piątek, 29 listopada 2013

(Wataha Eteru) od Avril

Zima-najgorsza pora roku jaka mogła nastąpić. Dla Issis taka pogoda to pewnie raj, ale dla mnie do prawie ciągłe siedzenie w pałacu. Chyba jestem jedyną osobą która ma w tej krainie pałac, choć i siostra ma nietypową jaskinie bo w lodowcu. Reszta ma jaskinie i chyba trochę im zazdroszczę. Na dworze szaleje burza śnieżna i na dwór ani rusz. Eh... No trudno. Mam nadzieje że wiosna szybko nadejdzie. A wtedy chyba wszyscy będą szczęśliwi, no może oprócz Issis bo ich jaskinia zacznie się troszkę roztapiać. Gdybym jeszcze żyła też byłoby to dla mnie utrapieniem... Jednak pałacowe wygody nie dają martwić się chwilowymi humorkami siostry. Rozkoszując się smakiem wybitnego nektaru  z ciekawości przeczesałam umysłem tereny podlegające niegdyś władzy naszego rodu (Ach to były piękne czasy...) i z ciekawością stwierdziłam, że zainteresowanie nimi wciąż wrastało. Coraz więcej ciekawych osobliwości kręciło wokół nich. Jedna nawet odważyła się podejść niebezpiecznie blisko terenów siostry... nie było to zbyt roztropne posunięcie. Natychmiast przeniosłam się do świata siostry tracąc przy tym trochę swych zwykłych właściwości, chociażby stan, w którym poruszając się nic przez ciebie nie przepływa... Ech nienawidzę tego uczucia, to tak... łaskocze... Przeniosłam się od razu do jaskini siostry i łagodnie się uśmiechając przemówiłam prosto do jej umysłu:
~Witaj siostro...
Nawet nie racząc na mnie spojrzeć bezczelnie mi przerwała wzdychając:
- Czego chcesz Avril? Nie możemy normalnie pogadać, tylko musisz się ciągle bawić w te swoje anielskie czary-mary?
 - Racja, wybacz czasami się zapominam... Przejdźmy do rzeczy, ktoś bezprawnie szwenda się po naszych terenach.
- Taaa... i pewnie chcesz żebym go sprzątnęła tak? Będzie nowa osóbka w niebie... - powiedziała szczerząc szereg białych ostrych zębów, a ja nagromadziłam w sobie wystarczająco dużo energii by zmaterializować dłoń i przypadkiem wprowadzić ją w kolizję z jej tworzą.
- Niech ci będzie, nazywaj to jak chcesz, w każdym razie ma zniknąć - powiedziałam przeniosłam się do siebie oburzona zachowaniem siostry. Gdy znowu byłam w swojej komnacie pstryknęłam palcami, a instrumenty zaczęły grać cichą relaksującą muzykę. Położyłam się na łóżku i zamknąwszy powieki trochę się zdrzemnęłam.
Ze snu wyrwało mnie przerażająco głośne pukanie. O ile pukaniem można było to nazwać. Wstałam zgorszona i ruszyłam w stronę drzwi. Otwierając ciężkie wrota zobaczyłam drobnej postury wyraźnie silną istotkę.
- Witaj. Jestem wojowniczką z krainy Wiecznych Jezior. Niedawno zostałam pokonana z decydującym starciu i odkąd przeniosłam się na ten świat wędruję w poszukiwaniu towarzystwa. Wyczułam twoją obecność tutaj i zwracam się z pytaniem, czy mogłabym do ciebie dołączyć? - jej słowa ani wyraz twarzy nie zdradzały żadnych większych uczuć, a zdania były dosyć zwięzłe i oschłe, jednak dało się wyczuć prawdziwość jej intencji.
- Ależ jasne, wejdź i rozgość się - powiedziałam z ciepłym uśmiechem - wybierz komnatę, która ci najbardziej odpowiada, zamek spełni twoje wszystkie oczekiwania i pragnienia, wystarczy że o nich pomyślisz. Ja tym czasem udam się na spoczynek.
- Dziękuję, pani - odpowiedziała delikatnie się kłaniając.
Chociaż dalej nie wkładała zbyt wiele wysiłku, aby wyrazić swoje uczucia, wiedziałam że w głębi duszy się raduje. Słyszałam kiedyś o ludzie Wiecznych Jezior. Wilki głównie wody i ziemi, wspaniali wojownicy. Jak widać, teorie że nie są zbyt wylewni się potwierdzają, mam nadzieję, ze ich niezłomny duch walki i oddanie przywódcom również jest prawdziwe. Zamknęłam drzwi za wilczycą i przeniosłam się do swojej komnaty. Delikatnie opadłam na łoże. Instrumenty znowu zaczęły grać, kiedy do pokoju wpadła Issis. Ogień gwałtownie zgasł, zamroziła instrumenty i roztrzaskała je ruchem ręki. Poczułam na sobie jej zimny oddech.
- Chce do nas dołączyć - powiedziała bez ceregieli - Mam lepszy pomysł, niż zabijanie jej. Jeśli strzygi jej nie rozszarpią, dowiedzie że jest godna posiadania tych terenów. A i przy okazji, tutaj kręci się więcej wilków niż twierdziłaś. Wszystkie takie ciepłe i rodzinne... - mówiąc to, trochę przesadziła z ironią - chcą pozakładać watahy - mówiła dalej udając idiotkę - Nie mam nic przeciwko, tylko zrób te swoje abra-kadabra i wyjaśnij im zasady, nie chciałabym żeby zbyt szybko dowiedzieli się o prawdziwej naturze tego miejsca. Zbyt długo i zbyt skutecznie ukrywałyśmy swoją przeszłość, widocznie czas się ujawnić.
Wyszczerzyła ostre zęby w szyderczym uśmiechu i zniknęła. Westchnęłam ciężko, no cóż, czas zebrać naradę i wrócić do życia w stadzie.
***

Następnego dnia obudziłam się koło południa, no pięknie. Zebranie jest na niecałą godzinę, a ja jeszcze pod kołdrą. Dlaczego muszę być aż takim śpiochem? Przebrałam się w jakieś inne ciuchy i spróbowałam rozczesać swoje kudły. Po skończonej czynności założyłam kurtkę, a zaraz po tym usiadła mi na ramieniu Nike i wyszłam na tereny pozostałych watah. Skierowałam się w stronę miejsca gdzie miało być to zebranie. 
 Jak to zebranie, bardziej opierało się na jedzeniu niż na omówieniu niektórych spraw, choć chyba te nawet ważne zostały omówione. . Wszystkie alfy były hm...nawet miłe ale Akatsuki był trochę nie znośny, ale da się przeżyć. Nawet siostra zaszczyciła nas swoją obecnością, chociaż cały czas milczała nasłuchując rozmów innych i dosyć szybko się ulotniła. Siedziałam koło Alfy Ziemi, Philera jak dobrze pamiętam. Gdy raz na niego zerknęłam zobaczyłam że patrzy się na Margo. Chyba...on...nie ważne. Pewnie okaże się po jakimś czasie. 
 Po zebraniu poszłam się przejść po lesie, zimowym lesie. Opuszczone tereny znów tętniły życiem. Przeklęte ziemie były ruchliwe i radosne jak nigdy. Zmaterializowana mogłam w pełni cieszyć się urokami zimy. W pewnej chwili usłyszałam za sobą ciche, prawie niesłyszalne kroki. Odwróciłam się gwałtownie. Niebieska wilczyca o trzech ogonach skinęła mi głową na powitanie.
- Witaj, jestem Rivenna. Szukam swojego miejsca na świecie, a kiedy wyczułam, że mieszkają tu tacy ja od razu zapragnęłam tu mieszkać.
- Wyglądasz na strudzoną podróżą. Zwą mnie Avril, jestem pierwszą panią Eteru - wypowiadając te słowa, ukazałam się jej w pełnej krasie, czyli postaci anioła - Rozgość się na naszych teren, wybierz terytorium najbardziej odpowiadające twoim wymaganiom. Czuć od ciebie aurę wody, myślę, że mogłabyś zostać alfą wszystkich wilków wody, jakiekolwiek i kiedykolwiek tutaj przybędą - powiedziałam odpowiadając jej tym samym, na pytanie,które miała zamiar zadać.
- Dziękuję, czy mogłabym wiedzieć gdzie mogę cię spotkać?
- Wezwij moje imię, a pojawię się, kiedy tylko zechcesz. - rozpłynęłam się w powietrzu, wędrując w postaci delikatnej mgiełki ku mojemu królestwu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz