środa, 13 listopada 2013

(Wataha Mrozu) od Issis

Siedziałam na starodawnym fotelu przykryta grubym, ciepłym kocem. Wpatrywałam się w wesoły taniec płomyków zimnego ognia, dającego wystarczająco dużo światła, by oświetlić niewielką grotę. Kominek, fotel, duuuże łoże, stoliczek i jakaś szafka. Ta-ak. Tak właśnie wyglądał mój dom. Wydrążony głęboko w lodowcu, całkowicie odcięty od wpływów zewnętrznego świata. Ostatnio mimo wspaniałej pogody prawie wcale z niego nie wychodziłam.Od kilku dni na dworze szalała burza śnieżna, wiatr przewracał drzewa, śnieg padał tak gęsto, że nikt nie mógł nic dojrzeć. Wspaniała pogoda. Staruszek musiał się nieźle wkurzyć... A jednak, pomimo niemiłosiernej nudy nie ciągnęło mnie na dwór. Bawiłam się paznokciami i rozmyślałam nad sensem istnienia, chyba powoli popadałam we wczesnowiosenną melancholię... Nagle wyczułam przed sobą duże źródło dobrej i ciepłej energii. Westchnęłam głośno.
- Czego chcesz Avril? - mruknęłam od niechcenia.
~Witaj siostro...
- Nie możemy normalnie pogadać, tylko musisz się ciągle bawić w te swoje anielskie czary-mary? - ofuknęłam ją.
- Racja, wybacz czasami się zapominam... Przejdźmy do rzeczy, ktoś bezprawnie szwenda się po naszych terenach.
- Taaa... i pewnie chcesz żebym go sprzątnęła tak? Będzie nowa osóbka w niebie... - powiedziałam z szerokim szatańskim uśmiechem, a siostra pacnęła mnie dłonią po twarzy.
- Niech ci będzie, nazywaj to jak chcesz, w każdym razie ma zniknąć - powiedziała i rozpłynęła się.
Po raz kolejny westchnęłam i podniosłam się z fotela. Mój tygrys, który do tej pory leżał u moich stóp ocierał się o moją suknię zostawiając na niej masę białej sierści.
- Psik! Indra nie wolno!
Pupil odskoczył jak oparzony i prychnął. Chciała się zamachnąć na mnie swoim łapskiem, ale szybko chwyciłam jej głowę obydwiema rękami i spojrzałam głęboko w oczy. Źrenice rozszerzyły się, a ona padła bezwładnie na ziemię. Bezczelne kocisko. Zarzuciłam na plecy długi sobolowy płaszcz i chwyciłam w biegu lampkę naftową. Otworzyłam drzwi i zatrzymałam się w progu.
- Idziesz? - rzuciłam za siebie do tygrysa, który był teraz moim jedynym towarzystwem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz