piątek, 20 grudnia 2013

( Wataha Powietrza) Od Danny'iego


Wzruszyłem tylko ramionami i poszedłem zobaczyć, czy jest już Ahri albo Aulida. Nikogo jednak nie zastałem. Zwróciłem się, więc do swojego pokoju, by tam usiąść i pomyśleć. Gdy tam dotarłem, ten zapach nie dawał mi spokoju. "Trzeba wywietrzyć całą jaskinie" pomyślałem zatykając nos. Szkoda tylko, że w grocie nie ma okien... Poszedłem do kuchni, w której o dziwo najmniej cuchnęło. Posprzątałem rozbity dzbanek i starłem wodę z podłogi. Gdy było już w miarę czysto, usiadłem na jednym z krzeseł. A co z Ahri? Nie wróciła jeszcze do jaskini, więc może coś się jej stało? Postanowiłem wrócić do lasu, by jeszcze raz zobaczyć czy jej nie ma. Kiedy byłem już w korytarzu, coś mnie nagle złapało za rękę i zasłoniło usta. Przewróciłem oczami. "Znowu Yoko?"
- To nie Yoko, skarbie - usłyszałem za sobą przenikliwy, wysoki głosik, jednak należący do mężczyzny. Chciałem się odwrócić, lecz silne ramiona trzymały moje.
- A teraz pójdziesz ze mną. Pierwszy z naszych poległ, więc przyszedłem go pomścić - czyżby chodziło mu o tego co był tu wcześniej? Wszystko było możliwe...
- Pójdziesz po dobroci, czy mam użyć mniej przyjemnych środków? - "użyj mniej przyjemnych środków" pomyślałem i przewróciłem oczami. 
- Jak chcesz... - powiedział. "Czytanie w myślach... On to potrafi" doszedłem do wniosku.
- Nareszcie się skapnąłeś.
- Możesz przestać mi czytać w myślach? To niezbyt miłe uczucie...
- Oczywiście, że nie przestanę - mimo, że stałem tyłem do kogoś kto mnie trzymał, to wyobrażałem sobie jego szeroki uśmiech.
- Widzę, że martwisz się o swoją koleżankę z drużyny? Ahri czy jakoś tak?
- Tak...
- To się nie martw. Jest już w jednej z naszych cel w podziemnej siedzibie.
- Ale mnie pocieszyłeś - prychnąłem. - Pewnie teraz i mnie tam zabierzesz?
- Zgadłeś, ale teraz tak jak wybrałeś, użyje mniej przyjemnych środków...
- Czekaj, ja tego nie wybrałem! - zawołałem, jednak było już za późno. Po raz drugi w tym dniu (a właściwie w nocy) poczułem się słabo, a po chwili upadłem, zasypiając.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz