- Kto tu jest? - zapytał zachrypniętym głosem. Zdałem sobie sprawę, że dalej jestem niewidzialny. Żeby mieć dalej honor, przemieniłem się, by mógł mnie zobaczyć. Stwór zawarczał na mój widok i rzucił się na mnie. Zrobiłem unik, i uderzyłem go w splot słoneczny. Potwór zawył z bólu i upadł na kolana.
- Kim jesteś? - zapytałem. Stwór spojrzał na mnie, po czym się zaśmiał.
- Myślisz, że ci powiem?
- Nie wiem, ale zawsze warto spróbować.
- Nie zawsze... - spojrzałem na potwora, który wydawał się smutniejszy, niż chwilę temu. Wtedy stwór wykorzystując moment mojej nieuwagi, rzucił się na mnie i zaczął drapać. "Dość tego honoru, trzeba działać" pomyślałem i stałem się niewidzialny. Zdezorientowany przeciwnik nie wiedział co zrobić. Nagle usłyszeliśmy hałas na korytarzu, jakby ktoś wpadł na coś. Zacząłem przyglądać się drzwiom, czy ktoś z nich nie wyjdzie, ale to był błąd. Potwór zaczął na ślepo łapać powietrze, a po chwili chwycił mnie za gardło. Nagle do kuchni weszła Ahri i rzuciła w stwora kulą powietrza. Kula (szczęściem) mnie ominęła, ale kiedy potwór mnie puścił, spadłem na ziemię, a w moją rękę wbił się duży odłamek rozbitego dzbanka. Upadek był tak mocny, że nie mogłem wyjąć kawałka z ręki, bo za daleko się wbił. Szybko traciłem siły, lecz w końcu udało mi się wyciągnąć szkło. W tym samym czasie potwór wstał z ziemi i stanął kilka kroków ode mnie. Nadal mnie nie widział. Niespodziewanie przeleciał przez kuchnię, uderzył głową o stół i stracił przytomność. Zauważyłem, że to Ahri go tak załatwiła. Po chwili uklęknęła przy mnie.
- Bardzo cię boli? - zapytała, trzymając delikatnie moją rękę. Kiwnąłem głową, bo strasznie mnie piekła i zaczynałem tracić w niej czucie. Ahri zaczęła mnie leczyć, aż nagle odezwała się Yoko:
- Co tu się właśnie stało? - spytała zdumiona. Dziewczyna z ogonami stała się widzialna i odwróciła się do Yoko, by jej odpowiedzieć. Białowłosa jednak ją uprzedziła:
- C-co to było? - zaczęła się jąkać.
- Potrafię stawać się niewidzialna - odparła Ahri
- Aha... Co ty robisz?
- Leczę Danny'ego - Po tych słowach spojrzała na mnie, a ja przypomniałem sobie, że jestem dalej niewidzialny.
- Hęę..? - zdziwiła się. Znów stała się niewidzialna i zaczęła mnie leczyć. Po krótkiej chwili nie miałem ani śladu zadrapania. Wstałem powoli i przemieniłem się z powrotem, by Yoko mogła mnie zauważyć. Ahri zrobiła to samo, a Yoko otworzyła szeroko usta.
- WoW. Czegoś takiego to ja nie widziałam - pokręciła głową.
- Ale wszystko dobrze się skończyło - uśmiechnęła się Czarnowłosa, lecz nagle jej uśmiech zbladł. Odwróciła się w stołu i znieruchomiała.
- Gdzie on się podz... - nie dokończyła, bo nagle potwór pojawił się znikąd i chwycił ją za rękę.
- Gdzie ONA jest? - usłyszeliśmy skrzeczący głos. Spojrzała na mnie i na Yoko. Byliśmy zdziwieni nagłym pojawieniem się potwora i nie mogliśmy nic zrobić, bo mógłby skrzywdzić Ahri.
- Kto? - spytała Yoko.
- WIEDŹMA - powiedział potwór.
- Nie rozumiem - pokręciłem głową zgodnie z prawdą. - Jaka wiedźma?
- Lepiej nie zgrywajcie niewiniątek - zagroził, przykładając do szyi Ahri ostry nóż. Musiałem coś szybko wymyślić, bo całe to zajście może skończyć się nie ciekawie.
- Dobrze, spokojnie... - odparłem. - Zaprowadzimy cię do niej, ale najpierw puść dziewczynę.
Stwór tylko się głośno roześmiał.
- Nie jestem głupi! Wypuszczę ją, ale dopiero jak zobaczę wiedźmę.
- Zgoda, chodź za mną - potwór, zdziwiony moimi słowami, ruszył za mną. Postanowiłem skontaktować się z Ahri.
- Co robimy?
- To ty nie masz planu?
- Chciałem go czymś zająć, bo jeszcze, by cię skrzywdził...
- Dzięki... Ale to co teraz?
- Nie wiem, może Yoko ma jakiś pomysł?
I "rozłączyłem" się z nią. Tym razem skontaktowałem się z Białowłosą:
- Masz jakiś pomysł?
- Ja? Niestety, nie...
- To powiadom mnie, jak coś wymyślisz - mrugnąłem do niej i przerwałem rozmowę. Wyprowadziłem wszystkich na pole i skierowałem się w głąb lasu. Była już prawie pełnia, więc księżyc oświetlał drogę. Nagle usłyszałem w mojej głowie niewyraźny szept:
- Strumyk... zaprowadź... nad strumyk... - czy to mogła być Aulida? Wiele wilków miało moc telepatii, ale nie sądzę by nieznajomy wilk chciał nam pomóc. Jednak posłuchałem głosu i skierowałem się do strumyka. Gdy tam dotarliśmy potwór zaczął się nagle zapadać. Wtedy z krzaków wyskoczył wilk. Rzucił się na stwora, dzięki czemu ten puścił Ahri.
- Uciekajcie stąd! - krzyknął ludzkim głosem, a potwór wykorzystując chwilę nieuwagi wilka rzucił się na niego i uderzył go mocno w lewy bok. Upadł jęcząc z bólu. Chciał podejść by pomóc naszemu wybawicielowi, ale coś nas przeniosło w krzaki. Nie mogliśmy się przez chwilę ruszać. Nagle ujrzeliśmy mocny, oślepiający blask. Chcieliśmy podejść, by zobaczyć co się dzieje, ale poczułem się słabo. Zauważyłem, że Ahri i Yoko już opadły na ziemię, ale ja koniecznie chciałem sprawdzić czy nic się nie stało wilkowi. Ledwo podszedłem pod krzaki i odsłoniłem kilka gałązek. Zauważyłem, jak wilk kulejąc idzie do lasu. Chciałem mu jeszcze podziękować, lecz nim zdążyłem, opadłem na ziemię i zasnąłem.
Gdy się obudziłem, nie wiedziałem przez chwilę, co się stało. Wstałem osłabiony i obolały. Znajdowałem się w lesie. Rozejrzałem się wokół i spostrzegłem obok siebie dwie nieznajome dziewczyny. Nieznajome? Nagle pamięć zaczęła mi wracać. Przecież to Yoko i Ahri! Podszedłem do nich i zacząłem je szturchać, by się zbudziły. Po kilku daremnych próbach odpuściłem. Wyszedłem za krzaków i ujrzałem strumyk. Wyglądał pięknie, bo jasne promienie księżyca wpadały do niego. Nagle na trawie zauważyłem krew. Przykucnąłem przy niej. Była świeża. Postanowiłem zobaczyć czy mogłaby mnie zaprowadzić do rannego wilka, który nas przedtem uratował. Szedłem, aż ujrzałem go w krzakach. Na szczęście żył. Gdybym przyprowadził tu Ahri, to ona mogłaby go uzdrowić. Poszedłem, więc znów śladem krwi. Gdy byłem blisko strumyka usłyszałem szelest krzaków. Przyśpieszyłem, bo to pewnie dziewczyny się zbudziły. Gdy zajrzałem za krzewy, nie było tam dziewczyn. "Uff... Czyli już wstały." Rozejrzałem się wkoło, ale nie ujrzałem żadnej z nich.
- Ahri? Yoko? - zawołałem po cichu. Nikt mi nie odpowiedział, więc zacząłem przeszukiwać w pobliżu strumyka, czy nikogo nie ma. Nagle, kiedy miałem zawołać po raz kolejny dziewczyny, coś zasłoniło mi usta i szepnęło do ucha:
- Nie krzycz. Powiedz, kim jesteś - nie zamierzałem nic odpowiadać, bo nie wiedziałem kto to. - No? Ja czekam.
Niespodziewanie olśniło mnie. Przecież znałem ten głos.
- Yoko, to ty? - szepnąłem.
- Nie twoja sprawa - warknęła. Odwróciłem się i ujrzałem oczywiście Yoko.
- Co ty robisz? - spytałem. - Widziałaś Ahri?
- Nie znam żadnej Ahri - burknęła i odwróciła się do mnie plecami.
- Hej, Yoko, co ci jest? - zapytałem zdziwiony. Nigdy się tak nie zachowywała. Nie doczekałem się odpowiedzi. - Yoko?
I nagle Yoko wstrząsnął dreszcz. Odwróciła się do mnie i powiedziała:
- O, tutaj jesteś - zrobiłem dziwną minę, bo nie rozumiałem o co chodzi.
- Nic ci nie jest, Yoko? - zapytałem z troskliwością.
- A co ma mi być?
- A nic, nic... Widziałaś Ahri?
- Nie, nie widziałam - odparła szybko i spuściła wzrok.
- Na pewno?
- Powiedziałam już, że nie - warknęła.
- Dobra, spokojnie... - spróbowałem ją ułagodzić.
- Chodź, wracamy do domu.
- A co będzie z Ah... - nie dokończyłem, bo Yoko mi przerwała.
- Nic jej się nie stanie, nie ma pięciu latek. To jak idziesz?
- Zostanę chyba tutaj...
- Jak chcesz - prychnęła i poszła w stronę jaskini. " Powinienem przynajmniej ją odprowadzić..." Pomyślałem i stałem się niewidzialny. Szedłem za nią, by nic jej się nie stało. Kiedy doszliśmy już prawie do jaskini, wyczułem dziwny zapach, wrogi zapach... Szybko chwyciłem Yoko za ramiona, by nie mogła wejść do groty.
- Aaaa!!! - krzyknęła piskliwie. - Puszczaj mnie!!!
Wysłuchałem ją, by czym prędzej zatkać uszy. Dziewczyna odwróciła się gwałtownie w moim kierunku i krzyknęła:
- Co ty sobie wyobrażasz?!
- Sory, sory, ale ten zapach... Lepiej tam nie wchodź - przestrzegłem.
- Będę robić, co mi się podoba - warknęła i przestąpiła próg. Nagle... nic się nie stało. Spodziewałem się wszystkiego oprócz niczego. Może ten zapach został jeszcze z poprzedniego potwora?
- Widzisz? Nic się nie stało! - i pobiegła do swojego pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz