Następnego dnia po rozmowie z
Issis znów taplałam się w wyczarowanej ciepłej wodzie. Leżałam sobie
swobodnie na gejzerze, ciesząc się dotykiem wody. Obserwowałam z
zainteresowaniem, jak każda spływająca po mnie kropla ukazuje idealne
białe futro, a gdy już spłynie – futro z powrotem zmieniało się w
niebieskie. Wylegiwałam się jeszcze chwilę, gdy kogoś zobaczyłam.
Postanowiłam tam podejść. Osoba mnie nie zauważyła, lecz kiedy podeszłam
bliżej, nagle się odwróciła. Zobaczyłam piękną panią w bieli. Skinęłam
jej głową, by ją powitać i zaczęłam rozmowę.
- Witaj, jestem Rivenne. Szukam swojego miejsca na świecie, a kiedy
wyczułam, że mieszkają tu tacy jak ja, od razu zapragnęłam tu mieszkać.
- Wyglądasz na strudzoną podróżą. Zwą mnie Avril, jestem pierwszą panią
Eteru – mówiąc to, przemieniła się w skrzydlatą istotę. Odgadłam, że to
anioł. - Rozgość się na naszych terenach, wybierz terytorium najbardziej
odpowiadające twoim wymaganiom. Czuć od ciebie aurę wody, myślę, że
mogłabyś zostać alfą wszystkich wilków wody, jakiekolwiek i kiedykolwiek
tutaj przybędą – powiedziała, jednocześnie odpowiadając na moje
niewypowiedziane pytanie.
Bardzo się ucieszyłam wiedząc, że będę mogła
wreszcie zająć jakiś teren wraz z innymi wilkami wody.
- Dziękuję, czy mogłabym wiedzieć, gdzie mogę cię spotkać?
- Wezwij moje imię, a pojawię się, kiedy tylko zechcesz. – W tym
momencie Avril dosłownie rozpłynęła się w powietrzu i na jej miejscu
migotała jeszcze przez chwilę delikatna mgiełka, po czym zniknęła.
Trochę się przestraszyłam, myśląc, że pojawią się tamte zjawy, jednak
nic takiego się nie wydarzyło. Wzruszyłam ramionami i poszłam na
miejsce, które odtąd miało być moim domem.
Kilka dni później zdążyłam już poznać swoje podwodne królestwo, które
niedawno zamieszkałam. Zauważyłam, że jest ono okryte jakby niewidzialną
kopułą, w której znajdowała się duża ilość powietrza do oddychania,
choć nadal można było tu pływać – pozwalało to na zapraszanie gości z
lądu. Czułam się tu jak najlepiej, jednak czegoś mi jeszcze brakowało –
towarzystwa. Aby nie czuć się samotna, wezwałam Latissę. Biały smok od
razu się wynurzył z mojego medalionu. Ścigałyśmy się po całym
królestwie, kiedy nasz spokój zmąciła moja towarzyszka. Wpatrywała się
nieruchomo w jeden punkt ponad moją głową, choć po odwróceniu się nic
nie zobaczyłam. Musiało minąć kilka sekund, zanim zorientowałam się, że
ona coś widzi. Przecież miała tutaj o wiele lepszy wzrok niż ja.
Spojrzałam ponownie na zwierzaka – napięła wszystkie mięśnie, gotowa w
każdym momencie do ataku. Zrobiłam to samo. Po chwili spostrzegłam, co
ją tak zainteresowało. Widziałam już kiedyś te stwory i byłam pewna, że
to strzygi. Powoli nadpływały do nas, śmiejąc się przeraźliwie.
Skoncentrowałam w łapce całą lodowatą, tnącą jak stal wodę, na jaką było
mnie stać i czekałam na dogodny moment do ataku. Ku naszemu zdziwieniu
potwory zatrzymały się w połowie drogi, jakby coś je blokowało.
Zrozumiałam, że to nasza powietrzna kopuła nie pozwala im dobrnąć
dostatecznie blisko. Mogłabym je tam zostawić i żyć spokojnie w tym
małym zakątku, ale byłam pewna, że nam nie odpuszczą. A poza tym, co to
za życie na tak niewielkiej przestrzeni, z jedną towarzyszką u boku i
bez żadnych wilków w watasze? Postanowiłam jak najlepiej wykorzystać
magiczną wodę nadal pieniącą się przy mnie i wyszłam poza pole ochronne,
błyskawicznie miotając lodowatą substancją w niechcianych gości.
Potwory bezskutecznie próbowały nas rozszarpać, najwyraźniej nie były
przystosowane do zdobywania ofiar w grupie i to pod wodą. Walka była
krótka, choć wyczerpująca. Moja smoczyca zdecydowała się pożreć parę
strzyg. Chyba jej smakowały. Załatwiłyśmy niemal wszystkie, tylko kilka
zdołało uciec. Wiedziałam, że nie poddadzą się tak łatwo i wrócą tu. Ale
wtedy już będziemy przygotowane. Z nieprzyjemnym uśmieszkiem wróciłam
do swojego zamku, a Latissa została na straży.
W nocy obudził mnie ryk Lat. To był ostrzegawczy okrzyk. Pełna niepokoju
natychmiast popędziłam na miejsce, w którym smoczyca miała stać i
pilnować. Zamiast niej ujrzałam tylko stworzenie podobne do kolczatki,
ale w kształcie smoka. Czułam, że nie powinno go tu być. Niedaleko, na
dnie zauważyłam też podwodny wulkan, gotowy w każdej chwili wybuchnąć.
Nieufnie dotknęłam kolca na czole stwora i poczułam, jak moim ciałem
wstrząsa dreszcz. Nie mogłam nic zrobić, nie miałam nad sobą kontroli.
Wyraźnie czułam każdą upływającą sekundę. Nie wiedziałam, co się dzieje.
W dalszym ciągu koniuszek mojego pazura tkwił na jednym z kolców
stworzenia. Jakby w zwolnionym tempie ujrzałam przerażoną Latissę, która
zaraz potem gdzieś zniknęła. A ja… Czemu nie mogłam się ruszyć? I dla
czego przez moje ciało nadal przechodziły dreszcze? Pomyślałam chwilę,
spojrzałam na moje futro i… zrozumiałam. Całe zjeżone i z pojawiającymi
się co chwila błyskami mogło wskazywać tylko na jedną odpowiedź: właśnie
poraził mnie magiczny prąd! W tej sekundzie zrozumienia przyszedł też
ból, jakby wbijało się we mnie tysiące cienkich ostrzy. Będę musiała
spytać się, czy to nie jest sprawka watahy elektryczności. Czas tym
razem zdawał się przyspieszyć. W mgnieniu oka nadleciała moja
towarzyszka, odpychając mnie stamtąd kawałkiem czegoś gumowego. Ból
tylko się nasilił, choć w dalszym ciągu nie odzyskałam panowania nad
sobą i spadałam bezwładnie na dno. Jak przez mgłę widziałam, że coś
zdążyło złapać mnie przed upadkiem do krateru wulkanu i…
Ciemność.
Widzę ciemność.
Czy te kilka par oczu wpatrujących się we mnie to tylko złudzenie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz