W nocy obudziły mnie potworne hasały. Z każdą nocą narastają i stają się coraz częstsze. Spojrzałam na bok widząc chodzącego w kółko tygrysa. Widać i jej mocno dawały się we znaki. Biedne kocisko. Chodząc warczała i prychała chcąc jakby pokonać niewidzialnego wroga, niemiłosiernie się przy tym tłukąc. Ofiarą jej szału padł już mój ulubiony misternie zdobiony wazonik, którego odłamki leżały od paru godzin na podłodze. Spojrzałam jeszcze raz na tygrysa i słysząc bicie bębnów połączone z jękami i okrzykami wojennymi, od niechcenia machnęłam ręką, sprawiając, że tygrys padł. Wsadziłam głowę pod poduszkę i wydałam z siebie stłumiony krzyk. Owszem nie potrzebuję zbyt dużo snu, odrobina wystarczy, chociażby odrobina, jednak wygląda na to że sobie nie pośpię. Nie jestem w stanie opisać mojego delikatnie ujmując zaawansowanego stanu irytacji, w którym się obecnie znajdowałam. Godząc się z wizją kolejnej bezsennej nocy próbowałam uporządkować myśli. W ciągu ostatnich dni wiele się zmieniło. Jakoś nie docierało do mnie, że będę musiała się dzielić z innymi moimi dawnymi terenami. To że mieszkałam w lodowcu nie znaczy, że nie jestem związana z resztą terenu. Wręcz przeciwnie, więcej wiąże mnie z resztą WNK, niż z tym lodowcem. Kiedyś żyła tu wspaniała wataha, wilki różnych żywiołów, najbardziej wpływowe rody rody. Potężni władcy, niezrozumiała i nieuchwytna dla zwykłego śmiertelnika wiedza spisana w opasłych tomiszczach ksiąg ukrywanych w najgłębszych i najbardziej niedostępnych miejscach tych terenów. Zapieczętowana wiedza przeciętnego maga czy chociażby kapłana lub uzdrowiciela mogłaby po prostu zabić. Nie bez powodu chowano ją w przesiąkniętych magią podziemnych bibliotekach. Te tereny skrywają naprawdę dużo tajemnic, chociażby skomplikowany system korytarzy sięgający każdego skrawka terenu naszych ziem i wkraczający daleko poza ich granice. W głębi ducha miałam nadzieję, że upłynie sporo czasu zanim moi nowi towarzysze odkryją chociażby namiastkę cennych sekretów. Przynajmniej wystarczająco tyle, żebym mogła im zaufać. Z gracją wyskoczyłam z łóżka i podeszłam do jednej z ścian, starannie wypolerowanej gładkiej jak szkło lodowej powłoki służącej mi za lustro. Przypatrywałam się swojemu odbiciu ciągle widząc tę samą pustkę w oczach, której od tylu lat wciąż nie mogę wypełnić. Poczułam lekkie ukucie w podeszwie stopy. Zrobiłam nieznaczny krok do tyłu i podniosłam szklany odłamek wazonu. Jeszcze raz spojrzałam w lustro i bez zastanowienia przecięłam szkłem wewnętrzną część dłoni. Poczułam narastający ból i zobaczyłam wypływającą z rany błękitną ciecz. Westchnęłam i zdałam sobie sprawę, jak bardzo pragnę, aby w najbliższym czasie nie stoczyć zadniej bitwy u boku towarzyszy. Wyszeptałam krótką frazę, oczy zaszły mi na chwilę delikatnie świecącą mgiełką, a krew jakby instynktownie popłynęła prosto do zwierciadła. Przeszła przez taflę polerowanego lodu i zaczęła rozpływać się niczym w wodzie. Tworzyła piękne skomplikowane wzory, zanim wpłynęło jej wystarczająco dużo, żeby mógł wyłonić się z niej obraz, który tak bardzo chciałam zobaczyć. Wielka osada, rozwinięta cywilizacja, miasta pełne wilków, czasy w których ludzie i wilki byli największymi sprzymierzeńcami. Niedawno powstała rasa, pozwalająca połączyć atuty dwóch pozostałych rozwija się i ukazuje że jesteśmy dobrym połączeniem. Szczeniaki i dzieci beztrosko się bawią, alchemicy i magowie pracują nad swoimi największymi, kiedy nagle słychać wielki wybuch. Cała kraina w mgnieniu oka staje w niemożliwym do ugaszenia ogniu, pochłaniającym jedynie to co czuje. Wszędzie słychać szyderczy śmiech Ismeny, Pallasa oraz innych potępionych. Z lasu graniczącego z Ziemiami Zakazanymi wybiegają dwie, stosunkowo młode w porównaniu z nieśmiertelną resztą, przerażone wadery. Widząc makabryczny widok, cierpienie i złość malują się w ich oczach. Wyraźnie wyczuwalna od nich aura mrozu pozwala Ismenie zrozumieć jak wielki błąd popełniła. Przecież da dni temu sama namówiła je na wyprawę przez Ziemie Zakazane, skazując je na pewną śmierć, a teraz stoją przed nią rządne zemsty i jej krwi. Tym razem przecież miało się udać, nikt miał jej nie przeszkodzić podstęp był doskonale zaplanowany! A jednak... Bez wahania rusza aby je unicestwić. Reszta potępionych już plądruje krainę. Nagle zewsząd rozlega się przerażający jęk. Uważny obserwator zauważyłby delikatny błysk w oku jednej z wader i jej delikatnie poruszające się wargi. Szeptała zaklęcie. Potężne zaklęcie pozwalające na zawsze powstrzymać potępionych. Jeszcze nie wiedziała z jak potężnymi siłami zadarła i jaką poważną klątwę na siebie ściągnęła. Niebawem będzie się miała okazję o tym przekonać. Potępieni zaczęli jakby zapadać się w sobie, ich ciała gniły i niszczały w błyskawicznym tempie. Wątłe ciała zbliżone wyglądem do zombie pochłonęła ziemia. Nad miejscami, gdzie jeszcze niedawno było widać rozpaczliwie wymachujące ręce wyrosły mogiły, ze znakiem sugerującym, aby się nie zbliżać. Stworzenia nazwano nieumarłymi, a miejsce Cmentarzem Nieumarłych. Chociaż spoczywają głęboko pod ziemią, wiem, że w każdej chwili są gotowi aby się wybudzić. Margo też wie. A jak na razie widać, nic większego nie robi, aby powstrzymać gobliny nieuchronnie zbliżające się do cmentarza. Co prawda wieczorem obłożyłyśmy miejsce zaklęciem, ale najwidoczniej już się przebiły przez jego bariery. Spojrzałam jeszcze raz w lustro przyglądając się spanikowanym waderom i padłam z wyczerpania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz