Od dawna błąkałam się po nieznanych lasach... Szukałam watahy dobrej dla mnie. Nie chciałam zakładać swojej, bo nie jestem dobrym wodzem.
Znalazłam las w którym odczuwałam innych sprzymierzeńców. Nagle poczułam,
że ktoś mnie obserwacje. Moja intuicja nigdy nie zawodzi,
rzeczywiście jakieś spojrzenie wędrowało w moją stronę. Odwróciwszy się
zobaczyłam dziewczynie. Odczułam od niej jakąś energię. Dziewczyna
patrzyła się na mnie jeszcze jakąś chwilę i w końcu orzekła:
-Kim jesteś?
-Jestem Kamilla.- Odpowiedziałam i spojrzałam jej głęboko w oczy. Widać było, że w tej dziewczynie płynie krew wilka.
-Co tu robisz? -Dziewczyna zapytała tak samo mrocznie, jak zadała
poprzednie pytanie.
-A ty kim jesteś? Nie wiem czy ci mogę ufać...
- Jestem Margo i chodzę po okolicy szukając członków do mojej watahy. Chyba mogę ci zaufać, od ciebie wręcz bije wilcza aura.
-Ja szukam odpowiedniej i mam wrażenie, że ją znalazłam.-
Odparłam bez namysłu. Opłacało bo Margo od razu przyjęła mnie do
watahy. Zrobiła to, zapewne też bez namysłu, ale widać, że była z
siebie zadowolona.
Margo zaprowadziła mnie do jaskini w której mieliśmy razem zamieszkać,
przynajmniej na chwilę dopóki nie znajdę sobie swojej. Jaskinia miała tyle
zabezpieczeń, że z ledwością udało mi się je wszystkie zapamiętać. W
jaskini dowiedziałam się, że w watasze nie ma więcej członków niż nasza
dwójka i jej Syriusz.
Mijały tygodnie. Z Margo
bardzo się zaprzyjaźniłyśmy i ona bardzo chętnie opowiadała mi, o
wszystkim co dzieje się dookoła. Największe zainteresowanie sprawiła dla
mnie opowieść o cmentarzu. Nie, żebym się bała lecz się obawiałam co na
tym cmentarzu mogło się zdarzyć albo może się zdarzyć.
Zasnęłam w jaskini opanowana tymi opowieściami, usłyszałam tylko jak
Margo wyszła. Gdy rano się zbudziłam Margo nie było. Poszłam
do lasu porozglądać się po okolicy. Gdy stanęłam na skraju lasu
zobaczyłam Margaret lecącą w rozerwanej bluzce nad lasem na ogromnym
sokole. Nie było to dziwne, gdyż zapewne leciała na syriuszu.
Przemieniłam się w wilka i pobiegłam czym prędzej do jaskini. Syriusz
właśnie tam nadleciał. Zobaczyłam zmęczoną i całą zakrwawioną Margo.
Podbiegłam do niej i... zobaczyłam to. Na jej piersi widniał znak
japońskiego bożka śmierci. Nie wiedziałam jak się zachować, nigdy nie
miała do czynienia z kimś kto został oznaczony tym symbolem... Pierwszy
odruch jaki wpadł mi do głowy to było zabranie mojej przyjaciółki do
jaskini gdzie będzie bezpieczna. Wzięłam ją więc pod ramię i poszłam z
nią do jaskini. Za nami popełzał Syriusz, który zamienił się w węża.
Położyłam Margo na łóżku i zaczęłam oglądać jej rany. Nie odezwałam się
do niej ani słowem gdyż w takim stanie w jakim ją zobaczyłam uważałam to
za zbyteczne. Nie umiałam uleczać tak jak Margo więc postanowiłam
wreszcie coś powiedzieć, ale nagle zamarłam. Zobaczyłam za sobą przystojnego
chłopaka. Bałam się kto to może być gdyż nie znam okolicy. Zaczęłam mówić:
-Kim jesteś i co tu robisz?
-Jestem Syriusz przepraszam, że Cię wystraszyłem ale odkąd obroniłem
Margaret potrafię się zmienić w człowieka.
-Syriusz!!! To naprawdę ty!!! W życiu bym cię nie poznałam i w życiu bym
nie przypuszczała, że potrafisz...
Ja też nie wiedziałem, ale się udało.
-Gdzie byliście i czemu Margo ma znak no wiesz... ten na piersi?
-Ona ci wszystko powie tylko nie teraz bo widzisz w jakim ona jest
stanie. Dajmy jej trochę spokoju, znam Margo jak dojdzie do siebie to
się sama uleczy teraz musisz jej dać trochę samotności.
- Dobra, to pójdę się rozejrzeć po okolicy. - Wyszłam z jaskini... przede mną pojawił się chłopak. To był Philer...
-Ehh... czego tu szukasz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz