Ten dzień był pełen bieganiny, chaosu i ogólnej organizacji. Odbyło się "zebranie" alf które polegało głównie na jedzeniu, opowieściach o przeszłości i śmiechu. Potem z Issis wybrałyśmy się na polowanie, gdzie trochę bliżej się poznałyśmy. Wszystkie watahy mają już członków, tylko nie moja... rozumiem, mrok jest może mniej popularny od światła czy wody, ale to trwa już zbyt długo. Muszę wziąć sprawy w swoje ręce. Wpadłam do jaskini i z głuchym stęknięciem opadłam na moje skromne łóżko stojące we wnęce skalnej. Leżałam twarzą w poduszce dłuższą chwilę, ale niestety po jakimś czasie zabrakło mi powietrza... ostatnio bardzo niepokoi mnie duży przyrost goblinów na moim terenie. Całe noce jęczą w tych swoich chorych obrzędach, ku czci Onlachowi. Wyją, bębnią, łomoczą, tupią drą się jak opętane. Nie jestem pewna, ale chyba na coś się szykują. Jestem na tym terenie niespełna kilka dni, a już sprowadziłam na siebie hordę goblinów. Co noc, coraz bardziej zbliżają się do cmentarza nieumarłych. Jak obudzą śpiące królewny, to już w ogóle będzie super. Muszę znaleźć kogoś do pomocy zanim te gluty zrobią coś głupiego. Wczoraj poznałam bardzo osobliwą rusałkę... obiecała informować mnie o wszelkich kłopotach. Nazywa się Sarah a co najdziwniejsze- nie chciała mnie zjeść, tylko mi pomóc, a to do rusałek jak najbardziej niepodobne... tak zagłębiłam się w swoich myślach, że nie zauważyłam jak do jaskini wszedł Akatsuki. Stał nad mną odsłaniając swe nieprzyzwoicie białe zęby..
-Eh.. czego chcesz?
-To już nie można tak po prostu kogoś odwiedzić? -zapytał urażonym głosem, ale z wiecznie nie zmąconym dobrym humorem... już nie wspomnę, że bardzo irytującym.
-Pukanie nie boli.-wspomniałam, a kąciki moich ust lekko drgnęły.
-Mhhh... bo byś coś usłyszała... żeby sie do ciebie dostać trzeba pokonać labirynt..
-Wolę zachować ostrożność. - wstałam podchodząc do półki <skalnej..> z herbatą zapakowaną w schludne pudełka. - herbaty?
- Nie.. dzięki, muszę lecieć, mam nowych członków w watasze i muszę ich zapoznać z terenem... do zobaczenia- uśmiechnął się uroczo wychodząc... pokręciłam głową i zamoczyłam dłonie w strumyku przecinającym moją twierdzę i przetarłam twarz. Usiadłam na brzegu łózka, a na kolana wskoczył mi Syriusz. Kociak przytulił się do mnie i zamkną oczy... w tedy w drzwiach pojawiła się Issis.
-Co on u ciebie robił? - Zapytała wskazując kciukiem początek labiryntu.
-Chyba założę blokadę na wejście... nie możecie uprzedzać?...
-Ooo.. herbata...- Issis chwyciła za kubek i zrobiła łyk naparu.-Mało słodka.
-Bo to zioła na uspokojenie...cukier spowodowałby odwrotne działanie...-przerwałam. Is zdążyła już posłodzić herbatę kilkoma łyżkami cukru..
-Coś nie tak?- Zawahała się przykładając kubek do ust.
-Nie, nic. Nie przeszkadzaj sobie...-pokiwałam głową. Po chwili ciszy zdecydowałam : słuchaj, musimy zabezpieczyć cmentarz nieumarłych...
Issis ze zdziwieniem zmrużyła oczy.
-Gobliny?
-Mhhh...
-Słychać je nawet w moim lodowcu! Indra tak się wścieka, że jeszcze kilka nocy i zwariuję...- westchnęła i wstała zatrzymując się przy wyjściu.- Idziesz??
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz