poniedziałek, 30 grudnia 2013

(Wataha Wody) od Rivenny

Następnego dnia po rozmowie z Issis znów taplałam się w wyczarowanej ciepłej wodzie. Leżałam sobie swobodnie na gejzerze, ciesząc się dotykiem wody. Obserwowałam z zainteresowaniem, jak każda spływająca po mnie kropla ukazuje idealne białe futro, a gdy już spłynie – futro z powrotem zmieniało się w niebieskie. Wylegiwałam się jeszcze chwilę, gdy kogoś zobaczyłam. Postanowiłam tam podejść. Osoba mnie nie zauważyła, lecz kiedy podeszłam bliżej, nagle się odwróciła. Zobaczyłam piękną panią w bieli. Skinęłam jej głową, by ją powitać i zaczęłam rozmowę.
 - Witaj, jestem Rivenne. Szukam swojego miejsca na świecie, a kiedy wyczułam, że mieszkają tu tacy jak ja, od razu zapragnęłam tu mieszkać.
 - Wyglądasz na strudzoną podróżą. Zwą mnie Avril, jestem pierwszą panią Eteru – mówiąc to, przemieniła się w skrzydlatą istotę. Odgadłam, że to anioł. - Rozgość się na naszych terenach, wybierz terytorium najbardziej odpowiadające twoim wymaganiom. Czuć od ciebie aurę wody, myślę, że mogłabyś zostać alfą wszystkich wilków wody, jakiekolwiek i kiedykolwiek tutaj przybędą – powiedziała, jednocześnie odpowiadając na moje niewypowiedziane pytanie.
Bardzo się ucieszyłam wiedząc, że będę mogła wreszcie zająć jakiś teren wraz z innymi wilkami wody.
- Dziękuję, czy mogłabym wiedzieć, gdzie mogę cię spotkać?
- Wezwij moje imię, a pojawię się, kiedy tylko zechcesz. – W tym momencie Avril dosłownie rozpłynęła się w powietrzu i na jej miejscu migotała jeszcze przez chwilę delikatna mgiełka, po czym zniknęła. Trochę się przestraszyłam, myśląc, że pojawią się tamte zjawy, jednak nic takiego się nie wydarzyło. Wzruszyłam ramionami i poszłam na miejsce, które odtąd miało być moim domem. 

 Kilka dni później zdążyłam już poznać swoje podwodne królestwo, które niedawno zamieszkałam. Zauważyłam, że jest ono okryte jakby niewidzialną kopułą, w której znajdowała się duża ilość powietrza do oddychania, choć nadal można było tu pływać – pozwalało to na zapraszanie gości z lądu. Czułam się tu jak najlepiej, jednak czegoś mi jeszcze brakowało – towarzystwa. Aby nie czuć się samotna, wezwałam Latissę. Biały smok od razu się wynurzył z mojego medalionu. Ścigałyśmy się po całym królestwie, kiedy nasz spokój zmąciła moja towarzyszka. Wpatrywała się nieruchomo w jeden punkt ponad moją głową, choć po odwróceniu się nic nie zobaczyłam. Musiało minąć kilka sekund, zanim zorientowałam się, że ona coś widzi. Przecież miała tutaj o wiele lepszy wzrok niż ja. Spojrzałam ponownie na zwierzaka – napięła wszystkie mięśnie, gotowa w każdym momencie do ataku. Zrobiłam to samo. Po chwili spostrzegłam, co ją tak zainteresowało. Widziałam już kiedyś te stwory i byłam pewna, że to strzygi. Powoli nadpływały do nas, śmiejąc się przeraźliwie. Skoncentrowałam w łapce całą lodowatą, tnącą jak stal wodę, na jaką było mnie stać i czekałam na dogodny moment do ataku. Ku naszemu zdziwieniu potwory zatrzymały się w połowie drogi, jakby coś je blokowało. Zrozumiałam, że to nasza powietrzna kopuła nie pozwala im dobrnąć dostatecznie blisko. Mogłabym je tam zostawić i żyć spokojnie w tym małym zakątku, ale byłam pewna, że nam nie odpuszczą. A poza tym, co to za życie na tak niewielkiej przestrzeni, z jedną towarzyszką u boku i bez żadnych wilków w watasze? Postanowiłam jak najlepiej wykorzystać magiczną wodę nadal pieniącą się przy mnie i wyszłam poza pole ochronne, błyskawicznie miotając lodowatą substancją w niechcianych gości. Potwory bezskutecznie próbowały nas rozszarpać, najwyraźniej nie były przystosowane do zdobywania ofiar w grupie i to pod wodą. Walka była krótka, choć wyczerpująca. Moja smoczyca zdecydowała się pożreć parę strzyg. Chyba jej smakowały. Załatwiłyśmy niemal wszystkie, tylko kilka zdołało uciec. Wiedziałam, że nie poddadzą się tak łatwo i wrócą tu. Ale wtedy już będziemy przygotowane. Z nieprzyjemnym uśmieszkiem wróciłam do swojego zamku, a Latissa została na straży.
W nocy obudził mnie ryk Lat. To był ostrzegawczy okrzyk. Pełna niepokoju natychmiast popędziłam na miejsce, w którym smoczyca miała stać i pilnować. Zamiast niej ujrzałam tylko stworzenie podobne do kolczatki, ale w kształcie smoka. Czułam, że nie powinno go tu być. Niedaleko, na dnie zauważyłam też podwodny wulkan, gotowy w każdej chwili wybuchnąć. Nieufnie dotknęłam kolca na czole stwora i poczułam, jak moim ciałem wstrząsa dreszcz. Nie mogłam nic zrobić, nie miałam nad sobą kontroli. Wyraźnie czułam każdą upływającą sekundę. Nie wiedziałam, co się dzieje. W dalszym ciągu koniuszek mojego pazura tkwił na jednym z kolców stworzenia. Jakby w zwolnionym tempie ujrzałam przerażoną Latissę, która zaraz potem gdzieś zniknęła. A ja… Czemu nie mogłam się ruszyć? I dla czego przez moje ciało nadal przechodziły dreszcze? Pomyślałam chwilę, spojrzałam na moje futro i… zrozumiałam. Całe zjeżone i z pojawiającymi się co chwila błyskami mogło wskazywać tylko na jedną odpowiedź: właśnie poraził mnie magiczny prąd! W tej sekundzie zrozumienia przyszedł też ból, jakby wbijało się we mnie tysiące cienkich ostrzy. Będę musiała spytać się, czy to nie jest sprawka watahy elektryczności. Czas tym razem zdawał się przyspieszyć. W mgnieniu oka nadleciała moja towarzyszka, odpychając mnie stamtąd kawałkiem czegoś gumowego. Ból tylko się nasilił, choć w dalszym ciągu nie odzyskałam panowania nad sobą i spadałam bezwładnie na dno. Jak przez mgłę widziałam, że coś zdążyło złapać mnie przed upadkiem do krateru wulkanu i…
Ciemność.
Widzę ciemność.
Czy te kilka par oczu wpatrujących się we mnie to tylko złudzenie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz