjaciółkę wzrokiem.

wtorek, 19 listopada 2013

Nowy członek - Yoko, Wataha Powietrza


Postać wilka
http://th02.deviantart.net/fs71/PRE/f/2009/364/a/9/__Waltz__Darling___by_Luna_v.png 
Postać człowieka
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgYXeEqmoEGPmfx-E-zKOT4HmGZ8XBIDr8oVSGuI1Zb8krY6MoHsGEyzkdo4OGeeme3drgNnrCgrHxglQCRukkf03G6myPT_Ad-yEiw3Y5hCCEIq3CpdIkLeWDv-Z36j6cnmh6-7-N3uqE/s1600/85dd9b0ad973d372b76b97cc07b5f18d-d5ft496.png 

 Imię: Yoko
 Płeć: wadera
 Wiek: 5
 Stanowisko: Wyrocznia
 Żywioł: Powietrze
 Moce: Lata bez skrzydeł, nie potrzebuje snu, ani odpoczynku, czasami ma wizje ukazujące odległą przeszłość, lub niedaleką przyszłość (parę sekund) innych, leczy przez dotyk, biegle posługuje się rozmaitymi zaklęciami, doskonale tłumaczy sny, wizje ukazujące dalszą przyszłość ukazują się jej podczas odprawiania rytuałów i są na tyle zagadkowe i tajemnicze, że zostają wyjaśnione dopiero po wypełnieniu, największą wadą tych wizji, pomimo tego że są niezwykle trafne, jest to że nie pamięta niczego, co powiedziała podczas ich trwania.
Talizman: Niebieski wisiorek po matce, wzmacnia działanie jej mocy

Charakter: Tajemnicza, wbrew pozorom lubi otaczać się mnóstwem osób. Pomocna, miła zawsze uśmiechnięta i kulturalna. Jest dosyć cierpliwa, jednak szybko się nudzi i musi mieć ciągle jakieś zajęcie, uwielbia zabawy z przyjaciółmi.
 Rodzina: brak
 Partner/Partnerka: samotna
 Właściciel: 
Bernadetta