poniedziałek, 23 grudnia 2013

(Wataha Eteru) od Avril

 Po dotarciu do pałacu, padłam zmęczona na łóżko. Mój umysł pogrążył się w śnie, w którym objawiła mi się Elaine, która już nie żyła. Mówiła o przepowiedni. Że nadszedł czas aby już została wypełniona. Wtedy ujrzałam Bogów. Pierwszy raz od kilkunastu lat. Zaczęli wymawiać przepowiednie.
 Obudziłam się gwałtownie. Czułam się jakby ktoś oblał mnie na powitanie lodowatą wodą. Ujrzałam nad sobą Posłańca. Pomachał mi na pożegnanie i zniknął. Powoli podniosłam się z łoża. Odgarnęłam włosy i zaczęłam analizować sen i utożsamiać go z obecnością Posłańca. jego przybycie nie świadczyło raczej o niczym dobrym. Ubrałam się w dzienne szaty i poczęłam nerwowo kręcić się po pokoju. Nie podobało mi się to, co się właśnie szykowało. Drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadła siostra. Przez ułamek sekundy zobaczyłam przymrożoną do podłogi Jaelithe. Ale nie ona jest teraz naszym najważniejszym zmartwieniem.
- Posłaniec - zaczęłam ze spuszczonym wzrokiem - mi również wszystko wiadomo.
Zatoczyłam nerwowo jeszcze parę kółek po pokoju, aż w końcu westchnęłam i oparłam się na dłoniach o blat stołu. Spojrzałam Issis głęboko w oczy.
- Musisz ziścić przepowiednię i złamać klątwę.
- Co? Dlaczego ja?! - oburzyła się - Przecież była mowa, ze obydwie musimy ją złamać.
- Ja już swoją część wypełniłam. - powiedziałam usprawiedliwiając się.
- Powiedziała osoba, która ściągnęła klątwę.
- Odezwała się ta, która nie kiwnęła nawet palcem by ratować świat.
Ja przynajmniej po tym co TY - wypowiedziała to słowo ze zbędnym naciskiem - zrobiłaś, nie wylegiwałam się w pałacach, zamiast ciężko harować na odnowienie świata.
- Ej - zganiłam ją - przypominam ci ze jestem starsza. - może nie był to najodpowiedniejszy argument, ale jak widać podziałał
- Ja przynajmniej jestem mądrzejsza - odparła opyskliwie - Przynajmniej na tyle, żeby nie ratować zniszczonego już świata ściągając na niego niszczycielską klątwę.
'Siostra nie wkurzaj mnie' - dodałam w myśli.
- I właśnie dlatego że jesteś taka mądra, ściągniesz nam wyrocznię - powiedziałam jak do 3 letniego dziecka - Jest jedna w powietrzu. Ma bardzo wiarygodne przepowiednie. Nie musimy się też martwić,  o to, że to co zobaczy dotrze do niepowołanych uszu. Nie pamięta niczego z czasu trwania wizji. Niestety nie posiada daru panowania nad przestrzenią, jak my. Będziecie musiały przebyć trasę na piechotę. - powiedziałam przeczesując umysłem teren pod nami
- Że jak?! Siostra, przesadziłaś. Powietrze to przecież drugi kraniec krainy, w nieustannym marszu bez żadnych przeszkód wędrówka zajęłaby nam najkrócej 5 dni. Trzeba jeszcze oczywiście dodać parę dni na omijanie niebezpiecznych i przesyconych magią miejsc, aby wać pannie wyroczni nic się nie stało. Oczywiście nie możemy także pominąć Mordanu, który chociaż jest najpewniejszą drogą, to wiesz jaki jest niebezpieczny, nawet dla mnie, a co dopiero dla jakiegoś żółtodzioba? Piechotą ta wędrówka zajmie nam ponad tydzień! - wykrzyknęła.
  Westchnęłam obmyślając jak najlepszą dla sytuacji strategię podróży.
- Dostaniecie konie. Wiesz że nie lubię korzystać zapasów materii twórczej , ale z uwagi na powagę sprawy stworzę z niej dla was dwa konie. Przybędą do was pierwszego dnia wędrówki. Najszybciej będzie, jeśli przebędziecie Zachodnią Równinę, a potem po wspięciu się na Górę Żywiołów, powędrujecie wysokimi szlakami Mordanu aż do lodowca.
- Jedyne słuszne słowa wypowiedziane przez ciebie tego dnia - wywarczała
- Udam, że nie słyszałam. A więc tak. Jak tylko konie do was dotrą wydrzecie galopem na południowy-wschód. Konie się nie męczą, więc powinnyście szybko dotrzeć do Zachodniej Równiny. Jako że leży na terenach mroku, skontaktuję się jeszcze dziś z Margo. Margaret nazywa Zachodnią Równinę Servią, myślę, że nie powinnaś mieć większych kłopotów z przebyciem jej, zwłaszcza, że w przeszłości często na niej bywałaś. Ale ze względu na grzeczność, poproszę Margo o pomoc w przeprawieniu się przez równinę, a dodatkowa eskorta dla wyroczni na pewno się przyda. Po Servii pożegnacie się z alfą mroku i ruszycie jak najszybciej w kierunku Góry Żywiołów. Od jej szczytu biegnie stary trakt, nie wiem, czy go pamiętasz, ale powinny się zachować resztki bitej drogi prosto w serce Mordanu. Tam zostawicie konie, opuszczą was i wrócą do mnie. Dalej ruszycie piechotą, myślę, że dalszą drogę powinnaś znać, Mordan to twoja działka. Jak dotrzecie do lodowca, daj młodej trochę czasu na zaaklimatyzowanie się. Jak będzie gotowa, wezwij mnie, abym mogła usłyszeć przepowiednię i ewentualnie pomóc w przygotowaniach. Ustalone?
- Jasne, mości pani - skłoniła się głęboko.
- Zanim wyjdziesz odmróź Jaelithe. - wysapała przez zęby.
- Niech ci będzie - przewróciła oczami. - Ciao siostra.
Ukazała szereg białych strych zębów i rozpłynęła się w powietrzu. Jest chyba jedyna osobą potrafiącą doprowadzić mnie do szału. Dałam sobie chwilę na ochłonięcie po rozmowie po czym przeniosłam się do jaskini mroku, gdzie zgodnie z oczekiwaniami zastałam Margaret. Siedziała na gigantycznym fotelu z założonymi na prawie całym ciele opatrunkami i czytała książkę. W jej głowie kłębiło się sporo myśli i jeszcze więcej uczuć i chodź nie chciałam żadnej z nich słyszeć  to i tak wszystkie natarczywie pchały mi się do głowy.
~ Głośno myślisz - przekazałam bez użycia słów, jak to zwykle czynimy.
Zaniepokojona obejrzała się po pokoju w końcu natrafiając wzrokiem na mnie.
~ Nie bój się - uniosłam delikatnie rękę, by ją uspokoić i uśmiechnęłam się ciepło - Wybacz, że niepokoję cię w takiej chwili, ale mam naprawdę ważną sprawę niecierpiącą zwłoki.
- Wybacz, ale czy mogłybyśmy rozmawiać za pomocą słów? To niezbyt przyjemne uczucie kiedy rozbrzmiewają bezpośrednio w twojej głowie i nie możesz zlokalizować ich źródła, chociaż rozmówca stoi przed tobą.
Zaśmiałam się perliście.
- Jak wolisz Margaret.
- Mów mi Margo.
- Jak wolisz Morgo.
- Jaka sprawa cię do mnie sprowadza? - zapytała pokazała gestem abym usiadła. Zaprzeczyłam głową.
- Postoję. Zacznę od początku, jednak nie dane ci jest poznać więcej szczegółów niż te, które ograniczają się do twojej roli. Z pewnych przyczyn musimy sprowadzić wyrocznię z terenów powietrza, do lodowca w Mordanie na terenach mrozu. Nie posiada ona daru panowania nad przestrzenią, więc musi przebyć całą trasę poruszając się o własnych siłach. Jako, że te tereny jeszcze nie są do końca bezpieczne, na naszej trasie znalazła się Zachodnia Równina, bądź jak ty ją nazywasz Servia.
- Czyli mam przeprowadzić was przez Servię?
Pokiwałam głową.
- Blisko, jednak nie będę uczestniczyła w tej wyprawie, zamiast mnie wyruszy moja siostra Issis. Twoim zadaniem będzie nie tyle, co przeprowadzenie ich przez Servię, co chronienie wyroczni, gdyż Issis bardzo dobrze zna równinę.
- Zdajecie sobie sprawę jak trudne będzie to zadanie?
- Owszem, jesteśmy świadomi niebezpieczeństwa.
Pokręciła głową.
- Przecież to czyste szaleństwo! Jeszcze nikomu nie udało się przebyć Servii.
- Będziesz miała okazję zostania pierwszą osobą, która tego dokonała. Naprawdę, nalegam abyś rozważyła moją prośbę.
Westchnęła i znieruchomiała na chwilę w zamyśleniu. W jej głowie zaczęło się naraz pojawiać jeszcze więcej myśli, tak, że w końcu z trudem je odpychałam.
- Dobrze więc - odrzekła poważnie - Kiedy to ma nastąpić?
- Dosiądź konia i wypatruj ich za 3 dni przy północno-zachodniej granicy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz