niedziela, 22 grudnia 2013

(Wataha Powietrza) Od Ahri

Siedziałam związana w głębi celi. Od paru godzin nic się nie działo. Rozmyślałam nad tym, co się stało w nocy. Pamiętałam potwora, wilka i krzaki... Wiedziałam, że w którymś momencie zemdlałam, a gdy się przebudziłam ktoś niósł mnie na rękach. Nie był to żaden członek watahy. Nadal trochę nieprzytomna rozglądałam się dookoła, by jak najwięcej zapamiętać. Gdy stwór, który mnie niósł, wreszcie doszedł do jakiegoś zamczyska, rzucił mnie boleśnie na ziemię.
- Zabrać ją do celi, ona zna chłopaka - powiedział do strażników przy bramie.
- Tak jest! - odpowiedzieli. Związali mi mocno ręce i wrzucili do lochu. Byłam bezradna, nie mogłam nic zrobić. "Znam jakiegoś chłopaka?" przypomniałam sobie słowa stwora. Nagle mnie olśniło. Pewnie chodzi im o Danny'ego. Doszłam do takiego wniosku i już nie miałam pomysłu, o czym mysleć. Przesiedziałam długie godziny zamknięta i wsłuchująca się w głosy innych. Z tego transu obudził mnie głos Aulidy w głowie:
- Ahri? Danny? Gdzie jesteście?
- W zamku - odpowiedziałam ucieszona.
- Jakim?? Jak tam dojść?
- Nie wiem... Pamiętam tylko, że przy drodze były brzozy, niektóre ususzone. Porwał mnie jakiś stwór, kiedy Cię nie było.
- Dobrze, nie martw się. Uwolnię ciebie i Danny'ego.
Dalej nasłuchiwałam jej głosu, ale już się nie odzywała. Westchnęłam ciężko. Kolejne godziny czekania... Po upływie kilku godzin, usłyszałam przy drzwiach celi szuranie. Momentalnie oprzytomniałam, wyczekując otworzenia się drzwi. Do lochu weszła Aulida. Szybko mnie rozwiązała. Podziękowałam jej, lecz nagle zobaczyłam ranę na jej boku.
- To ty byłaś tą wilczycą! Ale wyglądałaś nieco inaczej...
- Wiem, bo byłam pod postacią demona ale oddała mi władzę nad ciałem.
- To świetnie teraz pora odnaleźć Danny'ego!
Obie zgodne pobiegłyśmy poszukać chłopaka. Kiedy wybiegłyśmy po cichu z mojej celi, usłyszałyśmy kroki i rozmowę.
- Schowajmy się - szepnęła Aulida i nagle zniknęła z mojego pola widzenia. "Świetnie, prawie wszyscy w watasze umieją być niewidzialni" uśmiechnęłam się. Zrobiłam tak jak Aulida i obie byłyśmy teraz nie widoczne. W tym samym momencie do korytarza, w którym się znajdowałyśmy, weszli trzej uzbrojeni strażnicy. Rozmawiali o chłopaku.
- On w ogóle nie chcę mówić! Władza kazała mi go do tego zmusić, lecz mimo prób, nie udało się. Co mam zrobić?! - wyżalał się jeden z nich.
- Mówiłeś wcześniej, że mamy jego koleżankę, co nie? Może by tak zagrozić mu, że jak dalej będzie stawiał opór, to coś się jej stanie? - podpowiedział drugi.
- Ale mamy zakaz zbliżania się do tej dziewczyny...
- Przecież chłopak nie musi tego wiedzieć.
- Chytrze! Chodźmy od razu do niego.
Gdy strażnicy zniknęli za kolejnymi drzwiami, stałyśmy się widzialne.
- Chodzi im o Danny'ego! Co teraz? - spytała Aulida.
- Śledzimy strażników, a doprowadzą nas do niego - odparłam. I tak zrobiłyśmy. Znów stałyśmy się niewidzialne i skierowałyśmy się w stronę korytarza, którym poszły stwory. Dalej rozmawiały o super pomyśle jednego z nich. Wreszcie doszli do drzwi. Gdy je otworzyli, wykorzystałyśmy sytuację i weszłyśmy do środka. W pomieszczeniu dostrzegłyśmy Danny'ego przywiązanego do krzesła, a nad nim cztery Czarty.
- Zadam pytanie jeszcze raz. Co zrobiliście z wiedźmą, gdzie ją ukryliście? - zapytał jeden z nich. Spojrzałam na twarz Danny'ego. Wyrażała obojętność.
- Zwariuję tutaj! - zdenerwował się pytający, po długiej chwili ciszy.
- Przepraszam, ale ja się tym zajmę... - powiedział strażnik, którego śledziłyśmy. Podszedł do chłopaka i szepnął mu coś do ucha. Przez chwilę wydawało mi się, że w jego oczach widzę strach. Nagle Aulida, dalej niewidoczna, poszła za krzesło Danny'ego, wyjęła scyzoryk z ubrania i zaczęła piłować więzy. Chłopak był spokojny. Musiał czuć, że ktoś go uwalnia, więc znów przyjął obojętną twarz.
- Mówiłem już, że nic nie wiem - po słowach chłopaka, spojrzałam na potwory dookoła. Wyglądały już na solidnie wkurzone. Niespodziewanie usłyszałam w głowie głos Danny'ego:
- Dzięki, że po mnie przyszłyście - zdziwiłam się, bo nie mógł wiedzieć, że jesteśmy w dwójkę.
- Nie mogłyśmy cię tak zostawić.
- Mogłyście... Mam dla ciebie bardzo ważne zadanie - spojrzałam na niego ciekawie. - Za ostatnim potworem znajduje się włącznik i wyłącznik prądu. Kiedy go wciśniesz, wszystkie światła zgasną, co wprowadzi zamieszanie. Aulidę poproszę, by otworzyła drzwi, a gdy wybuchnie już awantura, to ja za pomocą telekinezy przeniosę nas na korytarz. Zrozumiałaś?
- Tak, chyba tak...
- To poczekaj, aż dam ci sygnał.
Głos ustał, a ja przygotowywałam się do przejścia na drugą stronę pomieszczenia koło siedmiu potworów. Po chwili Danny kiwnął do mnie głową. Ruszyłam po cichu do ściany. Ciekawe skąd Danny wiedział, w którym miejscu się znajduję, bo przy dawaniu sygnału, popatrzył się na mnie. Nie miałam jednak czasu na rozmyślanie. Doszłam szybko do włącznika i poczekałam, aż Aulida otworzy lekko drzwi. Wtedy nacisnęłam guzik... Poczułam, jak przenoszę się w powietrzu. Kolejny powód do podziwiania Danny'ego. Potrafił przenieść naszą trójkę do korytarza w całkowitych ciemnościach. Dokładnie wtedy kiedy dotknęliśmy podłogi stopami, światło zostało włączone. Danny też stał się niewidzialny i szybko ruszyliśmy w stronę wyjścia. Po krótkiej chwili byliśmy już na zewnątrz i skierowaliśmy się w stronę pobliskiego lasu. Gdy tam dobiegliśmy, staliśmy się widoczni.
- Udało się - uśmiechnęłam się do nich, ciężko sapiąc po biegu.
- Tak, na szczęście wydostaliśmy się - Aulida odwzajemniła uśmiech.
- Mam takie jedno pytanie... - zaczął Danny. Spojrzałyśmy na niego w oczekiwaniu. - O jaką wiedźmę im chodziło?
Popatrzył się znacząco na Aulidę, jakby już wszystko wiedział. Stałam nieruchomo, czekając aż dziewczyna coś wymyśli. Ja nic nie mogłam powiedzieć, bo obiecałam Alfie, że nie powiem prawdy o niej nikomu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz