Biegłam przez las, ciągnąc Danny'ego za rękę.
- Dokąd idziemy? - spytał przystając na moment.
- Do miejsca, które nie dawno odkryłam - powiedziałam z entuzjazmem. Mimo poleceń, bym się nie przemęczała, nie mogłam siedzieć bezczynnie w pokoju. Biegliśmy dalej, aż zatrzymałam się gwałtownie przed wzgórzem. Zaskoczony Danny wpadł na mnie.
- To tutaj - odparłam.
- Mogłaś mnie uprzedzić, że hamujemy - rzekł do mnie z urazą, ocierając obolałe plecy, na które upadł.
- Sorki... - zrobiłam skruszoną minkę.
- Co to? - spytał zaciekawiony, zapominając o bólu.
- Jaskinia.
- Wygląda na opuszczoną - stwierdził zaglądając do środka.
- Wchodzimy? - zapytałam szybko.
- Oszalałaś? Tam może być wszystko!
- No i? Jesteśmy silni - uśmiechnęłam. Po za tym zajrzymy tam tylko na chwilkę, a zaraz wyjdziemy - zachęcałam go.
- No dobra... - odparł po chwili zastanowienia. - Ale tylko na moment.
Ucieszona weszłam głębiej do groty. Szliśmy tak dalej, aż w końcu przed nami była ciemność, a przez wejście do jaskini docierały ostatnie promienie słońca. Nagle coś huknęło o ziemię.
- Słyszałaś to? - spytał podejrzliwie Danny.
- A co takiego? Nic się przecież nie stało! - skłamałam, by go uspokoić.
- Znowu! - powiedział. - Naprawdę nie szłyszysz?
Zbyłam go milczeniem, bo sama zaczynałam się bać. Przeszliśmy kilka kroków. Po chwili wyjście było tak daleko od nas, że całkiem straciliśmy je z oczu. Stanęłam w miejscu, bo zobaczyłam coś w ciemnościach.
- Danny, widziałeś to? - spytałam zachrypniętym głosem. Zamiast odpowiedzi na pytanie, usłyszałam jego krzyk:
- Uważaj! - szybko złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie, chowając moje drobne ciało w swoich objęciach. W tym samym momencie z sufitu spadły ogromne głazy na miejsce, w którym przed chwilą stałam. Patrzyłam oszołomiona na nie. Podniosłam głowę do góry, by móc spojrzeć Danny'emu prosto w twarz.
- Dzięki... - szepnęłam cicho, tuląc się bardziej w jego ciepłe ciało. Danny odwzajemnił uścisk. Staliśmy tak przez chwilę zaskoczeni zaistniałą sytuacją, aż w końcu on powiedział:
- To nie był przypadek. Ktoś nie chce, żebyśmy dalej szli.
- I oczywiście nie pójdziemy dalej - powiedziałam z zamkniętymi oczami, a gdy je otworzyłam ujrzałam, jak maleńkie ogniki w jego oczach przygasają.
- Masz rację - odparł, po czym chwycił mnie za ręke i pociągnął w stronę wyjścia. Stapaliśmy cicho idąc przed siebie, kiedy nagle zadudnił potężny huk. Po hałasie czym prędzej ruszyliśmy ku wyjściu i świeżemu powietrzu. Jednak niespodziewanie poczułam ostry ból w prawej nodze. Upadłam i zasnęłam. Gdy się obudziłam, widziałam już z daleka światło z pola. Chciałam wstać, lecz nie mogłam.
- Śmieszne - zachichotałam cichutko. - Nie czuję własnej nogi.
Po tych słowach ujrzałam nad sobą przestraszonego Danny'ego.
- Powiedziałam coś nie tak? - spytałam zaciekawiona. On nic nie odpowiedział i wskazał moją nogę. Odwróciłam się w tamtym kierunku i przeżyłam szok. Nie czułam prawej nogi, bo jej nie miałam. Potrząsnęłam lewą stopą, by upewnić się, że przynajmniej ona jest na miejscu. Na szczęście ją miałam.
- Co się stało? - zapytałam sama siebie, lecz zanim zdążyłam odpowiedzieć, usłyszałam niewyraźny głos:
- Ahri, Ahri, nic ci nie jest?
W tym momencie obraz zaczał się rozmazywać. Mrugałam szybko oczami, by temu zaprzestać, ale to nic nie dawało. po chwili widziałam tylko ciemność...
Obudziłam się spocona i leżąca na podłodze. Musiałam spaść z łóżka i uderzyć o coś nogą, bo strasznie bolała. Nagle ujrzałam nad sobą zaniepokojoną twarz Danny'ego.
- Nic ci się nie stało? - zapytał troskliwym głosem.. Pokręciłam przecząco głową.
- Usłyszałem twój krzyk, więc przybiegłem - rzekł zanim zdążyłam o to spytać.
- Która godzina? - odważyłam się coś powiedzieć, lecz zamiast mojego pięknego, czystego głosu, wydobyłam z siebie cichy, zachrypły szmer.
- Jest za dziesięć siódma - odparł spokojnie. Na te słowa blyskawicznie poderwałam się do góry i zaczęłam przygotowywać.
- Co robisz? - zapytał zaskoczony Danny.
- Nie pamiętasz? Mieliśmy być o siódmej przed grotą - powiedziałam czesząc się. Danny uderzył się ręką w czoło i wykrzyknął:
- O rany! Na śmierć zapomniałem! Idę zbudzić Yoko.
- Pośpiesz się - rzuciłam za nim. Szybko się ubrałam i byłam już gotowa. Miałam pięć minut czasu. Poszłam zobaczyć jak radzi sobie Yoko. Gdy wychyliłam lekko głowę do jej pokoju, ujrzałam ją rozmawiającą z Dannym. Błyskawicznie schowałam się za ścianą. Stałam się niewidzialna, po czym postanowiłam trochę namieszać. Podeszłam do nich bliżej, by uszłyszeć o czym mówią.
- Nie możemy tego zrobić, Danny... - rzekła smutno Yoko.
- Dlaczego? To najlepsze rozwiązanie! - szepnął. Nic z tej rozmowy nie rozumiałam, ale gdy moja przyjaciółka zapatrzyła się w oczy chłopaka, postanowiłam działać. Popchnęłam ją leciutko na Danny'ego, by mogła wtulić się w jego ramiona. Oboje się przewrócili, a ja w duchu myślałam, dlaczego miałam tyle siły. Leżeli, uśmiechając się do siebie. Gdy zauważyłam, że została im minuta, postanowiłam działać. Nagle gdy popatrzyłam się w oczy Danny'ego dostrzegłam, że patrzy wprost na mnie. Przestraszyłam się, bo w końcu nie mógł mnie dostrzec. Jednak gdy machnął do mnie ręką, w celu podziękowania mi, zaczęłam wątpić, czy aby na pewno jestem niewidzialna. Powoli wycofałam się na korytarz i tam stałam sie dostrzegalana dla ludzkiego oka. Weszłam z powrotem do pokoju, zatrzymując się.
- A co ja tu widzę? - spojrzałam z uśmieszkiem na ich zaskoczone twarze. Szybko wstali i otrzepali się z kurzu.
- Tutaj nic się nie działo - odpowiedziała mi zaczerwieniona Yoko.
- No właśnie - poparł jej słowa Danny.
- Dobra, nie ważne - dalej się uśmiechałam z faktu, że ich tak złączyłam. - Lepiej chodźcie na zbiórkę.
- Och, zbiórka! - przypomniała sobie Yoko i błyskawicznie pobiegła na pole.
Wyszłam na korytarz, odwracając się do Danny'ego:
- Idziesz czy nie?
- Już, już... - spróbował mnie wyprzedzić, lecz nie dałam za wygraną. Kiedy dalej biegliśmy w kierunku wyjścia, szepnął mi do ucha:
- Niewidzialność, co? - na te słowa zwolniłam zaskoczona. Czyli jednak mnie widział. Gdy dobiegliśmy na dwór, Aulida stała już przed Yoko, pytając się o nas.
- O, nasi spóźnialscy już przybyli - rzekła rozbawiona, spoglądając na nas
- Nie spóźniliśmy się, jesteśmy na czas - odparłam pewna swych słów.
- Macie dokładnie 23 sekundy spóźnienia - uśmiechnęła się. Staliśmy w zbiórce, kiedy przywódczyni opowiadała nam u różnych taktykach na demony. Słuchałam tego pół uchem, mimo że było to ważne. W większości rozmyślałam nad tym, skąd Danny wie o mojej niewidzialności...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz