Obudziłam się w wilgotnym lesie. Wstałam powoli i otrzepałam się z gałązek. Rozejrzałam się wokół, lecz nie poznałam niczego co mogłabym pamiętać. Wszędzie były tylko drzewa.
- Ciekawe, gdzie ja wylądowałam... - powiedziałam. Ostatnia teleportacja mi się nie udała i przez nią straciłam przytomność. Byłam wyczerpana i ledwie chodziłam.
- Muszę się rozejrzeć po terenie - pomyślałam. Zamieniłam się w wilka i wolno szłam przed siebie. Nagle usłyszałam szelest. Odwróciłam się w tamtą stronę, ale nic nie zobaczyłam. Podeszłam bliżej, lecz teraz coś zaszeleściło z innej strony. Nie podobało mi się to. Ruszyłam, więc dalej nie zważając na różne, dziwne dźwięki. Zazwyczaj nie bałam się niczego, ale w tym momencie byłam zbyt zmęczona, by co chwilę sprawdzać, co to za hałasy. Kiedy wreszcie ujrzałam z daleka wąski pasek światła, natychmiast pobiegłam w tamtym kierunku. Po chwili byłam już na łące. Wiał tutaj tylko lekki wiatr, lecz ja i tak poczułam się w swoim żywiole. Przemieniłam się w człowieka i delektowałam się każdym podmuchem, ponieważ w lesie nie było dostępu do tego powietrza. Kiedy schyliłam się, by poobserwować biedronkę na listku, kątem oka zauważyłam jakiś cień kryjący się za drzewem. Udawałam, że go nie widzę, jednak wiedziałam, że to coś mnie obserwuje. Czułam na sobie jego wzrok. Po chwili biedronka odleciała, a ja powoli ruszyłam przed siebie. Ukryta postać nie mogła wyjść poza las, bo na łące nie było kamieni, drzew, za którymi byłaby kryjówka. Wykorzystałam to i przyśpieszyłam kroku. Byłam już daleko od lasu i od tamtej osoby.
- Oby w pobliżu była jakaś jaskinia lub grota. Chętnie bym odpoczęła. Szczęściem byłoby znaleźć na tym terenie jakąś watahę, do której mogłabym dołączyć - znowu zaczęłam mówić do siebie. Muszę z tym przestać. Przecież każdy może to podsłuchać. Dalej szłam szukając miejsca do noclegu i nagle je znalazłam. Było to niewielkie wejście do jaskini, ledwo widoczne, bo zasłonięte wielkim drzewem. Weszłam tam powoli i zawołałam:
- Jest tu kto? - nic mi nie odpowiedziało, więc poszłam dalej. Zobaczyłam kilka pomieszczeń wyglądających na pokoje, ale nie zamieszkałe. W każdym z nich było po jednym łóżku i kilku półkach.
- Halo? - spróbowałam znowu. W końcu nie możliwe, żeby taką piękną grotę zostawić na pastwę losu. Znów nikt mi nie odpowiedział, więc zaczęłam przygotowywać łóżko do spania. Nagle poczułam, że podnoszę się do góry. Odwróciłam się w powietrzu i ujrzałam młodą, czarnowłosą dziewczynę. Tuż za nią stał piękny jednorożec.
- Kim jesteś i czego chcesz? - spytała odważnie, jednak cała się trzęsła.
- Cześć, jestem Ahri - przedstawiłam się. - Zgubiłam się i chciałam gdzieś przenocować, więc znalazłam jaskinię.
- Och, przepraszam - rzekła dziewczyna, opuszczając mnie na dół, na ziemię - Ja jestem Aulida. A to jest Flow - wskazała na jednorożca.
- Miło mi - uśmiechnęłam się do niej. - Czy mogłabym tutaj przenocować, jeśli Ci to nie przeszkadza?
- Oczywiście! - odpowiedziała szybko. - A jak się zgubiłaś?
Opowiedziałam Aulidzie, jak się tutaj znalazłam, omijając fakt o idącej za mną postaci. Po chwili powiedziała do mnie:
- Właściwie to założyłam watahę, lecz niestety jestem jej jedynym członkiem.
- A mogłabym do niej dołączyć? - spytałam podekscytowana.
- Oczywiście! - uśmiechnęła się do mnie. Odwzajemniłam jej się tym samym. Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, a później poszłyśmy do swoich pokoi i zasnęłyśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz