Gdy wreszcie Aulida skończyła mówić o Black Soul, wszyscy się rozeszli. Ja poszłam do swojego pokoju, a dlatego że nie miałam co robić, wzięłam książkę, której jeszcze nie czytałam. Usiadłam wygodnie w fotelu i zaczęłam ją studiować. Książka miała 700 stron i była bardzo wciągająca. Z wypiekami na twarzy czytałam ją zachłannie. Ocknęłam się z tego transu po tym jak zobaczyłam, na której stronie jestem. Było już daleko po połowie książki, a na polu zaczynało robić się ciemno. Mimo wszystko powróciłam do czytania. Po krótkiej chwili do pokoju weszła Aulida.
- Cześć, mogę ci przeszkodzić? - spytała.
- Jasne! - odparłam szybko.
- Posłuchaj muszę zniknąć na jeden dzień i noc.
- Ale po co? Dlaczego?!
- Moje drugie wcielenie się dzisiaj obudzi, a nie chcę was skrzywdzić, więc pod moją nieobecność proszę cię, abyś ty nimi dowodziła, gdyby doszło do ataku Black Souls.
- Ale ja nie jestem gotowa.
- Jestem pewna, że dasz sobie radę.
Po tych słowach wyszła, a ja stałam zszokowana. Opadłam na fotel i zaczęłam rozmyślać. To było oczywiste, że nie byłam na coś takiego gotowa. Bardziej Yoko albo Danny. A jeżeli akurat dzisiaj pojawią się Black Soul? Wzdrygnełam się. Lepiej nie krakać. Mam nadzieję, że dopóki Aulida nie wróci z powrotem, to Black Soul będą siedziały cicho i grzecznie w swojej kryjówce, czy gdzieś tam gdzie mieszkają. Postanowiłam powiedzieć reszcie o tym, że nasza przywódczyni jest chwilowo niedostępna. Kiedy Danny i Yoko wreszcie przyszli, zaczęłam:
- Teraz ja tu dowodzę - trochę egoistycznie to zabrzmiało, a ja już wyobrażałam sobie ich myśli: "O Boże, ona zrobiła coś Aulidzie!" albo "Zawsze wiedziałem, że jest ZŁAAA". Ku mojemu zaskoczeniu, Danny odparł:
- Spoko, a gdzie jest Aulida?
- Musiała na chwilę wyjść...
- A gdzie? - spytała podejrzliwie Yoko.
- Do lasu - po tych słowach popatrzyli na mnie dziwnie. Westchnęłam. Nie wiedziałam, jak im to powiedzieć. - No dobra, chodzi o to, że musi załatwić bardzo ważną sprawę, więc najprawdopodobniej wróci dopiero jutro - źle mi było okłamywać przyjaciół, ale w końcu obiecałam Aulidzie, że nie powiem jej tajemnicy nikomu.
- No dobra... - odpowiedzieli po chwili namysłu.
- To teraz możecie wrócić do rzeczy, które robiliście przed chwilą - powiedziałam i zaczęłam czytać ksiażkę. Jednak po chwili spojrzałam w górę i ujrzałam Danny'ego i Yoko.
- No, możecie już iść - powiedziałam uśmiechając się.
- Ale nie mamy co robić - odpowiedzieli, a ja westchnęłam, ale w mojej głowie czaił się plan.
- Może zagramy w jakąś grę? - zaproponowałam.
- Jaką? - spytała podekscyowana Yoko.
- No nie wiem... Może w Dzika? - popatrzyli na mnie pytająco.
- To taka gra, gdzie się mówi po kolei cyfry, lecz na liczbę, w której jest siódemka lub jest podzielna przez siedem, trzeba powiedzieć DZIK. Coś takiego: 1,2,3,4,5,6, DZIK, 8,9,10,11,12,13, DZIK, 15...
- Możemy spróbować...
Graliśmy godzinę, lecz w końcu to się nam znudziło. Nagle usłyszeliśmy szelest w korytarzu. "Aulida?" - pomyślałam. Wystawiłam lekko głowę za drzwi, ale nikogo tam nie było. Wzruszyłam ramionami i usiadłam z powrotem na dywanie.
- To co teraz robimy? - spytałam. - Znacie jakieś inne gry?
- Nie przypominam sobie - powiedziała Yoko. Obie popatrzyłyśmy z nadzieją na Danny'ego, lecz ku naszemu zdziwieniu, jego nie było.
- Gdzie on się podział? - spytałyśmy równocześnie. Na odpowiedź usłyszałyśmy, jak coś się rozbija. Szybko wybiegłyśmy z pokoju i skierowałyśmy się w kierunku, z którego dochodziły dziwne dźwięki. Yoko, która biegła przede mną zatrzymała się gwałtownie, przez co na nią wpadłam.
- Co się stało? - spytałam.
- Cicho - szepnęła i wskazała cień na ścianie. Cień przedstawiał dwie postacie szarpiące się ze sobą.
- Co to? - zapytałam przestraszona. Podeszłyśmy bliżej drzwi do kuchni, by ujrzeć, kto się bije w tym pomieszczeniu. Zobaczyłyśmy okropnego potwora, który trzymał powietrze. Znów zerknełam na cień, który przedstawiał tego samego stwora, ale jeszcze jedną osobę, którą trzymał. "Danny?". Doszłam do wniosku, że to on, więc żeby mu pomóc, szybko weszłam do kuchni i rzuciłam w stwora kulą powietrza. Potwór puścił Danny'ego i spojrzał na mnie. Przełknęłam głośno ślinę i błyskawicznie zrobiłam się niewidzialna. Jako niewidoczna postać, zauważyłam na podłodze leżącego chłopaka. Miał zadrapania, a z jego ręki kapała krew. Podbiegłam do Danny'ego, uderzając niczego niespodziewającego się potwora. Upadł na ziemię, tracąc przytomność, a ja uklęknęłam przy chłopaku.
- Bardzo cię boli? - zapytałam, oglądając jego rękę. Kiwnął prawie niezauważalnie głową. Zaczęłam go leczyć, aż nagle odezwała się Yoko:
- Co tu się właśnie stało? - spytała zdumiona. Przypomniałam sobie, że nadal jestem niewidzialna. Przemieniłam się, żeby jeszcze bardziej jej nie wystraszyć, lecz stało się odwrotnie.
- C-co to było? - zaczęła się jąkać, patrząc na mnie jak na wariatkę.
- Potrafię stawać się niewidzialna - uśmiechnęłam się.
- Aha... - dalej nie wyglądała na przekonaną. - Co ty robisz?
- Leczę Danny'ego - znowu dziwnie na mnie spojrzała. Popatrzyłam w miejscu, gdzie powinien leżeć Danny, lecz go nie było.
- Hęę..? - zdziwiłam się. Stałam się niewidzialna i chłopak od razu pojawił mi się przed oczami. "Czyli on też może być niewidzialny..." doszłam do wniosku. Zaczęłam go leczyć, aż w końcu wszystkie rany zniknęły. Chłopak wstał powoli i przemienił się z powrotem, by Yoko mogła go zauważyć. Zrobiłam to samo, a Yoko otworzyła szeroko usta.
- WoW. Czegoś takiego to ja nie widziałam - pokręciła głową.
- Ale wszystko dobrze się skończyło - uśmiechnęłam się, lecz nagle mój uśmiech zbladł. Przecież my nie zabiliśmy tego potwora. Odwróciłam się kierunku miejsca, gdzie powinien on leżeć, ale niczego tam nie było.
- Gdzie on się podz... - nie dokończyłam, bo nagle coś chwyciło mnie mocno za rękę, przyciągnęło do siebie i zadbało o to, bym nie mogła się ruszyć.
- Gdzie ONA jest? - usłyszałam przy moim uchu okropny, skrzeczący głos. Spojrzałam na Yoko i Danny' ego, którzy byli zdumieni, lecz nie mogli nic zrobić.
- Kto? - spytała Yoko.
- WIEDŹMA - powiedział potwór, dalej mnie trzymając. Przełknęłam cichutko ślinę. Czyli chodziło mu o Aulidę... Dobrze, że zdążyła stąd wyjść.
- Nie rozumiem - pokręcił przecząco głową Danny. - Jaka wiedźma?
- Lepiej nie zgrywajcie niewiniątek - zagroził, przykładając do mojej szyi ostry nóż. Nie miałam pomysłów, co robić. Gdybym go uderzyła w brzuch, to on zapewne zgiąłby się w pół, przy okazji wbijając mi ostrze. Jeślibym stała się niewidzialna, on by i tak nadal mnie czuł w swoich rękach. A może tarcza powietrza? Odpada. Byłabym bezpieczna w niej, ale dlatego, że stwór mnie cały czas trzymał, to on by też znalazł się w środku. Mogłam liczyć jedynie na moich przyjaciół.
- Dobrze, spokojnie... - odparł Danny. - Zaprowadzimy cię do niej, ale najpierw puść dziewczynę.
Stwór tylko się głośno roześmiał.
- Nie jestem głupi! Wypuszczę ją, ale dopiero jak zobaczę wiedźmę.
- Zgoda, chodź za mną - potwór, zdziwiony słowami chłopaka, ruszył za nim, dalej mnie trzymając. Nagle usłyszałam w głowie głos Danny'ego:
- Co robimy?
- To ty nie masz planu?
- Chciałem go czymś zająć, bo jeszcze, by cię skrzywdził...
- Dzięki... Ale to co teraz?
- Nie wiem, może Yoko ma jakiś pomysł?
Głos ustał w mojej głowie, a ja spojrzałam na Yoko i Danny'ego. Oby coś wymyślili...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz