- Elaine? - wysapałam - Co tutaj robisz?
Nie kryłam zdziwienia. Elaine już dawno nie żyła, zginęła ze wszystkimi w katastrofie.
- Wiesz po co tu przyszłam - szepnęła uspokajającym głosem przyjaciółka.
- Przecież to nie możliwe, tyle lat minęło...
- Dokładnie tyle, co miało minąć. Przepowiednia ma się wypełnić - ściągnęła kaptur i spojrzała na mnie smutnym wzrokiem - Już czas Issis, nadszedł czas żeby wyjść z ukrycia...
Na polanę wbiegła cała pogoń. Byli wszyscy bogowie, wielcy władcy, a także zwykłe wilki z przeszłości, wszyscy, którzy wtedy polegli.
- Czas, żeby się obudzić - kontynuowała - czas, aby przywrócić wszystko do życia, czas żeby wypełnić przepowiednię i zniszczyć klątwę raz na zawsze. Czas... - przerwała, a otaczające nas tłumy zgodnym chórem zadudniły słowa przepowiedni.
Chciałam uciec, zatkać uszy, zapaść się pod ziemię, cokolwiek byle by tego nie słyszeć. Już dawno zaczęłam wierzyć, że obędzie się bez tego co konieczne. A jednak. Kiedy życie zaczęło mi się układać, musieli przybyć i przypomnieć, że znowu będę zmuszona rozdrapać stare rany.
Tłum powtarzał słowa przepowiedni jak mantrę. Każde wypowiadane słowo przybierało na sile, aż w końcu przerodziło się niemożliwy do zniesienia krzyk.
***
Obudziłam się zlana potem gwałtownie łapiąc powietrze. Spojrzałam nad siebie i zobaczyłam pochylonego nad sobą Posłańca. Zimna czerń jego oczu nie zdradzała żadnych śladów jakiejkolwiek osobowości, czy wyższej inteligencji, a usta ułożyły się w ponury uśmiech. Oszołomiona przyjrzałam się mu uważnie, po czym wybiegł z mojego pokoju z niewyobrażalną prędkością zostawiając za sobą czarną smugę. Podniosłam się z podłogi i otrzepałam z przylegających do skóry kawałków szkła. Nie miałam pojęcia ile spałam, ale jak na moje kiepskie poczucie czasu, mogło upłynąć nawet kilka dni. Zmrużyłam oczy i złapałam się za głowę, okropnie mnie bolała - spotkania z Posłańcami nie należą do najprzyjemniejszych. Hmm... skoro bogowie wysłali Posłańca, wygląda na to, że trzeba się wziąć za sprawę na poważnie. Muszę pogadać z Avril i znaleźć wyrocznię.Przeniosłam się do pałacyku królowej niebios i bez zbędnych ceregieli pomaszerowałam twardym krokiem ku jej komnacie. Ze zobojętnieniem przeszłam koło leżącej na korytarzu drobnej wadery patrzącej na mnie wielkim oczami. Gdy ją minęłam gwałtownie poderwała się i wściekle warcząc zagrodziła mi drogę. Nie zwróciłam na nią większej uwagi, po prostu dalej szłam do przodu w żwawym tempie. Wadera powoli cofała się do tyłu, aż w końcu przybrała ludzką postać i wycelowała we mnie okropnie otrą włócznią.- Stój, bo inaczej będę zmuszona cię zabić - warknęła - Tak właściwie to kim jesteś, aby tak bezczelnie ośmielać się wejść bez pozwolenia do naszego królestwa?!
Uśmiechnęłam się do niej z politowaniem.
- Dziecko... odłóż to bo się skaleczysz - powiedziałam słodkim melodyjnym głosem siląc się uprzejmość.
Waderka wściekła wykonała szarżę na mnie celując włócznią w moje serce. Gestem dłoni wytrąciłam jej włócznię z rąk i zmusiłam siłą woli do bezwładnego padnięcia na podłogę. Spojrzała bezsilnie na mnie. Delikatnie przymroziłam ją do podłoża.
- Nie chciałam tego robić, ale mnie zmusiłaś - rzuciłam na odchodne.
Z impetem otworzyłam drzwi komnaty siostry. Chodziła nerwowo po pokoju.
- Posłaniec - zaczęła nawet na mnie nie spojrzawszy - mi również wszystko wiadomo.
Pokręciła się jeszcze trochę po pokoju, po czym ciężko westchnęła i oparła się rękami o blat stołu. Spojrzała mi głęboko w oczy.
- Musisz ziścić przepowiednię i złamać klątwę.
- Co? Dlaczego ja?! - oburzyłam się - Przecież była mowa, ze obydwie musimy ją złamać.
- Ja już swoją część wypełniłam.
- Powiedziała osoba, która ściągnęła klątwę.
- Odezwała się ta, która nie kiwnęła nawet palcem by ratować świat.
- Ja przynajmniej po tym co TY zrobiłaś, nie wylegiwałam się w pałacach, zamiast ciężko harować na odnowienie świata.
- Ej - zganiła mnie - przypominam ci ze jestem starsza.
- Ja przynajmniej jestem mądrzejsza - odgryzłam się siostrze - Przynajmniej na tyle, żeby nie ratować zniszczonego już świata ściągając na niego niszczycielską klątwę.
Przyznaję, może lekko przesadziłam z ironią.
- I właśnie dlatego że jesteś taka mądra, ściągniesz nam wyrocznię - droczyła się ze mną - Jest jedna w powietrzu. Ma bardzo wiarygodne przepowiednie. Nie musimy się też martwić, o to, że to co zobaczy dotrze do niepowołanych uszu. Nie pamięta niczego z czasu trwania wizji. Niestety nie posiada daru panowania nad przestrzenią, jak my. Będziecie musiały przebyć trasę na piechotę.
- Że jak?! Siostra, przesadziłaś. Powietrze to przecież drugi kraniec krainy, w nieustannym marszu bez żadnych przeszkód wędrówka zajęłaby nam najkrócej 5 dni. Trzeba jeszcze oczywiście dodać parę dni na omijanie niebezpiecznych i przesyconych magią miejsc, aby wać pannie wyroczni nic się nie stało. Oczywiście nie możemy także pominąć Mordanu, który chociaż jest najpewniejszą drogą, to wiesz jaki jest niebezpieczny, nawet dla mnie, a co dopiero dla jakiegoś żółtodzioba? Piechotą ta wędrówka zajmie nam ponad tydzień! - wykrzyknęłam wściekła.
Siostra po raz kolejny głęboko westchnęłam.
- Dostaniecie konie. Wiesz że nie lubię korzystać zapasów materii twórczej , ale z uwagi na powagę sprawy stworzę z niej dla was dwa konie. Przybędą do was pierwszego dnia wędrówki. Najszybciej będzie, jeśli przebędziecie Zachodnią Równinę, a potem po wspięciu się na Górę Żywiołów, powędrujecie wysokimi szlakami Mordanu aż do lodowca.
- Jedyne słuszne słowa wypowiedziane przez ciebie tego dnia - burknęłam pod nosem.
- Udam, że nie słyszałam. A więc tak. Jak tylko konie do was dotrą wydrzecie galopem na południowy-wschód. Konie się nie męczą, więc powinnyście szybko dotrzeć do Zachodniej Równiny. Jako że leży na terenach mroku, skontaktuję się jeszcze dziś z Margo. Margaret nazywa Zachodnią Równinę Servią, myślę, że nie powinnaś mieć większych kłopotów z przebyciem jej, zwłaszcza, że w przeszłości często na niej bywałaś. Ale ze względu na grzeczność, poproszę Margo o pomoc w przeprawieniu się przez równinę, a dodatkowa eskorta dla wyroczni na pewno się przyda. Po Servii pożegnacie się z alfą mroku i ruszycie jak najszybciej w kierunku Góry Żywiołów. Od jej szczytu biegnie stary trakt, nie wiem, czy go pamiętasz, ale powinny się zachować resztki bitej drogi prosto w serce Mordanu. Tam zostawicie konie, opuszczą was i wrócą do mnie. Dalej ruszycie piechotą, myślę, że dalszą drogę powinnaś znać, Mordan to twoja działka. Jak dotrzecie do lodowca, daj młodej trochę czasu na zaaklimatyzowanie się. Jak będzie gotowa, wezwij mnie, abym mogła usłyszeć przepowiednię i ewentualnie pomóc w przygotowaniach. Ustalone?
- Jasne, mości pani - powiedział z szerokim uśmiechem i teatralnie się skłoniłam.
- Zanim wyjdziesz odmróź Jaelithe.
Przewróciłam oczami.
- Niech ci będzie - wywarczałam i puściłam z objęć lodu dziewczynę. - Ciao siostra.
Wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu i zniknęłam się do mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz