Otworzyłem oczy i złapałem gwałtownie wdech. Coś się tutaj nie zgadzało.
Rozejrzałem się wokół mnie, cisza spokój, jakaś obca mi jaskinia i
wzbierająca się nad tymi terenami Burza. Nie był to krajobraz, jaki
zdarzało mi się widywać ostatnimi czasy. W ogóle nie powinno mnie tu być.
Jedyne co pamiętam to walka z bratem po tym, jak wybuchła sprzeczka.
Niemała sprzeczka, a nawet jeśli to on nie był moim bratem, a raczej był
w nim w połowie. Bratem przyrodnim i jednocześnie najbardziej
aroganckim typem spod ciemnej gwiazdy, ale co ja na niego narzekam. Sam
aniołkiem też nie jestem.
No cóż... Brak widoku jego twarzy jest raczej pozytywną odmianą. Żyć, nie umierać.
Wstałem i zmieniłem moją formę w ludzką z wilczej, a następnie uznałem, że można się trochę przejść i odkryć część tych terenów.
Mogę zgromadzić tutaj trochę wilków - rozmyślałem w myślach. - I zostać
ich przywódcą. Dlaczego nie? Od teraz jestem Wielki Akatsuki Alfa Watahy
Burzy w Chwale Błyskawic - zażartowałem w myślach.
Albo wielki przywódca niczego... Zważywszy na to, iż nikogo tutaj nie ma.
I tak wciąż bujając głową w chmurach ruszyłem, poprzez te tereny. Nie
były one codzienne. Wszędzie była burza i dodatkowo były ogromne...
Będąc niezamieszkałe. Są doskonałymi terenami dla wilków mojego żywiołu,
ale nikogo tutaj nie ma. Dziwne. Może to miejsce jest odcięte od świata
zewnętrznego?
Nagle napadł na mnie, jakiś dziwny stwór.
- Dżizas - Jęknąłem odklejając sobie to coś od twarzy. - Co to ma być?
Przyjrzałem się temu i ze zdziwieniem stwierdziłem.
- Gryzoń? - Trzymałem to za futro unikając małych i ostrych jak brzytwa pazurków. - Ma chyba wściekliznę...
Moje podejrzenia nie były bezpodstawne. ten mały diabełek sprawił, że
miałem całą podrapaną twarz. Całe szczęście, że umiem szybko się
regenerować.
Małe cudaczne "coś" uspokoiło się po kilku minutach, chyba znudziło mu
się wyrywanie z mojego uścisku i grzecznie usiadło. Ja tymczasem
ostrożnie zmniejszyłem uścisk i pozwoliłem temu się wyślizgnąć,
jednocześnie będąc gotowy, by uskoczyć, nim się znowu na mnie rzuci,
jednak zwierzątko przestało się interesować atakiem, tylko z
wyczekiwaniem na mnie spojrzało.
- Czegoś chcesz? - Zapytałem, mając dziwnego rodzaju przeczucie.
Przeszło kilka kroków przed siebie, a potem zatrzymało się i odwróciło,
jakby na mnie czekając. Jego spojrzenie mówiło: "Co się lenisz? Ruszaj
za mną, albo znowu zdemoluję ci twarz."
- Dobra, dobra. Idę, już idę - westchnąłem ciężko.
Teraz naprawdę już pobiegło przed siebie. Zerwałem się za nim do biegu,
jednocześnie zamieniając się w wilka. Przebiegliśmy około 3 kilometrów,
gdy się zatrzymało. Chyba mnie wywiodło w pole, bo tutaj nic nie było.
Nie... Chwila. W oddali majaczyła, jakaś nieznajoma mi sylwetka
wyglądająca na dziewczynę.
- Hejka! - Bezszelestnie się do niej zbiżyłem.
Przez jej twarz przemknęło zirytowanie, gdy mnie usłyszała.
- Mogę wiedzieć co tu robisz? - Spytałem zainteresowany.
- A możesz mnie zostawić w spokoju, bo i tak ci nic nie powiem? -
Odparła ostro, ale po chwili przeniosła wzrok na zwierzaka. - Weslee! -
Wykrzyknęła. - Tutaj jesteś!
- Szukałaś tego czegoś? - Spytałem.
- Nazywa się Weslee - odparła chłodno.
- Jeśli jest twoje to radzę ci to zaszczepić na wściekliznę - odparłem. - To potwór nie zwierzę.
Prychnęła z pogardą.
- To dlatego, że nie umiesz się z nią obchodzić.
- A może dlatego, że nieodpowiednią ją wychowałaś - odgryzłem się. -
Jaka właścicielka, takie i zwierzę. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
- Jaki ty elokwentny - odparła. - Ciekawe czy jesteś tak dobry w walce, jak w mieleniu swoim językiem.
- Czy wszystkie dziewczyny w tych czasach są ostre, jak stal? - Spytałem
unikając jej pazurów, gdy na chwilę zmieniła się w wilka. - Co prawda.
Lubię dziewczynki z charakterem, ale chyba są jakieś granice?
Znowu stała, przede mną, jako człowiek, ale może "stała" nie było
prawidłowym określeniem, ponieważ jednocześnie mnie atakowała, a ja
starałem się unikać wszystkich ich ciosów bez oddawania.
Starałem się... Ale jakaś cząstka mnie nie mogła tego zaakceptować, chciała walczyć.
Moja ręka sięgnęła po pochwę katany znajdującej się na moich plecach, ale zaraz cofnąłem rękę.
Przecież nie chcę walczyć z nią na śmierć i życie - zganiłem się w
myślach. - Tylko ją unieruchomić. Z drugiej strony - spojrzałem na
kolejny cios mijający moją twarz może o centymetr, jeśli nie pół. -
Jednak trzeba, by ją zaatakować.
- Uspokój się - powiedziałem. - Po co walczysz?
- Bo mnie wkurzasz - odparła prostu z mostu. - I uraziłeś moją dumę.
- Ale czy to powód, by mnie zabijać? - Niemalże wrzasnąłem, próbując zrozumieć jej nielogiczną logikę.
- Nie, wystarczy, że cię upokorzę - odpowiedziała. - Pokonam ciebie jako dziewczyna.
- Ale w ten sposób, czy nie rozumujesz, że dziewczyny są gorsze w walce?
- Zapytałem, nim zdążyłem ugryźć się w język. - Tak to troszkę z deka
bez sensu jest. Skoro chcesz mi udowodnić, że nie jesteś gorsza, a
występujesz z niby gorszej pozycji.
O trzy zdania za daleko... - Westchnąłem w myślach. - Czy nigdy nie mogę siedzieć cicho, kiedy powinienem.
Jednak ku mojemu zdziwieniu zwinnie odskoczyła ode mnie i rozluźniła
mięśnie. W to, że do walki jest gotowa, jednak nie wątpiłem, ponieważ
ruszała się bardzo szybko i w dodatku ciągle czujnie mnie obserwowała.
- Od razu lepiej - stwierdziłem. - Ja nazywam się Akatsuki, a ty?
- Waverly - odparła. - Jestem tutaj przejściowo.
- A więc bez watahy? - Spytałem i dodałem. - To może przyłączysz się do
mnie. Jesteś całkiem niezła w walce, a ja właśnie założyłem tutaj
watahę, więc dlaczego się do niej nie przyłączysz? - Zaproponowałem. - I
na razie nie radziłbym walczyć o przywództwo, bo nie mam ochoty
pozwalać sobie na utratę członków, ze względu na to, że jest nas tylko
dwójka.
- Mogę na razie się do ciebie przyłączyć - odpowiedziała.
- Dobra dziew... - Zacząłem na szczęście cicho, ale ona i tak usłyszał, jakiś szmer.
- Mówiłeś coś? - Spytała.
- Tak, powiedziałem, że to dobrze, że się przyłączasz - skłamałem
gładko, ale wkładałem większej energii w blef, ponieważ i tak mogła
usłyszeć to co powiedziałem poprzednim razem.
Siedzieliśmy chwilę w milczeniu i już chciałem się jej zapytać, jakie
chciałaby mieć stanowisko w watasze, gdy usłyszałem za sobą melodyjny
dziewczęcy głos bez cienia wrogich intencji:
- Można wiedzieć co tu robicie i kim jesteście?
Obydwoje drgnęliśmy zaskoczeni, jednak ja po chwili odwróciłem się i z uśmiechem odparłem.
- Powiedzmy, że przeprowadziłem wstępną mini-rekrutację do watahy -
wskazałem na towarzyszącą mi waderę. - Jestem Akatsuki. Pełnię funkcję
przywódcy stada, Alfy w tej nowo utworzonej watasze dla wilków
Elektryczności, a to jest... - Wskazałem na towarzyszącą mi waderę. -
Waverly i jest w niej...
- Obrońcą - weszła mi w słowo. - Bronię członków watahy.
- Ja jestem Anabella - przedstawiła się. - Mogłabym do tej watahy
przyłączyć i tak nie posiadam własnej, a miło byłoby znaleźć, jakiś
chociażby tymczasowy dom. Jestem Uzdrowicielką, więc mogę zawsze pomóc,
gdybyście byli ranni.
- Miło mi cię poznać - złapałem ją za rękę i pociągnąłem. - Chodź, skoro
dołączyłyście do mnie to muszę wam pokazać pewna miejsce.
Usłyszałem cichy syk z tyłu i po chwili Weverly mnie dogoniła i udała,
że nie zauważa, że trzymam Anabellę za rękę, ale miałem dziwne ciary na
plecach, gdy tak o niej w tej chwili pomyślałem. Raz się żyje... Może mnie nie zadźga
sztyletem, po tym, jak jej podpadnę - pomyślałem szczerze w to wątpiąc. -
Może...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz