Po wygranej walce z Black Soul i zaopatrzeniu Ahri, zostałam przy niej razem z Aulidą i zastanawiałam się nad moją wizją. Ujrzałam ją, gdy prowadziłam Ahri na pole bitwy. Widziałam w niej, że moja koleżanka zostanie ranna, a Black Soul pochwycą jedną z nas. Na szczęście to drugie się nie zdarzyło i raczej już nie zdarzy. Długo myślałam, aż w końcu zasnęłam. Rano, gdy się obudziłam Aulidy już nie było, a na biurku leżał liścik. "Idę przeszukać teren i zobaczyć czy nikt tu się nie kręci. Nie wychodzcie z groty, a Ahri niech zostanie w łóżku. Aulida". Po przeczytaniu spojrzałam na łóżko, w którym powinna odpoczywać ranna. Patrzyłam na nie przez chwilę i nagle się przeraziłam. Dopiero teraz spostrzegłam, że pod kołdrą nikogo nie ma. Zerwałam się na nogi i pobiegłam przeszukać grotę.
- Ahri! Ahri! Gdzie jesteś? - krzyczałam, lecz nikt nie odpowiadał. Zaglądałam po kolei do każdego pomieszczenia. Gdy dotarłam do mojego pokoju usłyszałam śmiech.
- Pokaż się! - powiedziałam. Nigdy nie lubiłam gry w chowanego, bo nie mogłam nikogo znaleźć. Odwróciłam się i tym razem usłyszałam śmiech w pokoju Ahri. Wbiegłam do niego, ale pomieszczenie było puste.
- Dobra, poddaję się. Możesz wyjść? - spytałam.
- Nie jesteś zbyt dobra w szukaniu, co? - usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Ahri.
- Gdzie ty byłaś? - spytałam zaskoczona.
- Cały czas za tobą - odpowiedziała uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłam jej uśmiech, bo w końcu miała rację. Nie umiałam szukać.
- Lepiej wracaj do łóżka. Aulida kazała ci się nie przemęczać - powiedziałam, ciągnąc Ahri za ręke w stronę pokoju. Kiedy upewniłam się, że dziewczyna spokojnie leży pod kołdrą, odetchnęłam z ulgą siadając w fotelu.
- Właściwie to co mi się stało? - zapytała się po chwili milczenia. Opowiedziałam jej o wszystkim co się wydarzyło.
- Może teraz chciałabyś poczytać książkę albo coś zjeść? - spytałam.
- Chętnie bym coś poczytała - popatrzyła się na mnie proszącym wzrokiem.
- Ech, dobra. Jaką chcesz książkę?
- Byle jaką, tylko żeby nie była o kosmosie - odpowiedziała. Podniosłam się powoli z krzesła, myśląc dlaczego Ahri nie lubi kosmosu. Poszłam do swojego pokoju, przynieść książkę. Miałam tam małą biblioteczkę zapełnioną po brzegi. Wyciągnęłam jedną z powieści. Szłam wpatrzona z zainteresowaniem w książkę. Doszłam do drzwi, przestąpiłam powoli próg i nagle na kogoś wpadłam. Dalej nie podnosząc wzroku powiedziałam:
- Miałaś nie wychodzić z łóżka. Nie możesz ciągle uciekać.
- Już więcej od ciebie nie ucieknę - odparł nieznany mi głos. Przestraszona spojrzałam do góry i napotkałam duże, czarne oczy patrzące wprost na mnie. Stałam przez chwilę jak zaczarowana. Nagle uświadomiłam sobie, że to może być wróg. Momentalnie odsunęłam się od wysokiego chłopaka.
- Kim jesteś? - zapytałam, przybierając jak najgroźniejszą minę. To mi raczej nie wyszło, bo on się zaśmiał i powiedział:
- Nie martw się, nie zrobię ci krzywdy. Jestem Danny - uśmiechnął się do mnie szelmowsko.
- Witaj, jestem Yoko - odpowiedziałam dalej nieufnie. Nagle Danny ujął moją dłoń i pocałował ją delikatnie.
- Miło mi cię poznać - ukłonił się lekko. Czułam, że się rumienię. Niespodziewanie usłyszałam stłumiony chichot.
- Ahri, jesteś tu? - odwróciłam się w kierunku, z którego dobiegał śmiech. Nikt tam nie stał.
- Jest tutaj ktoś jeszcze? - spytał Danny.
- Ja jestem - usłyszałam głos Ahri z innego miejsca.
- Nie wygłupiaj się! - przestrzegłam ją. Zaczynałam się coraz bardziej denerwować. I rumienić. W końcu chłopak cały czas przede mną stał. Nagle wydawało mi się, że coś błysnęło w jednym z pomieszczeń, a po chwili wyszła z niego Ahri.
- Hej, Danny - powiedziała trochę nieśmiało.
- Cześć - odparł, uśmiechając się swoim zniewalającym uśmiechem. - Ty zapewne jesteś Ahri.
- Tak, to ja... - uśmiechnęła się również uroczo. Stałam zaczerwieniona pomiędzy nimi i nie wiedziałam co powiedzieć. Po chwili znów przypomniałam sobie, że nadal nie wiem zbyt dużo o chłopaku.
- Jak nas znalazłeś? - spytałam.
- Ach, to było proste - odparł, a my stałyśmy zaskoczone. Jaskinia była bardzo dobrze ukryta. - Mówiłyście tak głośno, że nie dało się was nie słyszeć.
Popatrzyłyśmy się na siebie. Musiał mieć bardzo dobry słuch, bo nie mówiłyśmy głośno. Chyba...
- Mieszkacie tu? - zapytał nagle. Ahri skinęła głową i już otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale zdążyłam ją wyprzedzić, by nie powiedziała nic głupiego:
- Wybacz nam, Danny, ale muszę koniecznie pomówić z Ahri - uśmiechnęłam się przepraszająco, po czym zaciągnęłam dziewczynę kilka metrów od chłopaka.
- Co zrobimy z Danny'm? - spytałam cicho.
- Nieładnie byłoby, gdybyśmy go wyrzuciły - szepnęła czarnowłosa. - Przede wszystkim musimy o nim więcej wiedzieć. On jest tylko jeden a nas dwójka, więc nic nam nie zrobi.
- Masz rację - byłam zadowolona z tego, że moja przyjaciółka tak mądrze mówi.Wreszcie skończyłyśmy i podeszłyśmy do niego z uśmiechem na twarzy.
- A ty się zgubiłeś? - zaczęłam powoli.
- Szczerze mowiąc to nie... - odparł Danny.
- To jak się tu znalazłeś?- zapytała zaciekawiona Ahri. Opowiedział nam, jak odszedł z domu, a my byłyśmy zdziwione. Ja nigdy bym nie odeszła z domu, chyba żebym musiała.
- A chciałbyś tu zamieszkać? - spytałam, a Ahri spojrzała na mnie piorunującym wzrokiem. Może i umawiałyśmy się, by nie zrobić czegoś głupiego, ale chłopak był tak zaskakująco miły i fajny, że nie wyobrażałam sobie kolejnych dni bez niego.
- Hmm... No gdybym mógł, to pewnie bym tu został - uśmiechnął się do nas niepewnie, ale według mnie każdy jego uśmiech był powalający. Stałam zamyślona, co by tu odpowiedzieć, ale na szczęście wyprzedziła mnie Ahri:
- To zobaczymy dopiero, gdy przyjdzie Aulida, nasza alfa.
- A w tym czasie może opowiesz jeszcze coś o sobie? - wtrąciłam szybko. Chciałam, jak najwięcej uszłyszeć o Danny'm.
- No mogę... - i zaczął nam opowiadać. Później po kolei opowiadałyśmy o sobie, kompletnie zapominając o możliwym niebezpieczeństwie. W końcu mogło okazać się, że chłopak to kłamca i chcę nas po prostu udobruchać. Jednak postanowiłam przetrzymać go tu, aż do powrotu Aulidy, od której zależało czy Danny będzie członkiem naszej watahy, czy też nie. Po około pół godzinie nieustannej rozmowy nasza przywódczynia wróciła i musiała podjąć decyzję. Właśnie z takiego powodu, nigdy nie chciałam zostać alfą...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz