środa, 20 listopada 2013

(Wataha Burzy) od Akatsuki 'ego

Oprowadziłem pokrótce Anabellę i Wawerly, a następnie udałem się na spotkanie Alf, na które jakimś dziwnym zrządzeniem losu przyszedłem "spóźniony", jeśli można to tak określić, ponieważ nie była ustalona konkretna godzina. Wszyscy już tam byli i zdążyli już ze sobą pogawędzić. Mówili o swojej przeszłości i muszę przyznać, iż niektórzy mieli bardzo ciekawą, jednak... Gdy ktoś mnie zapytał o moją (dosyć łatwo wkręciłem się do rozmów - wrodzona gadatliwość) przeszłość wyjątkowo milkłem, a po chwili kwitowałem z machnięciem ręki słowami "Nieważne, długa historia", "Pewnie, byś się zanudziła słuchając tego", "Może opowiesz coś o sobie, bo o mnie nie ma zbyt dużo do mówienia" i różne podobne teksty. Muszę, jednak przyznać, że to jest kłamstwo, ale z drugiej strony... Nie widziałem powodu, by im ją opowiadać. Nie znam jeszcze tych osób, więc oni nie muszą wiedzieć o mnie wszystkiego. Może kiedyś... Może w przyszłości im opowiem, pod warunkiem, iż zajdzie taka potrzeba.
Wkrótce potem wróciłem do watahy i zajrzałem wgłąb jaskini. Była fajnie urządzona, wydawało się, że jest tam wielki korytarz wokół którego są wyrzeźbione większe, bądź mniejsze groty, niczym pokoje. Od razu bez wahania poszedłem na sam koniec tego podłużnego tunelu i odnalazłem wejście do ciemnej groty. Było ciemno, ale ciemność nie była dla mnie zbyt dużym problemem, przecież wilcze oczy są przystosowane do widzenia w niej, jednak wbrew temu wyciągnąłem rękę z której błysnęło kilka iskier, które wystarczyły, by oświetlić pomieszczenie.
Były w nim zatęchłe meble i książki. Dużo książek. Małe, schludne posłanie w kącie przesłonione czymś w rodzaju czerwonej zasłonie, która przypominała pajęczą sieć. Oprócz tego stało kilka skrzynek o niezidentyfikowanej zawartości i małe biureczko z dwoma prostymi krzesłami i stara komoda wypełniona ubraniami.
Ktoś tu dawniej mieszkał... - stwierdziłem. - Ale sądząc po warstwie kurzu i jakości tych mebli było to BARDZO dawno temu. Będzie je trzeba w przyszłości wymienić, bo nie mam zaufania do tych staroci.
Kątem oka zauważyłem jedno miejsce... Nie wiem dlaczego akurat tam, bo światło nie docierało i nie oświetlało tego fragmentu groty. Było ciemniejsze, niż reszta. Zainteresowany podszedłem i odkryłem krótki spadzisty tunel, którego podstawę zdawały się tworzyć nierówne małe i niewygodne schodki. Nagle koło 35 schodka potknąłem się i omal nie zwichnąłem kostki. Zakląłem pod nosem, lecz niestrudzenie ruszyłem dalej. W końcu chyba gdzieś około 120-130 schodka (zgubiłem rachubę) dotarłem do kolejnego poziomu jaskiń z wielkim jeziorkiem, które dalej przeradzało się w wolno płynącą rzekę.
 - Duża wanna, chociaż nie z hydromasażem - podsumowałem z cieniem uśmiechu. Rozejrzałem się dalej. Daleko, gdzieś stała zacumowana mała łódeczka z wiosłami o pozłacanej powierzchni, a ze sklepienia jaskini zwieszały się piękne i ostre stalaktyty, czasami łączące się ze stalagmitami w stalagnaty. To miejsce wydawało się na swój sposób magiczne.
Wydostałem się z jaskini na tych schodkach, które były pełne pułapek w postaci ubytków i nierówności, a potem postawnowiłem odnaleźć Waverly, by dowiedzieć się, gdzie zamieszka.
Pomyślałem chwilę również o przejrzeniu zawartości innych grot i utworzeniu wspólnej biblioteki w jednej z nich, ale odłożyłem to na później.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz