Uciekałam z lasu najszybciej jak się dało. W moich oczach lśniły łzy. Dlaczego to akurat mnie spotkało? Godzinę wcześniej miałam straszną wizję. Było tam pokazane, że wataha do której należę, zostanie napadnięta przez dziwne stwory. Wszyscy zginą podczas ratowania młodszych osobników i nikt nie zostanie przy życiu. Oprócz mnie. Opowiedziałam wizję alfie, lecz on uważał, że nic takiego się nie stanie. Dlatego poszłam do ustronnego miejsca, by tam opanować myśli. A jeżeli to prawda? Wszyscy zginą? Co będzie? Moje myśli przerwało pohukiwanie sowy. Spojrzałam na nią, a ona na mnie. W jej oczach było widać przerażenie. Po chwili uświadomiłam sobie, że sowy w dzień śpią. Coś ją musiało zbudzić. Przestraszona pobiegłam w stronę jaskini watahy. Wszyscy byli żywi, uśmiechali się. Uspokojona usiadłam na kamieniu. Nagle uświadomiłam sobie, że alfa kazał mi znaleźć jakiś krzew, z cennymi owocami. Poszłam, więc w głąb lasu. Mijały kolejne minuty, a krzewu nigdzie nie było widać. Kiedy dalej szukałam, niespodziewanie usłyszałam wycie wilków. Szybko biegłam w stronę naszej siedziby, jednak gdy do niej dotarłam, zobaczyłam straszny widok. Cała jaskinia została zdemolowana, a wokół leżały martwe wilki. Nikt z watahy nie uważał mnie za swojego przyjaciela, ale byłam szanowana. W tej chwili nie miałam ochoty dalej oglądać jaskini i moi znajomych, więc szybko wybiegłam. Zamieniłam się w wilka, by móc szybko znaleźć ślady winnych. Po chwili je zobaczyłam. Były wszędzie, jakby te stwory rozłączyły się. Pobiegłam za jednym ze śladów. Biegłam, biegłam i biegłam. Wydawało mi się, że minęły godziny. Słońce powoli zaczynało zachodzić i robiło się ciemno. Niespodziewanie poczułam zapach wilka. Ucieszyłam się, bo jest możliwość, że to ktoś z moich znajomych. Śledziłam go przez chwilę. Stąpałam najciszej, jak mogłam. Nagle zobaczyłam coś, co przykuło moją uwagę. Przechodziłam właśnie obok krzewu, którego wcześniej szukałam! Niestety, uświadomiłam sobie, że liście tego krzewu miałam zanieść uzdrowicielowi, który teraz leżał nieżywy w grocie watahy. Posmutniałam i straciłam przez to z oczu wilka. Przeszłam kilka kroków niezbyt cicho, szukając wzrokiem postaci i niespodziewanie ją znalazłam. Rozglądała się wokół, pewnie usłyszała, jak idę. Po chwili ruszyła dalej, a ja zrobiłam tak samo. Nagle zaczęła biec. Zaraz zobaczyłam o co jej chodziło. Nareszcie było widać wąski pasek światła. Przemieniłam się w człowieka i powoli zaczęłam iść w jego kierunku. Kiedy dotarłam, zobaczyłam ogromną łąkę, a na niej jakąś dziewczynę. Wyglądała pięknie. Na tle zachodzącego słońca, jej dziewięć śnieżnobiałych ogonów połyskiwało w promieniach światła. Wolno szła przed siebie. Wyszłam do przodu, by się z nią przywitać, lecz przypomniałam sobie, że jej nie znam. Szybko wycofałam się za drzewo. Dziewczyna chyba tego nie zauważyła, bo była zapatrzona w coś na ziemi. Po chwili poszła dalej. Odczekałam, aż całkowicie zniknie z pola widzenia i dopiero wtedy wyszłam z kryjówki. Zamieniłam się w wilka i szybko pobiegłam za postacią. Usłyszałam jak dziewczyna mówi coś do siebie, a po chwili wchodzi do ukrytej jaskini. Zastanawiałam się przez chwilę, czy to może nie jest grota jakiejś watahy, ale po chwili postanowiłam co zrobię.
- Raz kozie śmierć - powiedziałam i weszłam do środka. Po chwili uświadomiłam sobie, że co najmniej dwie osoby w środku jaskini są pogrążone we śnie. Postanowiłam ich nie budzić, więc kulturalnie i cichutko wyszłam z pomieszczenia. Znalazłam ukryte miejsce pod krzaczkiem, ułożyłam się wygodnie, po czym zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz