piątek, 6 grudnia 2013

(Wataha Powietrza) Od Danny'iego

Podczas gadania z dziewczynami, nawet nie zauważyliśmy, że wreszcie przyjechała Aulida. Zaprosiła mnie na małą pogawędkę, tak jak rekrutuje się uczniów do niektórych szkół. Zaprowadziła mnie do jakiegoś ustronnego miejsca i spytała:
- Jak Ci na imię?
- Danny, a ty zapewne Aulida? - postanowiłem zgrywać osobę wszystkowiedzącą. 
- Tak, zgaduje, że chcesz do nas dołączyć?
- No chciałbym, ale decyzja należy do Ciebie.
- Ja się zgodzę, ale musisz o czymś wiedzieć... na naszym terenie można by powiedzieć, że rozgrywa się wojna.
- Z kim, bo muszę wiedzieć, z kim mamy do czynienia.
- Z demonami, ale nie byle jakimi.
- Jak to?
- Potrafią zadać cios poprzez umysł, o czym przekonała się twoja koleżanka Ahri.
Milczałem przez chwilę... Jeżeli potrafiły atakować umysł, czy mogłyby używać swoich sztuczek, gdybym był niewidzialny? Próbowałem znaleźć odpowiedź na to pytanie, lecz nic nie przychodziło mi do głowy. Jednak po kilku minutach postanowiłem, że w tej watasze przyda się jakiś mężczyzna. Na tą myśl zaśmiałem się w duchu. Ahri nie wyglądała na osobę, która potrzebuje wsparcia. Aulida zresztą też. Yoko może trochę tajemnicza, ale także nie potrzebuje mojej pomocy.
- Po mimo tego chcę do was należeć - powiedziałem lekko uśmiechając się. Lubię podejmować ryzyko i wyzwania.
- To dobrze, a teraz wracajmy, bo pomyślą, że zaginęliśmy - powiedziała po czym zmieniła się w wilka. Zrobiłem to samo i już w 10 minut byliśmy pod grotą. Ahri i Yoko do nas wyszły, a Aulida poprosiła czarnowłosą do siebie. kiedy obie zniknęły za rogiem, podszedłem do Yoko:
- Cześć! Jak się masz? - spytałem z szerokim uśmiechem. Nie odpowiedziała, bo coś przykuło jej uwagę. Popatrzyłem w tym samym kierunku co ona, ale nic ciekawego tam nie było. Odwróciłem się do niej i pomachałem jej ręką przed oczami. Dziewczyna nie zareagowała, ba, nawet nie mrugnęła. Wyglądała jak nieruchomy posąg. Zaśmiałem się z tego porównania. Stałem jeszcze przez chwilę, patrząc się na nią ze zdziwieniem. W końcu postanowiłem poczekać momencik, aż Yoko wreszcie da jakieś oznaki życia. Po minucie jej ramiona opadły, a oczy mnie ujrzały.
- Byłabyś świetnym mimem - uśmiechnąłem się odsłaniając moje białe, lśniące zęby. Ona odwróciła wzrok, zarumieniła się i mruknęła pod nosem: 
- Dzięki. 
- Hej, nic ci nie jest? - zacząłem się niepokoić jej dziwnym zachowaniem.
- Nie, nic... - odwróciła się do mnie plecami i poszła w kierunku swojego pokoju. "Dziwne..." - pomyślałem. Po charakterze Yoko można było poznać, że nie jest zbyt rozmowna, ale nie sądziłem, że aż tak. Po za tym wcześniej ze mną cały czas gadała. Dalej rozmyślając o jej zachowaniu, powoli ruszyłem w kierunku swojego pokoju. Kątem oka zauważyłem, jak podekscytowana Ahri wraca ze swojego spotkania z Aulidą. Po niej od razu można było poznać, że aż tryska pozytywną energią i uwielbia rozmawiać. Tylko czasami się przy mnie zacinała. Kiedy wszedłem do mojego pokoju, od razu padłem na łóżko. Wyciągnąłem z kieszeni mapę od Aulidy i zacząłem szukać na niej fajnych miejsc. Kiedy przeszedłem palcem po wszystkich krainach, mój wzrok padł na napis: "ZIEMIE ZAKAZANE". Zastanawiałem się przez chwilę, co tam takiego może być. Jednak przez moment w mojej głowie zatrzymała się myśl: "Jeżeli te ziemie są zakazane, to chyba oczywiste, że pisząc na mapie pogrubionymi literami, bardziej zachęca się osobę do wejścia tam. No, ale znowu kto byłby takim głupcem, by tam iść? Racja, przecież ja...". Schowałem mapę z powrotem do kieszeni, by wielki napis mnie nie zachęcał. Znając siebie, im dłużej na niego bym patrzył, tym bardziej chciałbym tam się znaleźć. Żeby dłużej nie zaprzątać sobie tym myśli, położyłem się wygodnie na łóżku i zasnąłem. Gdy po godzinie się obudziłem, zaczęła mnie boleć głowa. Ostatni raz kiedy mnie bolała, to wtedy jak kiedyś bardzo mocno uderzyłem nią o drzewo (niespecjalnie, ktoś mnie wtedy na nie popchnął). Dlatego się zdziwiłem. Nagle usłyszałem w głowie wzywanie Aulidy. Jej głos rozsadzał mi czaszkę, przez ten okropny ból głowy. Jednak mimo późniejszego szumienia w uszach, zacząłem się zbierać na główny korytarz. Przeczesałem włosy, by jakoś wyglądały. Dotarłem tam równo z Yoko. Aulida i Ahri na nas czekały. Po chwili Aulida dała nam naszyjniki w kształcie sierpa księżyca. "No pieknie, teraz mam takie dwa" pomyślałem o swoim talizmanie, który zawsze mam przy sobie i łańcuszku, który podała mi Alfa.
- Są jako prezent powitalny? - usłyszałem głos Yoko.
- Nie, mają was chronić przed tym, co spotkało waszą towarzyszkę - Ahri.
- Czyli jednym słowem opętaniem?
- Tak.
Każdy założył wisiorek, po czym poszedł w swoją stronę. Ja poszedłem w kierunku swojego pokoju, by znów móc sobie pospać. Mimo, że było dopiero po południu, byłem strasznie zmęczony. Dodatkowo ten ból głowy, który rozsadzał cały mój mózg jak bomba. Po upływie około trzydziestu minut obudziłem się i z ulgą stwierdziłem, że moja głowa już mnie nie boli. Nie miałem co robić, więc mimo że w moim pokoju panował porządek, zacząłem ścierać kurz z wszystkich mebli. Po dwudziesu minutach znudziło mi się to, więc postanowiłem zobaczyć co robią inni. Zaglądnąłem do pokoju Ahri, lecz ona była zajęta książką pod tytułem: "Jak ominąć lot w kosmos, czyli jak sprawnie i szybko ma przebiegać teleportacja". Tytuł zajmował całą okładkę. Teraz podążyłem w kierunku Yoko. Ona jednak spała na krześle, a na biurku leżała książka. "Wszyscy lubią czytać książki, przynajmniej to nas łączy" pomyślałem. Podszedłem cicho do stolika i odwróciłem książkę, by zobaczyć jej tytuł. Ku mojemu zdziwieniu nie miała ona tytułu. Spojrzałem na jedną ze stron, lecz nie ujrzałem tekstu. Z coraz większym zdziwieniem przewróciłem na pierwszą stronę. Widniał na niej napis: "Pamiętnik Yoko". Mimo wielkiej pokusie, by przeczytać co ona w nim piszę, opamiętałem się na tyle, żeby nie zapominać, że autorka tej książki, siedzi obok mnie. Odłożyłem ją i opuściłem pokój Yoko. Pozostała mi już tylko Aulida. Po za tym miałem do niej kilka pytań. Kiedy tylko wszedłem, dziewczyna wyglądała, jakby od razu wiedziała po co przyszedłem. Dała mi znak, więc spytałem:

- Czy te wszystkie demony, opętania itp. nie powinny zdarzać się na terenie Watahy Mroku?
- Nie wiem, ale na razie jest spokój i to powinno nam wystarczyć.
- No tak, ale... - zacząłem mówić, ale Aulida mi przerwała.
- A, zapomniałam Ci dać mapę krainy - powiedziała do mnie wyjmując z szafki mapę. - Proszę.
- Dzięki, ale... - chciałem dokończyć, lecz Alfa znów mi przerwała.
- Nie mamy wpływu, na to co robią te stworzenia, powinniśmy cieszyć się tym, że nie ma ich więcej.
- No w sumie masz racje, to ja już pójdę i jeszcze raz dzięki za mapę.
- Proszę.
Znając już odpowiedzi na większość moich pytań, wyszedłem żegnając się z Aulidą. Postanowiłem coś poczytać, w końcu tak robią wszyscy. Wziąłem książkę i usiadłem wygodnie w miękkim błękitnym fotelu. Po przeczytanych 50 pierwszych stronach dostałem wiadomość od Aulidy.
~" Jutro o 7:00 rano przed jaskinią, NIE SPÓŹNIĆ SIĘ!".
Nastawiłem budzik, by mnie obudził o 6:55, bo ja nie potrzebuję dużo czasu na przygotowanie się. Nie chcąć dłużej czekać poszedłem spać, żeby w końcu wypocząć.

Obudził mnie krzyk Ahri. Mimo ospałości szybko podniosłem się do góry i pobiegłem do jej pokoju. Leżała na podłodze i wyglądała, jakby miała koszmar.
- Nic ci się nie stało? - zapytałem przestraszony. Pokręciła przecząco głową.
- Usłyszałem twój krzyk, więc przybiegłem - rzekłem, zanim zdążyła o to spytać.
- Która godzina? - spytała cichym, zachrypłym głosem. Chyb jednak musiało się jej coś stać.
- Jest za dziesięć siódma - odparłem spokojnie. Na te słowa błyskawicznie poderwała się do góry i zaczęła przygotowywać.
- Co robisz? - zapytałem zaskoczony.
- Nie pamiętasz? Mieliśmy być o siódmej przed grotą - powiedziała rozczesując splątane włosy. Uderzyłem się ręką w czoło i wykrzyknąłem:
- O rany! Na śmierć zapomniałem! Idę zbudzić Yoko - przypomniałem sobie, że gdy po raz ostatni u niej byłem spała, więc mogła nie słyszeć wiadomości Aulidy.
- Pośpiesz się - usłyszałem jeszcze głos Ahri za sobą. Wbiegłem do pokoju Yoko i spostrzegłem, jak jest schylona nad czymś na podłodze. Podszedłem do niej cicho i dałem dłoń na jej ramię. Przestraszona spojrzała na mnie i próbowała rękami zasłonić to nad czym klęczała.
- Coś się stało? - zapytałem ciekawy.
- Nic, nic... - stanęła szybko na nogi, zasłaniając mi tę rzecz.
- Co tam masz?
- Pewien naszyjnik... - odparła niepewnie.
- To dlaczego nie chcesz mi go pokazać? - zmarszczyłem brwi. Yoko na te słowa, wzruszyła ramionami i odsunęła się. Na podłodze spostrzegłem zepsuty wisorek od Aulidy.
- Jak to się stało? - zapytałem zaskoczony.
- Nie wiem, spałam na krześle, później przeniosłam się na łóżko, a gdy się obudziłam wisorek leżał zepsuty na podłodze.
- Hmm... Dziwnie to brzmi. Czyli to nie ty go zrzuciłaś?
- Nie, nie ja. Nie wiem kto to mógł zrobić - spuściła głowę na dół. Nagle odwróciłem się, by sprawdzić czy nikt nas nie podsłuchuje, tak na wszelki wypadek i wtedy zauważyłem, jak ktoś szybko chowa się za ścianą. Osoba ta miała czarne włosy, czyli albo Ahri, albo Aulida. Zacząłem mówić szeptem:
- Musimy powiedzieć o tym Aulidzie. Ona odkryje kto to zrobił i da ci nowy naszyjnik.
- Nie możemy tego zrobić, Danny... - rzekła smutno Yoko.
- Dlaczego? To najlepsze rozwiązanie! - powiedziałem szeptem. Nagle Yoko się przewróciła na mnie. Oboje upadliśmy na ziemię. W tej samej chwili do pokoju wkroczyła Ahri.
- A co ja tu widzę? - uśmiechnęła się do nas. Wstaliśmy szybko i otrzepaliśmy się z kurzu.
- Tutaj nic się nie działo - odpowiedziała Yoko.
- No właśnie - powiedziałem.
- Dobra, nie ważne - dalej się uśmiechała. - Lepiej chodźcie na zbiórkę.
- Och, zbiórka! - przypomniała sobie Yoko i błyskawicznie pobiegła na pole.
Ahri wyszła na korytarz, odwracając się do mnie:
- Idziesz czy nie?
- Już, już... - spróbowałem ją wyprzedzić, lecz nie dawała za wygraną. Kiedy dalej biegliśmy w kierunku wyjścia, szepnąłem jej do ucha:
- Niewidzialność, co? - na te słowa zwolniła zaskoczona. Domyśliłem się, że to ona, bo w końcu to nie był przypadek, że weszła do pokoju akurat, kiedy Yoko się przewróciła. Po za tym wiedziałem, że Ahri nie wszystko nam mówi o sobie. Gdy dobiegliśmy na dwór, Aulida stała już przed Yoko, pytając się o nas.
- O, nasi spóźnialscy już przybyli - rzekła rozbawiona, spoglądając na nas
- Nie spóźniliśmy się, jesteśmy na czas - odparła Ahri.
- Macie dokładnie 23 sekundy spóźnienia - uśmiechnęła się. Staliśmy w zbiórce, kiedy przywódczyni opowiadała nam u różnych taktykach na demony. Słuchałem tego bardo uważnie, bo nie chciałem skończyć jako "opętany". Gdy Aulida skończyła, powiedziała, że niedługo zrobi nam w terenie tor z przeszkodami, w którym każdy będzie musiał spisać się zwinnością, szybkością i mądrością. Uprzedziła nas, że potrzebna będzie do tego znajomość najbliższych miejsc.
- Można w parach? - spytała Ahri.
- Jeszcze nad tym pomyślę... - odparła Aulida. Gdyby były pary, to ja pewnie byłbym sam. W końcu Ahri i Yoko pewnie chciałyby być razem, a Aulida w tym nie bierze udziału. Kiedy Alfa pozwoliła nam już się rozejść, postanowiłem rozejrzeć się dookoła. Skoro będę sam, to muszę znać okolice. Skierowałem się na północ i gdy trochę się oddaliłem od jaskini, sprawdziłem na mapie, gdzie jestem i doszedłem do tego, że znajduję się w miejscu nazwanym Łąką Szeptów. Nic specjalnego, zwyczajna łąka, na której wieje leciutki wietrzyk. Poszedłem dalej. Na mapie najbliżej była Góra Wichrów. Skierowałem się w jej stronę, a gdy do niej doszedłem, zauważyłem, że jest ogromna. Żeby zobaczyć widoki stamtąd, postanowiłem wejść na tą górę. Zamieniłem się w wilka i zacząłem biec pod górę. Wydawało mi się, że minęły godziny, gdy dobiegłem na górę. Wiatr był tu tak silny, że aż roztrzepał moją fryzurę, gdy przemieniłem się z powrotem w człowieka. Jednak było warto. Mimo, że wichura dostawała mi się do oczu i tak widziałem stąd wszystkie miejsca z mapy. Dostrzegłem Łąkę, na której byłem, długą Rzekę i Świątynie. Dookoła tych miejsc roztaczały się ogromne lasy. Z daleka widać było niewyraźnie tereny innych watah. "Może kiedyś się tam przebiegnę?" pomyślałem. Miłoby było znaleźć "męskich" przyjaciół. Nagle zaburczało mi w brzuchu. 
- Coo? Dopiero jadłem obiad! - rzekłem z urazą do mojego brzucha. Postanowiłem jednak wracać. Kiedy w końcu zbiegłem z góry i dotarłem pod jaskinię, zaczynało robić się ciemną. Szybko poszedłem do kuchni zrobić kanapkę z kiełbasą wiejską. Gdy się najadłem, obliczyłem, że nie było mnie w grocie cztery godziny. Umyłem się i zmęczony poszedłem się przespać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz